niedziela, 30 października 2011

Deja vu?
Nie, po prostu uznałam, że stary post prezentujący to masło opatrzony był niezbyt estetycznym zdjęciem oraz wyszło wtedy za twarde (co nie zmienia faktu, że ubóstwiam jego smak). Z przyjemnością więc użyłam mojego nowego blendera, by zrobić je ponownie. W tym przypadku niestety bez oleju się nie obyło, ponieważ nerkowce nie były zbyt chętne by puszczać swój własny olejek. Jeżeli jednak zauważycie, że z każdą serią miksowania orzeszki robią się coraz bardziej "mokre", to możecie się pobawić bez oleju. Trzeba mieć tylko bardzo mocny blender... I anielską cierpliwość.




środa, 19 października 2011

Czemu ciasteczkowy?
Nie wiem czego to zasługa, ale kiedy jem ten krem mam nieodparte wrażenie, że to świąteczne pierniczki w bardziej płynnej wersji!
Jest przepyszny do pieczywa, owsianki, placuszków- do czego tylko macie ochotę.
Inspirowałam się przepisem Kasi na kakaowe masło z tofu, które bardzo mi zasmakowało.




sobota, 15 października 2011

Ostatnia już granola z tej serii. Chyba o najbardziej intensywnym smaku i zapachu spośród wszystkich, które zrobiłam ostatnio.




piątek, 14 października 2011

Kolejna, równie pyszna, niesamowicie aromatyczna.
Widać, że chce mi się już świąt, prawda?
Myślę, że taka granola ładnie zapakowana byłaby oryginalnym prezentem pod choinkę.



czwartek, 13 października 2011

Oprócz tego przepisu możecie się spodziewać w najbliższym czasie jeszcze dwóch receptur na granolę mojego pomysłu. Wszystkie smakują tak samo pysznie. Aromat rozchodzący się po domu w trakcie pieczenia- tego nie da się z niczym porównać!
Dyniowa granola pojawiła się już co prawda u slyvvi, ale możecie mi wierzyć lub nie- wpadłam na taki pomysł sama jakiś czas temu. ^^
Czekałam, aż skończy się ta, którą piekłam poprzednio i opracowałam swój własny przepis.




Jedzenie śniadania, kiedy na zewnątrz wciąż panuje ciemność jest dużo przyjemniejsze, gdy kuchnię rozświetlają ciepłe kolory.





wtorek, 11 października 2011

Kiedy jem takie potrawy odkrywam wciąż i wciąż na nowo jak bardzo uwielbiam tofu. Niektórzy go nie lubią, bo nie potrafią go dobrze przyrządzić (moja znajoma kupiła i spróbowała w stanie surowym- więcej o nim nie chce słyszeć), a niektórym nie podchodzi i koniec, choćby nie wiem jak go doprawiać i w jakim towarzystwie serwować.
To danie jest inspirowane kuchnią chińską- lekkie, łączą się w nim harmonijnie wyraziste smaki, pachnie obłędnie. Każdy tofu-zjadacz powinien czegoś takiego skosztować. 




niedziela, 9 października 2011

Posta aktualizuję, bo zmieniło się nieco moje postrzeganie tego, co to znaczy "porządny blender". Mój stary o mocy 650W zrobił częściową wysiadkę (działa tylko końcówka do koktajli, która i tak nieźle sobie radzi z mrożonymi owocami i pesto z dużą ilością orzechów).
Domowe masło orzechowe zawsze będzie rzucać cień na te ze sklepu- dla mnie mają one często za twardą lub zbyt zaklejającą konsystencję, są za słone i smakują sztucznie. Wyjątkiem jest ekologiczne masło orzechowe z Evergreena, ale do tego też mam dwa ale: konsystencja zbyt grudkowata, no i cena.
Są jednak dwa czynniki wpływające na rozkoszność smaku tego orzechowego kremu:
1. Mocny sprzęt rozdrabniający. Wszystkie moje poprzednie blenderki zaliczały fail, więc za radą Gabki odłożyłam kasę na rozdrabniacz Moulinex. Ma on 1000W mocy, solidną konstrukcję i niezwykle ostre... no, ostrza (jak tu uniknąć powtórzenia?). Bardzo szybko rozdrabnia orzeszki na pył i już po ok. trzech krótkich seriach miksowania można uzyskać satysfakcjonującą konsystencję.
2. Dobre orzeszki ziemne. Trzeba po prostu wybierać takie, które mają większą zawartość tłuszczu. Wtedy nie będzie trzeba dodatkowego oleju, bo orzechy wydzielą go same. Ja używam Felixa (niesolone, prażone na sucho).
To do dzieła!



sobota, 8 października 2011

Wreszcie sobota, która wcale nie oznacza tyle wytchnienia ile by mi się przydało. Czeka mnie dzisiaj mnóstwo pracy. Znalazłam jednak dłuższą chwilę rano na sobotnie placuszki, znajdę być może na jeszcze parę innych rzeczy. Większość dnia jednak zapełni mi nauka.
Na blogach roiło się od budyniowych naleśników. Postanowiłam i ja spróbować, ale niestety mnie nie zachwyciły. Pomyślałam, że może w plackach budyń będzie lepiej smakował. 
Tutaj wyraźnie czuć tę budyniową konsystencję, zapach, lekki budyniowy posmak. Nie byłyby one jednak dość dobre bez jakichś owoców. U mnie padło na jesienny przysmak- jabłka. Placki wyszły tak smaczne, że zjadłam ich więcej, niż się po sobie spodziewałam.

niedziela, 2 października 2011

Wracam do Was z niezwykle prostym przepisem na wejście. Wpadłam na taki pomysł w podróży do Niemiec. Zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, na której kupiłam pyszne latte, jego wypicie poprzedziłam zjedzeniem banana. Pomyślałam, że razem też muszą dobrze smakować, na przykład w postaci koktajlu i nie myliłam się. Użyłam tutaj kawy zbożowej, ale można też użyć delikatnej kawy rozpuszczalnej.

Co do samego wyjazdu- był dość udany. Ciekawie było zobaczyć kawałek innego kraju, posłuchać, jak ludzie mówią w obcym języku. Nie miałam tam zbyt wiele pieniędzy do wydawania (a właściwie- nie chciałam dużo wydawać), ale przywiozłam trochę niemieckich słodyczy i innych ciekawostek trudno dostępnych w Polsce, które na pewno pojawią się na blogu jako składnik którejś z potraw.

Na foto-relację zapraszam wkrótce na mojego drugiego bloga- Artystyczne Wysypisko.

Tymczasem...