piątek, 31 sierpnia 2012

Nigdy nie lubiłam słodkich drożdżówek, bo były suche i zaklejające. Wyjątek? Takie z owocami. Na przykład poczciwe jagodzianki. Ale nie te z cukierni, o nie... Dużo nienaturalnie napuszonego ciasta, zaklejający lukier, kilka jagód na krzyż? To nie dla mnie, dziękuję. Dodatkowo brak wegańskich jagodzianek w promieniu kilku kilometrów eliminuje już całkiem możliwość ich kupna.
Ale od czego jest piekarnik. ☺
Moja rodzina to fani dobrych jagodzianek- takich z niewielką ilością ciasta, ale z dużą ilością jagodowego nadzienia, barwiącego całą buzię na niebiesko. Wizualnie podpasował mi więc przepis Slyvvi, a dodatkowo dało się go łatwo zweganizować.
Ciasto może nie należy do najprostszych w wyrabianiu, ale smak wynagradza wszystko.







 Składniki na 5 sporych jagodzianek
Ciasto
  • 15g drożdży
  • 4-5 łyżek cukru trzcinowego lub ksylitolu
  • trochę ponad 1/2 szklanki ciepłego mleka sojowego
  • 3 i 1/2 łyżki oleju
  • sól
  • 150g mąki graham lub pełnoziarnistej drobno zmielonej
  • 100g mąki jasnej (najlepiej orkiszowej)
Farsz
  • ok. 2 szklanki świeżych jagód
  • cukier trzcinowy, najlepiej drobny lub ksylitol
Wierzch
  • mleko sojowe do posmarowania i cukier trzcinowy/ksylitol do posypania
Drożdże pokruszyć, zasypać łyżką cukru i wymieszać z ciepłym mlekiem. Odstawić na 10 minut. Podgrzać olej. Dodać do zaczynu olej, sól, obie mąki i resztę cukru. Wyrobić energicznie ciasto na stolnicy podsypując mąką. Ciasto powinno być elastyczne i miękkie, ale nie klejące się do stolnicy i rąk, nie suche. Odstawić w cieple na 1h do wyrośnięcia pod ściereczką. Wyrobić ponownie, rozwałkować na prostokąt średniej grubości. Podzielić na 5 kwadratów, każdy jeszcze osobno nieco rozwałkować. Na każdy kwadrat nałożyć możliwie jak najwięcej jagód, posypać odrobiną cukru i zlepić jak koperty. Ciasto klei się dość opornie, najlepiej zwilżyć brzegi wodą.Ułożyć bułeczki na papierze do pieczenia i przykryć ściereczką, zostawić na 15 minut. Posmarować mlekiem sojowym i posypać cukrem. Piec 15 minut w 220 stopniach.
Można zajadać ciepłe i po ostygnięciu, będą równie pyszne. 
Smacznego!









Wegańskie słodkości- edycja letnia

czwartek, 30 sierpnia 2012

Akcja Healthy Vegan Fast Food na Vegespocie kończy się dziś. Ostatnim skokiem załapuję się więc na nią z pizzą. Wielu fast-foodowych pomysłów nie zdążyłam zrealizować przez sierpień, a wierzcie mi, jest ich trochę. ☺

 Pizza. Z najgenialniejszym ciastem, bazą pomidorową, mnóstwem warzyw i wyrazistym pesto jako dodatek. Bez sera, się wie. Ale również bez seroudawacza. 
 Jeśli ktoś bardzo tęskni za serową pizzą, to polecam sery Cheezly Mozzarella lub Edam Style. Ważne, żeby miały napis: "Super Melting". Można je nabyć całkiem tanio w Green Planet. Na zimno niezjadliwe, ale po rozpuszczeniu robią się naprawdę smaczne! Robiłam z nimi pizzę chłopakowi i powiedział, że ciężko byłoby się połapać, że to nie prawdziwy ser.
Taki niby-ser jednak nie powinien być stałym składnikiem diety. Dla mnie to raczej szaleństwo raz na jakiś czas. Takie produkty są przetworzone i strasznie tłuste. Nie ma tam utwardzonych tłuszczy roślinnych, ale jednak najbardziej naturalne pod słońcem to to nie jest. Lepiej więc się nie silić, aby nasza pizza była jak ta stara, poczciwa, z kilogramami sera i postawić na warzywa i przyprawy.

Przepis na ciasto pizzowe mam już od dawna sprawdzony- bazowałam przy tworzeniu go na recepturze koleżanki mojej mamy.  Koniec końców jednak każdy składnik jest w innej ilości, niektóre całkiem pozmieniane, więc można powiedzieć, że ciasto jest w 75% moje. ☺

Najlepsza pizza ever!
Składniki na porcję (mała pizza na jeden talerz)



Ciasto
  • 1/3 szklanki mąki orkiszowej typ 700
  • 1/3 szklanki mąki orkiszowej/pszennej 1850 lub 2000
  • sól
  • 5-7g świeżych drożdży
  • 2/3 łyżki oliwy
  • ok. 1/4 szklanki ciepłej wody
Farsz
  • baza pomidorowa: 2 łyżeczki koncentratu, 2 łyżki passaty, malutki sprasowany ząbek czosnku, suszone zioła, sól, pieprz
  • kilka cienkich piórek cebuli
  • 1/6 papryki (pokrojonej w cienkie paseczki)
  • 2-3 małe plasterki pomidora, podzielone na mniejsze części
  • 1 i 1/2 małej pieczarki, pokrojone w cienkie plasterki
  • duża różyczka ugotowanego na parze brokuła, podzielona na malutkie części
  • garść czarnych oliwek (pokroić w krążki)
  • odrobina oliwy do posmarowania na spód i do pokropienia z wierzchu
  • oregano na wierzch

Wymieszać wodę, oliwę, drożdże, dodać mąkę z solą i wyrobić mikserem lub drewnianą łyżką. Ciasto powinno być dość luźne i elastyczne, odchodzić od ścianek miski. Odstawiamy w ciepłe miejsce pod ściereczką na 25-30 minut.
W tym czasie mieszamy składniki na bazę, myjemy i kroimy warzywa.
Wyrośnięte ciasto wykładamy na blachę wyłożoną oprószonym mąką papierem do pieczenia. Posypujemy mąką ręce i formujemy okrągły placek, w miarę cienki i o większych brzegach. Za pomocą pędzelka smarujemy spód oliwą (pomijając brzegi). Nakładamy bazę i rozprowadzamy. Rozsypujemy równomiernie warzywa. Kropimy farsz oliwą i posypujemy oregano. Wkładamy do zimnego piekarnika. Nastawiamy na 190 stopni i pieczemy 15 minut. Zwiększamy temperaturę do 200-220 stopni i pieczemy jeszcze 5 minut.
Podajemy od razu z pietruszkowo-bazyliowym pesto.

Pesto pietruszkowo-bazyliowe


Składniki na malutki słoiczek
(sposób podpatrzyłam na Vegelicious)
  • szklanka natki pietruszki (bez łodyg)
  • szklanka bazylii (może być z łodyżkami)
  • 1/3 szklanki oliwy
  • ząbek czosnku, posiekany
  • 100g dowolnych prażonych, posiekanych orzechów (u mnie laskowe, włoskie i pestki słonecznika)
  • 1/4 łyżeczki soli
  • pieprz

Natkę, bazylię, czosnek i połowę oliwy blendujemy dolewając stopniowo resztę oliwy. Dorzucamy orzechy i przyprawy, ponownie blendujemy. Umieszczamy zalane odrobiną oliwy w szczelnie zamkniętym słoiczku w lodówce.
Smacznego!


 
Healthy Vegan Fast Food
AKCJA SMACZNE TANIE WEGAŃSKIE

wtorek, 21 sierpnia 2012

Po tygodniowym urlopie nad warmińskim, chłodnym jeziorkiem skupionym na wypędzaniu dziesiątek much latających po domku, grze w Scrabble i leniwych porankach- wróciłam. Z deczka zmęczona, ale pełna energii do działania. Za dwa tygodnie rozpoczyna się dla mnie droga przez mękę, czyli klasa maturalna *miejsce na upiorną muzyczkę*. Muszę więc te ostatnie dni wolności jak najlepiej wykorzystać.

Nie pamiętam już kiedy robiłam te warzywka, mam duuuże zaległości w zamieszczaniu postów. Pamiętam jednak bardzo dobrze ich smak. Nie mam więc żadnych wątpliwości, czy warto je tu pokazywać.
Jeżeli ktoś twierdzi, że nie lubi tofu- to danie jest kolejnym, które może wyleczyć delikwenta z tego świętego przekonania.





Składniki na 1-2 porcje
  • 100g tofu naturalnego
  • 1/6 szklanki oliwy
  • 1 i 2/3 łyżki octu balsamicznego
  • 1/3 łyżeczki soli
  • oregano
  • średnia papryka
  • 2 pomidory
  • 1/3 bakłażana + odrobina oliwy do smażenia
  • 3 plastry pomidora
  • 3 łyżki suchego brązowego ryżu
  • papryka mielona, oregano, gałka muszkatołowa
  • garść czarnych oliwek
  • 5 pieczarek
  • zalewa od tofu do smarowania

Tofu kroimy w kostkę. Wrzucamy do miseczki z marynatą (zmieszana oliwa, ocet, sól i oregano), mieszamy tak, aby każda kosteczka była "utytłana" w zalewie. Wkładamy do lodówki pod przykryciem na co najmniej 2 godziny (ale im dłużej, tym lepiej). Warto raz na jakiś czas ponownie przemieszać kosteczki z marynatą.
Paprykę kroimy na połówki. Usuwamy gniazda nasienne (ale ogonki zostawiamy!). Myjemy obie połówki.

Pomidory myjemy, odkrawamy wierzch i delikatnie drążymy środek łyżeczką. Usuwamy nasiona razem z sokiem, zostawiamy te najtwardsze części przy skórce.
Plastry bakłażana zasypujemy solą i odstawiamy na 15 minut. Płuczemy, kroimy w kosteczkę i podsmażamy na oliwie, aż lekko zmiękną.
Ryż gotujemy w podwójnych garnkach do gotowania na parze metodą całkowitej absorpcji wody.
Mieszamy w misce osączone z zalewy tofu (kilka kostek zostawiamy do wyłożenia na wierzch), bakłażana, pokrojone w kostkę trzy plastry pomidora, ryż, paprykę mieloną, oregano, gałkę i pokrojone czarne oliwki.
Przygotowanym farszem nadziewamy obficie połówki papryki i pomidory. Zewnętrzne "ścianki" papryki i pomidorów smarujemy zalewą od tofu. Smarujemy również pieczarki (całe bądź rozkrojone na pół).
Paprykę pieczemy w 180 stopniach przez 25 minut. Na ostatnie 15 minut dokładamy pomidory i pieczarki.
Podajemy od razu.
Smacznego!





Zapiekankowe szaleństwoAKCJA SMACZNE TANIE WEGAŃSKIE



Kosmetyki- dobre, w miarę przystępne cenowo i wegańskie (bez składników odzwierzęcych i nietestowane na zwierzętach)
Brzmi jak fantastyka?
Fakt, jest to trudne, ale wykonalne.
Na pewno łatwiej mają osoby mieszkające w większych miastach.
Jak już zapewne niektórzy pamiętają, jestem skazana na uroki miasteczka o liczbie ludności ok. 21 594. Najbliższe większe miasto to Olsztyn, do którego trzeba jechać ponad 2 godziny, więc regularne zakupy tam odpadają.

Zakupy przez internet są w takim przypadku idealnym rozwiązaniem, ale trzeba uważać, żeby się za wiele nie wykosztować. Nie ma sensu zamawiać jednego kremu czy szamponu, bo drugie tyle zapłacicie za koszty przesyłki. Lepiej więc znaleźć sklep, gdzie można zamówić jak najwięcej odpowiadających Wam różnych produktów.
Jak rozpoznać wegańskie kosmetyki?

Najpewniejsze moim zdaniem będą te, które mają znaczek The Vegan Society (powyżej).
Wiele jest jednak wegańskich kosmetyków, które tego znaczka nie posiadają. Gdzie wtedy szukać?
Najlepiej zacząć od kwestii testowania na zwierzętach. Na pewno słyszeliście o liście Klubu OK- jest to najpewniejszy wykaz firm kosmetycznych (i nie tylko, bo znajdziecie tam też marki specjalizujące się w chemii gospodarczej czy produkcji kredek) nie wykonujących testów na zwierzętach, ale też niezlecających tych testów innym firmom. Zarówno gotowe kosmetyki jak i ich składniki nie są testowane na zwierzętach.
Jest jednak haczyk- patrząc na wymagania do spełnienia, aby znaleźć się na tej liście łatwo dojść do wniosku, że kosmetyki z tego wykazu nie muszą być wegańskie, czyli- mogą zawierać składniki odzwierzęce.
Warto wtedy samodzielnie sprawdzić skład odpowiadającego nam kosmetyku. Tutaj znajdziecie listę składników odzwierzęcych, na które można się "nadziać" m.in. w kosmetykach. 
Nie trzeba jednak koniecznie szukać w internecie- w Rossmannie znajdziecie serię kosmetyków naturalnych Alterra, większość z nich jest oznaczona znaczkiem The Vegan Society. Poza tym można tam dostać płyny do kąpieli i pod prysznic Original Source, może nie eko i naturalne, ale również Vegan. Popularna Ziaja również dzisiaj nie testuje na zwierzętach, chociaż ma niechlubną przeszłość związaną z tego typu praktykami. Wiele produktów tej firmy jest bez składników odzwierzęcych, trzeba jednak sprawdzić samodzielnie skład.

Teraz wiemy już jak wybrać wegańskie kosmetyki. Wystarczy jednak przejrzeć produkty firm z OK listy, by dojść do wniosku, że nas nie stać na tego typu luksusy. Kosmetyki kolorowe, perfumy, nawilżające kremy do ust, kremy przeciwzmarszczkowe mogą kosztować i nie powinno się na nich oszczędzać- zwłaszcza, że na bardzo długo wystarczają. Nie znam jednak wielu osób, które kupiłyby żel pod prysznic z jakiegoś eko sklepu na ponad 20 złotych na 200ml.
Można się oczywiście posiłkować rossmannowską Alterrą, która jest dość tania, ale jej asortyment jest dość ograniczony.
Od jakiegoś czasu jestem wierna firmie Himalaya Herbals. Nie wszystkie kosmetyki są roślinne, ale są nietestowane na zwierzętach. Te, które są vegan można znaleźć na Evergreen.pl. Mają w miarę naturalny skład, moja skóra i włosy odżyły, a dodatkowo są przystępne cenowo, niewiele droższe od Alterry.

Ogółem mam już swoje typy co do każdego elementu mojego zestawu kosmetyków, ale nie będę pisała tu o wszystkich, zbyt wiele by to zajęło. Jeżeli macie pytanie co do jakiegoś konkretnego kosmetyku- piszcie, pomogę.
Jeżeli ktoś ma jeszcze wątpliwości co do celowości wspierania firm nietestujących na zwierzętach, zapraszam na tę stronę

Warto też przeczytać ten post na blogu Mad Tea Party, aby uświadomić sobie, dlaczego jeszcze warto świadomie wybierać kosmetyki.

Jeszcze jakieś wątpliwości? Pytajcie śmiało, wypowiadajcie swoje zdanie, jeżeli coś źle napisałam- sprostujcie mnie. ☺

niedziela, 5 sierpnia 2012

Jak to jest, że za każdym razem jak zrobię domowy budyń o jakimś nowatorskim smaku, to mam wrażenie, że w życiu nie jadłam lepszego? To samo myślałam o budyniu piña colada, z pewnością cudowne są też orzechowy i kokosowy, ale który najlepszy? Za niedługo pewnie wykręcę jakiś jeszcze inny i będzie mi się on wydawał najsmaczniejszym.
A może po prostu wszystkie są genialne? Tak, to chyba dobre stanowisko w tej kwestii. Nie będę się zastanawiać nad ewentualną wyższością budyniu rabarbarowego nad innymi.
Róbcie szybko, póki jeszcze można dostać rabarbar!


 Składniki na jedną giga porcję lub 2 normalne ☺
  • 3 spore łodygi rabarbaru (umyte i pokrojone na średnie kawałki)
  • 1 i 1/2 łyżki syropu z agawy
  • odrobina wody
  • szklanka mleka roślinnego (użyłam lekko słodzonego sojowego, jeżeli mleko jest niesłodzone- może być konieczny większy dodatek syropu z agawy)
  • esencja waniliowa
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej

Rabarbar udusić do miękkości z syropem z agawy i odrobinką wody. Zmiksować blenderem z mlekiem roślinnym i esencją waniliową. Odrobinę masy odlać do shakera i rozrobić dokładnie z mąką ziemniaczaną, resztę zagotować na małym ogniu mieszając. Gdy masa się zagotuje zmniejszyć gaz do minimum i powoli wlewać rozrobioną mąkę mieszając energicznie. Gotować nie przerywając mieszania do zgęstnienia.
Przelać do miseczek i podawać z ulubionymi dodatkami, np. słodkim syropem owocowym.
Smacznego!



Coś słodkiego bez cukru i aspartamuWegańskie słodkości- edycja letnia

sobota, 4 sierpnia 2012

Już od dawna chodziły mi po głowie takie klasyczne penkejki. Niby nie problem- tylko że dla mnie zawsze "klasyczne" oznaczało takie zrobione na maślance lub kefirze. Na mleku też zawsze mi smakowały, ale jednak te na czymś kwaśno-mlecznym zawsze były bardziej puszyste i aromatyczne. Jak tu więc teraz wybrnąć? Jedyna rzecz ze skwaśniałego mleka sojowego z jaką miałam styczność w sklepach to jogurt sojowy z evergreena, rzadko jest on tam jednak dostępny (o cenie nie wspominając).
Wpadłam jednak na pomysł wykorzystania zsiadłego mleka sojowego. Domowego. Daje ono duże pole do popisu. Skwaśniałe genialnie sprawdziło się w pancakes- wyszły o niebo lepsze niż te, które pamiętam z czasów diety nabiałowej!






 Składniki na porcję (4 spore pancakes)
  • 1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej
  • sól
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki domowego zsiadłego mleka sojowego
  • łyżeczka syropu z agawy
  • łyżeczka oleju
  • opcjonalnie odrobina esencji waniliowej

Żadna filozofia. Mieszamy mokre składniki z suchymi do uzyskania konsystencji ciasta na pancakes (nieco gęstsze niż na naleśniki, żeby się nie lało za bardzo na boki). W razie potrzeby dosypujemy odrobinę mąki lub dolewamy kwaśnego mleka sojowego. Smażymy na rozgrzanej, suchej patelni ceramicznej lub teflonowej z obu stron, na słabo rozkręconym gazie (rozgrzewamy patelnię oczywiście na dużym).
Podajemy natychmiast z ulubionymi dodatkami.


 


 
Pora na domowe mleko sojowe. (przepis po poprawkach Anki-Weganki, pierwotnie stąd)
Potrzebujemy:
  • szklankę wysokiej jakości ziaren soi
  • 4 szklanki wody (przegotowanej z kranu, nie mineralnej!)
  • odrobina soli, ok. 1/3 łyżeczki
Soję moczymy przez noc. Płuczemy i miksujemy z wodą, najdokładniej jak się da. Powstałą masę przelewamy do garnka i zagotowujemy z solą.Uwaga, mocno się pieni! Najlepiej wziąć duży garnek, zbierać w razie potrzeby nadmiar piany i na początku cały czas mieszać, bo masa ma tendencję do przypalania. Zmniejszamy gaz i gotujemy ok. 20-30 minut. Odstawiamy, lekko studzimy.
Powoli przesączamy mleko przez ściereczkę lub kilkakrotnie złożoną jałową gazę umieszczoną na gęstym sitku. Odciskamy porządnie przy każdej porcji i odstawiamy do przestudzenia.
Powinno wyjść ok. 0,5-0,75l dość gęstego, przyjemnie pachnącego mleka sojowego. Mi ten zapach odrobinę przypomina tofu. ☺
Możemy teraz:
1. Schować je po wystudzeniu do lodówki w szczelnie zamkniętej butelce i wykorzystać jak normalne mleko sojowe.
2. Zostawić je na 1,5-2 dni bez przykrycia w jakimś ciepłym miejscu, następnie schować szczelnie zamknięte do lodówki. W ten sposób otrzymamy mleko zsiadłe, przydatne np. do wyżej wspomnianych pancakes. Gofry, ciasta, muffinki też będą dzięki niemu lepiej rosły.
3. Zrobić jogurt sojowy. Sposób widziałam na forum vegespotu. Robi się taki jogurt podobnie jak zwykły, z wykorzystaniem odrobiny kupnego jogurtu sojowego (aby miał skąd załapać bakterie jogurtowe). Jak wytestuję sposób, na pewno coś o nim napiszę. A może ktoś z Was wcześniej się pokusi?
4. Zrobić domowe tofu, sposób jest opisany tu. Wyszło smaczne, ale nie udało mi się go dobrze sprasować na bloczek i było dla mnie za kwaśne. Jeśli kiedyś jeszcze będę je robić i wyjdzie lepsze, również nie omieszkam o tym skrobnąć.

Nie zapomnijcie też o okarze! Okara to te wyduśdane sojowe farfocle, które zostaną na szmatce lub gazie po odciśnięciu. Można je wykorzystać do ciastek, pieczywa, kotletów i wielu innych dań. Przepisy z jej wykorzystaniem na pewno się tu pojawią.

 Smacznego!


Naleśnikowa Sobota 2Jedna SOJA i tysiąc potraw

czwartek, 2 sierpnia 2012

Już wiele warzyw zmęczyłam robiąc z nich zupy kremy. Kapusta też musiała dołączyć do tej grupy, od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie żeby ją zmiksować. Pospolite, czasem niedoceniane warzywo w takiej wersji na pewno choć trochę zaskoczy. Może wizualnie nie jest najpiękniejsza, ale to jedna z tych potraw, które smakują lepiej niż wyglądają. ☺




Składniki na porcję
  • 1 i 1/3 kubka bulionu warzywnego
  • kawałek pora wielkości dłoni
  • kubek poszatkowanej kapusty
  • 1 i 1/3 łyżki zielonej soczewicy
  • 2 łyżki kaszy jaglanej (opłukanej i sparzonej)
  • 1/3 avocado
  • odrobina soku z cytryny
  • świeży koperek
  • po sporej szczypcie imbiru, gałki, tandoori masala, kurkumy

Bulion zagotować razem z pokrojonym w krążki porem i kapustą. Wrzucić soczewicę i kaszę. Wymieszać, zmniejszyć gaz. Gotować aż warzywa, soczewica i kasza będą miękkie. Zmiksować na gładki krem z avocado, sokiem z cytryny, siekanym koperkiem i przyprawami. Podać natychmiast.
Smacznego!


Soczewica. Odsłona I

środa, 1 sierpnia 2012

Dawno tu nie było niczego śniadaniowego (jak na mnie).
Zadziwia mnie wyjątkowo długi sezon na rabarbar w tym roku. Zazwyczaj ostatnie łodygi można było kupić wraz z pierwszymi truskawkami. Teraz rabarbar przeżył truskawki, dla których niestety nie był to najlepszy okres.
Naszło mnie na śniadanie z piekarnika. Kilo rabarbaru leży w lodówce (mama chciała zrobić ciasto, ale zapomniała). Płatki owsiane mnie wołają. Cóż innego mogło z tego wyniknąć. ☺






Składniki na porcję
  • 4 łyżki płatków owsianych górskich
  • łyżka siemienia lnianego
  • 2/3 szklanki mleka sojowego
  • esencja waniliowa
  • 2 łyżki mąki słonecznikowej
  • łyżka mielonego siemienia lnianego
  • szczypta sody
  • duża łodyga rabarbaru
  • 1/2 łyżki syropu z agawy
  • kruszonka: łyżka mąki słonecznikowej, łyżka cukru trzcinowego, 1/2 łyżki pestek słonecznika, 1/2 łyżki oleju

Przez noc moczymy w lodówce pod przykryciem płatki i siemię w mleku.
Rano kroimy umyty rabarbar na średniej grubości kawałki i zalewamy syropem z agawy, odstawiamy.
Do namoczonych płatków i siemienia dodajemy esencję waniliową, mąkę słonecznikową, mielone siemię i sodę. Mieszamy, odstawiamy na parę minut.
Składniki na kruszonkę rozcieramy palcami.
Do natłuszczonego naczynia wrzucamy wymieszany z syropem rabarbar. Zalewamy go owsiankową masą, wyrównujemy powierzchnię. Całość posypujemy równomiernie kruszonką.
Pieczemy w 180 stopniach przez 25-30 minut.
Podajemy na ciepło.
Smacznego!



Wegańskie słodkości- edycja letnia