sobota, 4 sierpnia 2012

Klasyczne pancakes na kwaśnym mleku sojowym i domowe mleko sojowe na kilka sposobów

14 komentarzy:
 
Już od dawna chodziły mi po głowie takie klasyczne penkejki. Niby nie problem- tylko że dla mnie zawsze "klasyczne" oznaczało takie zrobione na maślance lub kefirze. Na mleku też zawsze mi smakowały, ale jednak te na czymś kwaśno-mlecznym zawsze były bardziej puszyste i aromatyczne. Jak tu więc teraz wybrnąć? Jedyna rzecz ze skwaśniałego mleka sojowego z jaką miałam styczność w sklepach to jogurt sojowy z evergreena, rzadko jest on tam jednak dostępny (o cenie nie wspominając).
Wpadłam jednak na pomysł wykorzystania zsiadłego mleka sojowego. Domowego. Daje ono duże pole do popisu. Skwaśniałe genialnie sprawdziło się w pancakes- wyszły o niebo lepsze niż te, które pamiętam z czasów diety nabiałowej!






 Składniki na porcję (4 spore pancakes)
  • 1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej
  • sól
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki domowego zsiadłego mleka sojowego
  • łyżeczka syropu z agawy
  • łyżeczka oleju
  • opcjonalnie odrobina esencji waniliowej

Żadna filozofia. Mieszamy mokre składniki z suchymi do uzyskania konsystencji ciasta na pancakes (nieco gęstsze niż na naleśniki, żeby się nie lało za bardzo na boki). W razie potrzeby dosypujemy odrobinę mąki lub dolewamy kwaśnego mleka sojowego. Smażymy na rozgrzanej, suchej patelni ceramicznej lub teflonowej z obu stron, na słabo rozkręconym gazie (rozgrzewamy patelnię oczywiście na dużym).
Podajemy natychmiast z ulubionymi dodatkami.


 


 
Pora na domowe mleko sojowe. (przepis po poprawkach Anki-Weganki, pierwotnie stąd)
Potrzebujemy:
  • szklankę wysokiej jakości ziaren soi
  • 4 szklanki wody (przegotowanej z kranu, nie mineralnej!)
  • odrobina soli, ok. 1/3 łyżeczki
Soję moczymy przez noc. Płuczemy i miksujemy z wodą, najdokładniej jak się da. Powstałą masę przelewamy do garnka i zagotowujemy z solą.Uwaga, mocno się pieni! Najlepiej wziąć duży garnek, zbierać w razie potrzeby nadmiar piany i na początku cały czas mieszać, bo masa ma tendencję do przypalania. Zmniejszamy gaz i gotujemy ok. 20-30 minut. Odstawiamy, lekko studzimy.
Powoli przesączamy mleko przez ściereczkę lub kilkakrotnie złożoną jałową gazę umieszczoną na gęstym sitku. Odciskamy porządnie przy każdej porcji i odstawiamy do przestudzenia.
Powinno wyjść ok. 0,5-0,75l dość gęstego, przyjemnie pachnącego mleka sojowego. Mi ten zapach odrobinę przypomina tofu. ☺
Możemy teraz:
1. Schować je po wystudzeniu do lodówki w szczelnie zamkniętej butelce i wykorzystać jak normalne mleko sojowe.
2. Zostawić je na 1,5-2 dni bez przykrycia w jakimś ciepłym miejscu, następnie schować szczelnie zamknięte do lodówki. W ten sposób otrzymamy mleko zsiadłe, przydatne np. do wyżej wspomnianych pancakes. Gofry, ciasta, muffinki też będą dzięki niemu lepiej rosły.
3. Zrobić jogurt sojowy. Sposób widziałam na forum vegespotu. Robi się taki jogurt podobnie jak zwykły, z wykorzystaniem odrobiny kupnego jogurtu sojowego (aby miał skąd załapać bakterie jogurtowe). Jak wytestuję sposób, na pewno coś o nim napiszę. A może ktoś z Was wcześniej się pokusi?
4. Zrobić domowe tofu, sposób jest opisany tu. Wyszło smaczne, ale nie udało mi się go dobrze sprasować na bloczek i było dla mnie za kwaśne. Jeśli kiedyś jeszcze będę je robić i wyjdzie lepsze, również nie omieszkam o tym skrobnąć.

Nie zapomnijcie też o okarze! Okara to te wyduśdane sojowe farfocle, które zostaną na szmatce lub gazie po odciśnięciu. Można je wykorzystać do ciastek, pieczywa, kotletów i wielu innych dań. Przepisy z jej wykorzystaniem na pewno się tu pojawią.

 Smacznego!


Naleśnikowa Sobota 2Jedna SOJA i tysiąc potraw

14 komentarzy:

  1. Kusi mnie to domowe mleko sojowe, bo w odróżnieniu od kupnego nie ma w sobie masy cukru. Nie wiem czemu, trochę się boję go sama zrobić, ale w końcu do odważnych świat należy;). Myślisz, że soja z puszki się nada? Czy lepiej użyć suchych, namoczonych ziaren?
    Cudne placki, uwielbiam takie grubaśne;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nie, żadnej soi z puszki! Tylko sucha, namoczona. Nie wyobrażam sobie nawet, co by z takiej wyszło :)
      Da się kupić mleko sojowe bez cukru (Natumi na przykład), albo mało osłodzone przynajmniej. To jest jednak bez porównania lepsze (i jedyne roślinne mleko jakie mi wychodzi smaczne).

      Usuń
  2. Co prawda nie jestem weganką, ale uwielbiam smak mleka sojowego. Spróbuję zrobić domowe, bo w sklepach ani cena, ani skład nie zachęcają ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mleko sojowe jest przepyszne :) Ciekawa jestem takiego w wersji home-made. A o plackach chyba nie muszę nic mówić... Porwałabym, nawet po swoich :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A nie mówiłam! Ukwasić da się wszystko :D (to moja nowa dewiza życiowa)

    Ja nigdy nie oddzielam przed gotowaniem mleka. Oj oj oj, a teraz widzę, że mleka nie gotujesz? Trzeba! Przynajmniej z tego, co mi wiadomo... Soi niestety nie można tak jak soczewicy czy ciecierzycy wykorzystać w formie "lekko obrobionej", bo ziarno samo w sobie ma szkodliwe substancje. Niektórzy polecają zagotowywać nawet 3 razy, ale ja jestem leniwa i zagotowuję raz, a następnie gotuję przez jakieś 30 minut (czasem więcej, czasem mniej). Mleczko wychodzi trochę gęstsze od twojego. Przepuszczam przez sito również po gotowaniu (i to jest okara - ta już obgotowana). Zmienia się też w zależności od długości gotowania proporcja białek do tłuszczów i węgli.

    Naleśniki pyszne, klasyczne - wiem, bo robiłam takie wiele razy i nie zdarzyło mi się być niezadowoloną...

    A propos kwaśnego tofu - w internecie jest wiele przepisów na tofu i zwykle różnia się tylko ilością dodanego kwasu. Widocznie w tym, z którego korzystałaś, jest go za dużo. Można się posiłkować dobrym octem z braku cytryny.

    A jogurt można zrobić tak, jak napisałas, ale on w zasadzie smakuje tak jak mleko kwaśne i moim zdaniem, średnio jest wart zachodu. Więc latem, kiedy temperatura wrze, używam takiego mleka :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dzięki za dobre rady :) Mało się jeszcze na tym znam, nie wiedziałam, że okarę koniecznie trzeba z mlekiem gotować. Nie wiedziałam też, że mleko trzeba zagotować. Skoro mówisz, że to konieczne- pozmieniam recepturę i będę już tak robiła na przyszłość.

      Usuń
    2. Nie ma za co :) Powinnam tu rzucić jakąś fachową nazwą substancji, zawartych w soi, ale niestety nie pamiętam :( (flawonoidy? Nie, to nie to)

      W ogóle co to się stało? Miałaś przecież być wegetarianką? (?)

      Usuń
    3. No i jestem, praktykuję tzw. wegetarianizm ścisły :)
      A jest coś nie tak, jakiś składnik w plackach niewegetariański? :)

      Usuń
    4. Nie, wręcz przeciwnie, po prostu byłam zaskoczona, co to się porobiło, że wszystko wegańskie u Ciebie :)

      Usuń
    5. No bo ten blog na nowym adresie z założenia ma być wegański :)
      Trochę się w moich poglądach porobiło :D

      Usuń
  5. Ty nasza wróżko zielona! ale pyszności dziś proponujesz ;]

    OdpowiedzUsuń
  6. Robię jutro z truskawkami na sniadanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dopiero zaczynam przygodę z mlekiem sojowym własnej produkcji. Jeżeli chodzi o tofu, to w internetach wyczytałam, że nie wolno go zakwaszać. To jest praktyka zaczerpnięta z wytwarzania produktów z mleka zwierzęcego i w ogóle nie powinna mieć miejsca. Prawdziwe tofu wytwarza się przy użyciu specjalnego rodzaju soli (nie NaCl ;) )
    A tak przy okazji zsiadłego mleka sojowego... wydaje mi się, że właśnie udało mi się takie zrobić z waniliowego z biedronki. Zupełnym przypadkiem. Przypomniało mi się, że stoi w lodówce, wlałam je do miseczki, a tu gęste ładne coś. :D

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!