czwartek, 14 czerwca 2012

Budyń piña colada z musem truskawkowym

3 komentarze:
 
Budyń był zupełnie spontaniczny, zrobiony na zasadzie czyszczenia lodówki z dogorywających resztek. Wiem, że bardzo często to piszę i w rzeczywistości nie potrafiłabym się zdecydować, ale na tę chwilę moje kubki smakowe krzyczą: "To najpyszniejszy budyń ever!". Nie wymaga słodzenia, ma cudowną konsystencję dzięki ananasowi, kwaskowe truskawki lekko łamią ananasowo-kokosową słodycz.
 Porcja jest mega, nadaje się bardziej na śniadanie niż podwieczorek (przyznaję się bez bicia- zrobiłam go na podwieczorek i ledwo zjadłam całość).





Składniki na 1-2 porcje
  • pół puszki mleka kokosowego, płynnego (ok. 200g)
  • 3 grube plastry świeżego, dojrzałego ananasa
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • garść truskawek

Mleko kokosowe miksujemy dokładnie z ananasem. Podgrzewamy lekko w emaliowanym rondelku mieszając. Odlewamy odrobinę ciepłego płynu do shakera, rozrabiamy z mąką ziemniaczaną. Gdy płyn ananasowo-kokosowy się zagotuje, zmniejszamy gaz do minimum i podlewamy powoli mąkę rozrobioną z płynem, cały czas energicznie mieszamy, aż powstanie gęsty budyń.
Przelewamy budyń do michy/miseczek, polecamy zmiksowanymi truskawkami i mieszamy nierównomiernie. Jemy na ciepło.
Smacznego!



Tak, tak, weganizm!
Przede wszystkim z pobudek ideologicznych, ale przy okazji wyleczę się z mojego mlecznego uzależnienia, które czasem mi szkodziło. Więcej możecie o tym przeczytać w zakładce "O blogu i o mnie".
Blog jest jeszcze trochę niedopracowany, muszę jeszcze zrobić nowe elementy szablonu. Mam nadzieję, że Wam się spodoba, bo w głowie mam już wstępny zarys (będą to oczywiście moje bazgrołki). 

3 komentarze:

  1. Domowe budynie są na ogół o wiele lepsze od sklepowych, a taki na mleku kokosowym to musi być poezja <3 a bazgrołków nie mogę się doczekać, to była moja ulubiona część szaty graficznej "Kulinarnych igraszek" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. o matko, zakochałam się!

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, że weganizm! Ja też do tego dążę, ale staram się podążać za swoim ciałem, które zdecydowanie woli powolne zmiany. Póki co moim celem jest zminimalizowanie spożywania jajek.
    I fantastyczna nazwa bloga, pozostaje tylko czekać na szpinakowe przepisy ;)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!