wtorek, 30 października 2012


Po wielu próbach w końcu wyszedł tak, jak powinien. Dla wielu dhal (czy też dal) to gęsta zupa, ja chyba wolę go w charakterze jednogarnkowca (ale zupą w takim stylu też bym nie pogardziła, może nawet zrobię na dniach z soczewicy?).
Przede wszystkim knociłam masalę. Wcześniej te wszystkie indyjskie przyprawki bardzo nieodpowiednio dodawałam zwyczajnie sypiąc, a to nie jest prawidłowe w kontekście kuchni indyjskiej. Dopiero ostatnio zaczęłam ją naprawdę odkrywać. Mam teraz fazę na odchodzenie od kuchni śródziemnomorskiej, która mi się nieco zbanalizowała. Mam ochotę odkrywać kuchnię wschodnią, egzotyczną, ale i również zweganizowaną polską- może niegdyś znienawidzone gołąbki czy krupnik będą lepsze w wersji wegańskiej? Jak czytam tego rodzaju przepisy, to nie mogę uwierzyć- ale ślinka cieknie.
Wracając do dhalu- ten jest trochę nietypowy, bo z soi. Większość chyba robi się z soczewicy lub grochu, rzadziej z ciecierzycy.
Masala na razie prosta, na bazie gotowej mieszanki garam masala, nad podsmażaniem całych niemielonych przypraw dobranych indywidualnie muszę jeszcze popracować.
 Tak czy inaczej, danie jest niezwykle rozgrzewające i uzależniające zapachem.

 A tak na marginesie: słyszeliście już, że ruszyła Vege Mapa? Jest to portal, który ma pokazywać wszystkie miejsca witariańskie, wegańskie, wegetariańskie i vege-friendly, w których możemy się posilić. ☺ Bardzo popieram to przedsięwzięcie i mam nadzieję, że portal będzie się rozwijał... Bo aż mi się wierzyć nie chce, że w Warmińsko-Mazurskim można coś zjeść tylko w Olsztyńskim Green Wayu.





Skłandniki na porcję
 
  • łyżka oleju/oliwy
  • 1/4 łyżeczki drobno startego imbiru
  • łyżeczka garam masali
  • szczypta chili
  • szczypta asafetydy
  • 1/2 fioletowej cebuli
  • ok. 6 łyżek namoczonej i ugotowanej soi
  • mała pietruszka, mała marchew, 4 różyczki brokuła podzielone na mniejsze części
  • odrobina wody lub buliou warzywnego
  • ew. szczypta soli
Marchew i pietruszkę kroimy w cienkie plasterki. Umieszczamy razem z podzielonymi różyczkami brokuła w parowarze i gotujemy, aż będą miękkie, ale nie ciapciające się.
Na patelni rozgrzewamy olej lub oliwę. Wrzucamy imbir i pokrojoną drobno cebulkę, podsmażamy na średnim ogniu, aż cebulka się lekko zeszkli. Dorzucamy garam masalę, chili i asafetydę, prażymy kilka-kilkanaście sekund. Połowę warzyw miksujemy z odrobiną wody lub bulionu. Na patelnię dodajemy soję, warzywa (zmiksowane i całe), ew. dosalamy. Mieszamy. Jeżeli konsystencja jest zbyt gęsta, możemy dodać jeszcze trochę wody lub bulionu. Dusimy całość pod przykryciem jakieś 5-6 minut.
Podajemy gorące z ryżem brązowym, może być też z pieczonymi ziemniakami w mundurkach lub indyjskim pieczywem.
Smacznego!




Kuchnia Kriszny




Potrawy rozgrzewające

niedziela, 28 października 2012

Bardzo smaczna, szybka zupa. Nie z proszku (bo określenie "zupa chińska" zazwyczaj mi się kojarzy z tymi zahibernowanymi w saszetkach).
Podana z przepysznym, chrupiącym tofu zamarynowanym w sosie teriyaki i chińskim makaronem Mie. Ten ostatni został nadesłany przez Ale Dobre do recenzji.
Tym razem nie popisano się przy doborze produktów w paczce ambasadorskiej... Odmówiłam recenzji pesto (bo z serem) i "przypraw" do fajity i burritos, które właściwie są czymś w stylu "Pomysł na...". Gotowców nie używam i używać nie mam zamiaru.
Został mi więc m.in. ten makaron. Miałam nadzieję, że będzie smaczny, bo zwykle wszelkie azjatyckie kluchy mi podchodzą. W tym wypadku niestety było inaczej. Makaron jest dziwnie bezsmakowy, gumiasty i podchodzi trochę pod te z zupek z proszku. Widziałam na stronie sklepu wiele pozytywnych opinii, ale mnie nie porwał. Jak namoczyłam go za dużo do zupy, to aż nie chciało mi się go potem dojadać... Nie jadłam innego, więc nie mogę powiedzieć, czy jest to po prostu makaron Mie kiepskiej jakości. Może on po prostu akurat nie jest dla mnie.
Nie zmienia to faktu, że zupa strasznie mi smakowała i nawet makaron nie przeszkodził mi w kontemplacji jej smaku. ☺





Składniki na porcję
Tofu teriyaki
  • 100g tofu naturalnego
  • 1-2 łyżki sosu teriyaki
  • kilka kropli octu ryżowego
  • 1/2 łyżki oleju do smażenia
Zupa
  • 1/2 łyżki oleju do smażenia
  • 1/2 małej cebuli fioletowej
  • 1/2 małej marchwi
  • 1/2 małej pietruszki
  • 4 małe różyczki brokuła
  • 2 plasterki imbiru
  • garstka suszonych grzybów mun (4-6 sztuk, namoczonych 15 minut we wrzątku)
  • ok 1 i 1/2 szklanki bulionu warzywnego lub wody
  • 1/4 małej cukinii
  • łyżka sosu teriyaki
  • szczypta chili
  • odrobina soku z cytryny
  • ulubiony chiński makaron do podania (u mnie ten nieszczęsny Mie, myślę, że najlepiej pasowałby drobny sojowy lub ryżowy)
Tofu kroimy w kostkę. Zalewamy sosem teriyaki z octem i zostawiamy w lodówce na noc pod przykryciem.
Na 1/2 łyżki oleju szklimy posiekaną w piórka cebulę, Dorzucamy słupki marchwi i pietruszki, podzielone na drobne części różyczki brokuła, pokrojone w paseczki grzybki mun i plasterki imbiru. Pamiętajcie, aby wybierać małe sztuki warzyw. Przesmażamy wszystko parę minut i zalewamy bulionem lub wodą. Zagotowujemy, skręcamy gaz i gotujemy jakieś 5-6 minut. Dorzucamy słupki cukinii, doprawiamy zupę sosem teriyaki i chili. Mieszamy, gotujemy jakieś 4 minuty.
Niedługo przed końcem gotowania podsmażamy tofu na rozgrzanej 1/2 łyżki oleju, aż będzie chrupkie i przyrumienione. Oczywiście wcześniej odlewamy marynatę.
Zupę podajemy gorącą z chińskim makaronem, tofu, skrapiamy całość sokiem z cytryny. Można też posypać natką pietruszki.
Smacznego!



Potrawy rozgrzewające

poniedziałek, 22 października 2012

Wyszła! Jaaay!
Przepis z niezastąpionej Puszki, o ten.
Jeżeli chodzi o szarlotkę sypaną, to nie będę szukać lepszej, bo ta podbiła moje kubki smakowe. Jeszcze tylko wypracuję (sama ^^) najlepszy sposób na szarlotkę pomiędzy dwiema warstwami kruchego ciasta, i mogę czuć się w tej kwestii spełniona.
Bałam się, że nie wyjdzie, będzie się rozwalać, ale- magia!- wszystko trzyma się pięknie kupy, pachnie cudnie, smakuje nieco jak babciny pleśniak (nie mam pojęcia czemu).

Na marginesie, czyta ktoś magazyn Vege? Mam z nim styczność od niedawna, czytałam jedynie wrześniowy i październikowy egzemplarz. Mnóstwo ciekawych, inspirujących artykułów. Z ostatniego numeru ujął mnie wywiad z wokalistą TSA, a felieton na końcu skłonił do refleksji.
A jakie są Wasze odczucia? Lubicie, nie lubicie, a może po prostu nigdy nie czytaliście? Ja na pewno kupię jeszcze nie raz.





Składniki (ok 10-15 porcji, w zależności od tego, czy kroicie w trójkąty czy kwadraciki)
  • 1/2 szklanki mąki żytniej razowej
  • 1/2 szklanki mąki orkiszowej jasnej
  • szklanka kaszy manny
  • 1/3 szklanki otrębów pszennych
  • 2/3 szklanki cukru trzcinowego lub brzozowego 
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 kostki zimnej margaryny wegańskiej wysokiej jakości (np. Alsan)
Masa jabłkowa
  • 1-1,5kg jabłek (najlepiej kwaśnych lub słodko-kwaśnych, soczystych)
  • cukier trzcinowy lub brzozowy (ilość zależy od kwasoty jabłek)
  • cynamon, kardamon
  • ew. naturalna esencja waniliowa

Jabłka zetrzeć na tarce o grubych oczkach, wymieszać z cukrem, cynamonem, kardamonem i esencją. Odstawić.
 Jabłka to klucz do sukcesu tego ciasta. Muszą być soczyste i puścić dużo soku jeszcze przed włożeniem do piekarnika. To ich wilgoć sprawi, że z sypkich składników powstanie ciasto. Jeżeli tuż przed wyłożeniem na sypkie składniki wydadzą Wam się za suche, można podlać odrobinkę wody. Lejcie ją jednak z głową, pamiętając, że jabłka puszczą jeszcze więcej soku podczas pieczenia. Co do cukru- ja dałam odmianę złota reneta. Są one słodko-kwaśne, ale raczej ze wskazaniem na kwaśne. Dałam ok. 6-8 łyżek cukru. Jabłka były średniej wielkości, wzięłam jakieś 7-8 sztuk.
Mieszamy sypkie składniki ciasta, dzielimy je na 3 części.
Do wysmarowanej tłuszczem i wysypanej bułką tartą lub otrębami małej tortownicy wsypujemy pierwszą część sypkich składników. Wykładamy połowę masy jabłkowej (starając się o równe rozdzielenie płynu od jabłek), posypujemy równomiernie drugą częścią suchych składników, wykładamy resztę jabłek i wysypujemy równomiernie ostatnią częścią sypkich. Na wierzch układamy w miarę równo plastry zimnej margaryny.
Wstawiamy ciasto do zimnego piekarnika, nastawiamy go na 180 stopni i pieczemy 50 minut. Margaryna może wyciekać przed dno tortownicy, warto więc podłożyć pod nią jakąś większą blachę.
Ciasto kroimy dopiero po całkowitym ostygnięciu, inaczej może być skłonne do rozpadania się. Moje zostało rozkrojone dopiero po całonocnym leżakowaniu w lodówce.
Smacznego!




sobota, 20 października 2012

Czyli stuningowana wersja jednej z moich ulubionych. Zwykle używam tylko cynamonu, rodzynek i orzechów włoskich, a jabłka podduszam w owsiance lub nawet wcale. Taka jest dużo smaczniejsza, ale też wymaga rano nieco dłuższej chwili. Idealna na jesienny weekend.
Aż mi się zachciało iść na pobliski cmentarz żydowski. Nie, nie jestem nawiedzona (no, może trochę, ale mniejsza). Rosną tam piękne, ogromne, stare drzewa, które właśnie zaczynają zrzucać tumany pięknych, kolorowych liści. Mogłabym godzinami słuchać ich szelestu pod nogami.





Składniki na porcję
Owsianka
  • 4 łyżki płatków owsianych górskich
  • łyżka siemienia lnianego (polecam nie omijać- nadaje bardziej kremową konsystencję)
  • szklanka mleka sojowego lub innego roślinnego
Duszone jabłka
  • spore jabłko (kwaśne lub słodko-kwaśne)
  • odrobina wody
  • 3 goździki
  • plasterek imbiru (1cm)
  • cynamon, kardamon
  • odrobina soku z cytryny
  • garstka rodzynek
  • łyżeczka syropu z agawy (opcja- dodajemy wtedy, gdy jabłko jest kwaśne, przy słodko-kwaśnym nie trzeba)
Kruszonka
  • łyżka mąki żytniej razowej
  • garstka pokruszonych orzechów włoskich
  • łyżeczka cukru trzcinowego lub brzozowego
  • łyżeczka wegańskiej margaryny (np. Alsan)
Płatki i siemię moczymy w mleku sojowym przez noc (w lodówce, pod przykryciem).
Palcami łączymy składniki na kruszonkę, aż do powstania okruchów. Wysypujemy na papier do pieczenia i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na ok. 10 minut.
Jabłko (umyte, bez gniazda nasiennego, niekoniecznie obrane) kroimy w kostkę i wrzucamy na patelnię, podlewamy odrobiną wody. Wrzucamy goździki. Dusimy na małym ogniu pod przykryciem, mieszając czasem. Pod koniec duszenia dorzucamy starty drobno imbir, cynamon, kardamon, wlewamy kilka kropli soku z cytryny, wsypujemy rodzynki, ewentualnie dosładzamy syropem z agawy. Mieszamy i zdejmujemy po chwili z gazu. Jabłka powinny być miękkie i trochę się rozwalać.
Owsiankę zagotowujemy, skręcamy gaz do minimum. Gotujemy mieszając, aż zgęstnieje.
Do miseczki wlewamy owsiankę, na wierzch wlewamy duszone jabłka, posypujemy całość kruszonką. Podajemy od razu. Uwaga, bardzo rozgrzewa!
Smacznego!


Potrawy rozgrzewające

piątek, 19 października 2012

Dodałabym wcześniej jakiś przepis na bloga, bo sporo gotowałam i piekłam przez weekend. Nic mi jednak nie wyszło na tyle smaczne, abym uznała to godnym tego bloga. :)
Szukam idealnego tofusernika, idealnej wegańskiej szarlotki, wypracowuję technikę sporządzania masali i uczę się używać świeżego imbiru.
Korzeń imbiru wykorzystałam w tych burgerach i udało mi się wyważyć jego ilość. Już nigdy nie kupię sproszkowanego! Bogactwo aromatycznych dodatków sprawia, że te burgery to istna bomba smakowa. Są pyszne same w sobie z dodatkiem warzyw, ale można też je wsadzić w bułkę i przeobrazić w zdrowy junk food.




Składniki na 3 duże burgery (porcja=1 burger)
  • ok. 8-10 łyżek namoczonego i ugotowanego z odrobiną soli grochu (bardzo miękki)
  • ok. 4 łyżki namoczonych i ugotowanych ziaren orkiszu
  • 1/3 sporej fioletowej cebulki
  • odrobina oliwy do podsmażenia cebulki (ok. 2/3-1 łyżki)
  • 1/3 malutkiego selera- starty grubo
  • malutka marchew- starta grubo
  • pieprz
  • słodka papryka, gałka, kurkuma - po odrobinie, na czubeczku łyżeczki
  • ok. 1,5-2cm kawałek świeżego imbiru- obrany i starty drobno
  • skórka otarta z 1/2 sparzonej cytryny
  • sos sojowy
  • świeża natka pietruszki- posiekana, ilość dowolna
  • bułka tarta i otręby w równych proporcjach dla odpowiedniej konsystencji- dałam po ok. 3 łyżki jednego i drugiego
  • oliwa do smażenia/smarowania kotletów przed pieczeniem
Groch miksujemy.
Drobno posiekaną cebulkę szklimy na oliwie i dodajemy do masy.
Wsypujemy orkisz, tarty seler, tartą marchew, doprawiamy pieprzem, słodką papryką, gałką, kurkumą, imbirem, skórką cytrynową, odrobiną sosu sojowego i natką. Wyrabiamy masę ręką, aż dobrze się połączy. Stopniowo dosypujemy po łyżce otrębów i bułki tartej nadal wyrabiając, aż konsystencja będzie odpowiednia. Masa powinna być bardzo gęsta i nie kruszyć się mocno. Lepimy 3 duże burgery. Smażymy je z obu stron na rumiano na odrobinie oliwy lub pieczemy w 200 stopniach do zrumienienia (ok. 15-20 minut) wysmarowane oliwą, na blasze wyłożonej papierem. W ten sposób można zminimalizować ilość użytego tłuszczu.
Podajemy od razu, najlepiej w towarzystwie zamarynowanych i upieczonych warzyw.
Smacznego!






PS. Biorę udział w konkursie blogów. Jeżeli zbiorę na fejsbuku wystarczająco dużo lajków, to będę mogła współtworzyć z Empatią wegański przewodnik. Jeśli więc jacyś ludzie dobrej woli chcieliby mnie wesprzeć, to proszę o lajki pod tym zdjęciem.
Z góry dzięki. ☺

piątek, 12 października 2012

Zrobiłam taką od niechcenia- wyszła boska. Zrobiłam pierwszy raz z myślą o blogu, zapisując wszystkie proporcje- porażka. Ale przynajmniej wiedziałam, co zrobiłam źle i trzecia wersja wyszła nawet lepsza od tej pierwszej spontanicznej. :)
Przypominam, że pod postami macie dwie nowe kategorie etykiet: "Jedz warzywa" i "Jedz owoce". Jeżeli szukacie jakichś przepisów z sezonowymi cudeńkami, to zadanie na moim blogu macie ułatwione.
Dynia to, oczywiście, jedno z moich ulubionych warzyw. Czekam na nią z niecierpliwością tak samo, jak wiosną na truskawki. A zupa-krem z dyni to już klasyka, każdy ma swoje ulubione wersje, możliwości jest multum. Czaję się ostatnio na taką z mlekiem kokosowym, widziałam też fajną na słodko z jabłkiem. Tymczasem jednak zapraszam na bardziej klasyczny, typowo jesienny- z korzennymi, rozgrzewającymi przyprawami, lekki, z dodatkiem kaszy jaglanej i cieciorki (nadają fajną konsystencję).






Składniki na 2 porcje
  • ok. 350ml bulionu warzywnego
  • marchew
  • malutka fioletowa cebulka
  • 3 łyżki sparzonej kaszy jaglanej
  • ok. 2 szklanki dyni pokrojonej w kosteczkę
  • gałka, kurkuma, imbir- po małej szczypcie (imbir najlepiej dać świeży- zetrzeć jeden plasterek)
  • ostra i słodka papryka mielona- sporo
  • odrobina soku z cytryny
  • 6 łyżek namoczonej i ugotowanej ciecierzycy
  • do podania: kilka kropli oliwy, ulubione prażone pestki lub orzechy, świeża bazylia
Bulionem zalewamy obraną i pokrojoną w plasterki marchew, cebulkę pokrojoną na połówki, zagotowujemy. Wsypujemy kaszę jaglaną. Zmniejszamy po chwili gaz i gotujemy jakieś 7-8 minut, mieszając co jakiś czas. Wrzucamy dynię, mieszamy, gotujemy aż warzywa będą miękkie i kasza się ugotuje. Miksujemy blenderem na gładki krem z przyprawami, sokiem z cytryny i ciecierzycą. Podajemy od razu skropioną oliwą, posypaną pestkami lub orzechami i ozdobioną bazylią.
Smacznego!


Potrawy rozgrzewająceDyniowe przysmaki

czwartek, 11 października 2012

Środek października, jesień w pełni (chociaż dziś akurat jest zaskakująco słonecznie), a jeszcze wyskoczę z lodami.
Gdy jeszcze w sierpniu był lodowy konkurs u Roślinożerki, napisałam spontanicznie jakie lody na tamtą chwilę najchętniej bym zjadła. Okazało się, że Roślinożernej moja wyobraźnia kulinarna przypadła chyba do gustu, bo dostałam od niej prześliczne kubeczko-pucharki na lody z uroczymi wprost łyżeczkami w komplecie. Bardzo dziękuję!
Postanowiłam więc owe lody zrobić, chociaż musiałam w tym celu sprowadzić śmietankę migdałową i pogoda być może nie sprzyja... Ale tylko pozornie. Warto jeść lody, gdy jest zimno, bo to mobilizuje organizm do produkowania większej ilości energii cieplnej. Możecie mi wierzyć lub nie, ale w jakąś godzinę po ich zjedzeniu zrobiło mi się ciepło jak po herbatce. ☺





 Składniki na 2 porcje


  • 2 szklanki mrożonych śliwek (w połówkach i bez pestek, u mnie węgierki z ogródka)
  • 6 łyżek śmietanki migdałowej
  • 1 i 1/2 łyżki cukru trzcinowego (może być skoncentrowany syrop z agawy lub ksylitol)
  • 3/4 łyżeczki przyprawy do piernika
  • odrobina soku z pomarańczy
  • do podania: syrop czekoladowy, najlepiej ciepły (nie polecam roztopionej gorzkiej czekolady- zastygła od razu na zimnych lodach), prażone orzechy (włoskie, nerkowca), cząsteczki świeżej śliwki
Bierzemy mocny blender i miksujemy razem mrożone śliwki, śmietankę migdałową, cukier, przyprawę do piernika i sok z pomarańczy. Masa musi być gładka. Wkładamy na moment do zamrażarki, tylko na czas przygotowania dodatków.
Podajemy najlepiej w takich ślicznych pucharkach jak na zdjęciu, polane syropem, posypane orzechami, ozdobione cząsteczkami śliwki. Zjadamy od razu.
Smacznego!



wtorek, 9 października 2012

Na razie to już ostatnia recenzja produktów od Ale Dobre.
Sosu teriyaki próbowałam po raz pierwszy (i przy okazji nauczyłam się jak to pisać).
Jest on reklamowany przede wszystkim jako marynata do... zgaduj zgadula, do czego? ☺
Oczywiście nie przeszkadzałoby mi to w zamarynowaniu w nim tofu czy nawet warzyw. Dyńka nabrała bardzo ciekawego, orientalnego, lekko alkoholowego aromatu i  nieco innej, przyjemnej konsystencji. Świetnie grała się z resztą dania. Tak więc smak sosu odpowiada mi jak najbardziej.
Na przyszłość jednak poszukam jakiegoś sprawdzonego przepisu i zrobię go sama. Dlaczego?
Nie podobają mi się sztuczne wzmacniacze smaku w składzie, m.in. glutaminian sodu. Rozumiem, że w krajach takich jak Japonia czy Chiny glutaminian jest na porządku dziennym i sprzedawany jak normalna przyprawa (!), ale ja wolę ich nie jeść.
I gdyby jakiegoś weganina przeraził kwas mlekowy w składzie: najczęściej w produkcji przemysłowej jest on wytwarzany ze skrobi. Wątpię, żeby w krajach azjatyckich pozyskiwali go z produktów odzwierzęcych. Zazwyczaj jednak faktycznie unikam tego składnika, aczkolwiek nie trzeba się go bać.

A tymczasem, zapraszam w podróż na wschód.





Składniki na dwie porcje
  • 3 garście podłużnych, średnio grubych plastrów dyni
  • spory chlust sosu teriyaki
  • odrobina oliwy
  • tymianek
  • 3 łyżki fasoli mung
  • 2 porcje makaronu z ryżu brązowego
  • odrobina oliwy
  • 1/2 cebuli
  • mała marchew
  • garstka grzybów mun
  • plasterek imbiru
  • malutka papryczka chili
  • 1/3 cukinii
  • ocet ryżowy
  • sok z 1/2 malutkiej pomarańczy 
  • gałka, kurkuma
Dynię zalewamy sosem teriyaki, oliwą, mieszamy z tymiankiem. Wstawiamy pod przykryciem na noc do lodówki.
Fasolę moczymy przez noc. Gotujemy do miękkości w lekko osolonej wodzie (długo to nie zajmie, ok. 15 minut).
Grzyby mun moczymy 15 minut w gorącej wodzie, osączamy.
Na rozgrzaną oliwę wrzucamy drobno posiekaną cebulę, szklimy przez chwilę. Dodajemy marchew pokrojoną w słupki i pokrojone w paseczki grzyby mun. Podlewamy odrobiną płynu (może to być nawet zalewa od dyńki), zmniejszamy nieco gaz i dusimy pod przykryciem. Po ok. 5 minutach dodajemy dynię wraz zalewą, pokrojoną w paseczki papryczkę chili i starty drobno imbir. Mieszamy, dusimy. Gdy marchew i dynia będą już lekko miękkie (ale wciąż jeszcze nie takie, jak powinny być), dodajemy cukinię w słupkach. Doprawiamy całość octem ryżowym, sokiem z pomarańczy (smaki słodki i kwaśny powinny się zrównoważyć) oraz gałką, kurkumą. Dodajemy fasolkę mung. Dusimy, aż warzywa będą miękkie, ale wciąż jędrne. Podajemy z makaronem ryżowym i sokiem z cytryny.
Smacznego! 



Dyniowe przysmaki


sobota, 6 października 2012

Nigdy nie przepadałam szczególnie za mięsem, ale paradoksalnie kiedyś moje ulubione pierogi musiały być nim nadziane. Dziś najbardziej lubię ze szpinakiem. Dobrze przyprawione, mocno czosnkowe, aromatyczne i koniecznie z przyrumienioną na oliwie bułką tartą (patent podłapany z lokalnej restauracji). Lepszych nie jadłam, słowo. Zresztą, ze szpinakiem wszystko jest w trąbkę.






Składniki na 2 porcje
Ciasto
  • 2/3 szklanki mąki pełnoziarnistej drobno mielonej lub graham
  • 1/2 szklanki mąki orkiszowej jasnej
  • sól
  • ok. 1/2 szklanki wody (najlepiej gorącej)
Farsz
  • 2 łyżeczki oliwy
  • 1/2 cebuli lub odpowiadający wielkością kawałek pora (biała część)
  • 2 spore ząbki czosnku
  • 7 porcji mrożonego szpinaku w liściach (użyłam Hortexu, jeśli traficie jeszcze na świeży- użyjcie ok. 250-300g)
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa (uwaga, żeby z nią nie przesadzić)
  • do podania: bułka tarta (można dodać też trochę otrębów) zrumieniona na oliwie, świeża bazylia
Na patelni rozgrzewamy oliwę. Wrzucamy drobno pokrojoną cebulę/pora i posiekany ząbek czosnku (jeden zostawiamy). Gdy cebula/por się zeszkli, a czosnek zacznie pachnieć- wrzucamy na patelnię szpinak (rozmrożony i lekko odciśnięty z płynu). Dusimy całość na małym ogniu, doprawiamy sprasowanym czosnkiem, solą, pieprzem i odrobiną gałki. Odparowujemy, aby zostało jak najmniej płynu i żeby szpinak przeszedł smakiem przypraw.
W misce mieszamy składniki na ciasto. Wykładamy na stolnicę i zagniatamy podsypując mąką lub podlewając jeszcze odrobiną wody, jeśli zajdzie taka potrzeba. Ciasto powinno być jednolite i dość elastyczne. Wałkujemy dosyć cienko i wycinamy duże krążki, najlepiej szklanką do drinków. Do każdego krążka wkładamy po lekko czubatej łyżeczce farszu (to jeszcze zależy od wielkości krążków ciasta) i zlepiamy w dowolny sposób. Wrzucamy do wrzącej, lekko osolonej wody, mieszamy delikatnie drewnianą łyżką, aby nie przywarły. Gotujemy 2-3 minuty od wypłynięcia.
Podajemy od razu ze zrumienioną na oliwie bułką tartą i bazylią.
Zatapiamy się w szpinakowości. ^^
Smacznego!


Vegan kluski!



piątek, 5 października 2012

Powoli zbliżam się do końca zamieszczania tej serii testów dla Ale Dobre. Do tych krokietów użyłam czarnej fasoli z puszki z cebulą i przyprawami od La Costena.
Wcześniej czarną fasolę jadłam tylko zwyczajnie po namoczeniu i ugotowaniu. Z puszki jest też niczego sobie, ale trochę traci na wyjątkowości. Trzeba się skupić, żeby wyczuć, że to nie jest fioletowa fasolka. Lekko gęsty (ale nie bardzo) sos, w jakim pływają ziarna fasoli to fajna sprawa- można go dodać do potrawy razem z fasolą i fajnie podkreśli smak. Dobrze też robi za sos sałatkowy. Spodziewałam się jednak, że będzie intensywniej doprawiony, ostry. A ostry nie był wcale. Trzeba więc go samemu, wedle uznania, trochę dosmaczyć.
Na pewno sięgnęłabym po nią w przypadku braku czasu, w innym wypadku darowałabym ją sobie.


Przejdę do wish-listy.
Na pewno wiele z Was, jeśli nie kupuje w necie wegańskich ciekawostek kulinarnych, to czasem przegląda oferty różnych sklepów i myśli sobie: "O ja nie mogę, ale bym tego chciał(a) spróbować...".
Ja czasem robię zakupy w internecie (bardziej szczegółowy post na ten temat tutaj), ale ceny niektórych produktów przyprawiają o zawrót głowy tak samo, jak ich przypuszczalny smak. Niektórych po prostu jeszcze nie miałam okazji próbować, choć są jak najbardziej osiągalne. 
 Kolejność przypadkowa.
2. Pełnoziarnista manna (lub inna ciekawa, np. widziałam gryczaną, jaglaną)
4. Olej kokosowy i wiele innych: lniany, z orzechów włoskich, arachidowych, pestek dyni...
5. Mleka: migdałowe (nigdy nie piłam takiego z prawdziwego zdarzenia), amarantusowe, sezamowe, z quinoa i orzechów laskowych
7. Masło z pestek dyni i wiele innych niż z fistaszków
8. Bezmleczna czekolada biała i mleczna- nigdy za nimi nie przepadałam, ale jestem ciekawa smaku 
Mogłabym jeszcze długo wymieniać!
A czego wegańskiego wy chcielibyście spróbować? A może ktoś ma na koncie jakiś smakołyk z mojej listy i mógłby się podzielić wrażeniami?




 Składniki na 2 porcje
Naleśniki
  • niecała szklanka mąki owsianej (drobnej)
  • 2/3 szklanki mąki orkiszowej jasnej
  • 2 łyżki otrębów
  • sól
  • kurkuma dla koloru
  • 2/3 szklanki wody gazowanej
  • szklanka mleka roślinnego bez cukru (dałam owsiane)
  • 2 łyżeczki oleju
Farsz
  • odrobina oliwy
  • 1/2 fioletowej cebulki
  • ząbek czosnku
  • średnia marchew
  • 1/2 czerwonej papryki
  • 1/3 średniej cukinii
  • 3-4 łyżki kukurydzy konserwowej 
  • 5 łyżek czarnej fasoli w zalewie + jeszcze trochę zalewy
  • ulubione zioła, gałka muszkatołowa, mielona kolendra, chili
  • poza tym: odrobina oliwy i otręby
Na rozgrzanej oliwie podsmażamy drobno posiekaną cebulkę i czosnek. Dodajemy pokrojoną w plasterki marchew, po kilku minutach podlewamy odrobiną zalewy od fasoli i dusimy na małym ogniu pod przykryciem. Po 5 minutach dorzucamy pokrojoną w kosteczkę paprykę, po kolejnych 3-4: cukinię w ćwierć-plasterkach. Dusimy do miękkości (ale nie do ciapy). W trakcie duszenia podlewamy danie zalewą. Pod koniec dodajemy kukurydzę i fasolę, przyprawy.
Składniki na naleśniki dokładnie miksujemy robotem. Rozgrzewamy suchą patelnię ceramiczną lub teflonową. Wylewamy średnie porcje ciasta chochelką i smażymy cienkie naleśniki.
Gotowe naleśniki nadziewamy i zwijamy ciasno, aby nic nie wyleciało (ja robię zawsze po bokach małe zakładki, potem zwijam).
Układamy nadziane naleśniki w formie silikonowej lub żaroodpornej wyłożonej papierem do pieczenia. Smarujemy krokiety oliwą za pomocą pędzelka i posypujemy otrębami.
Pieczemy w 200 stopniach przez 15 minut.
Jemy od razu.
Pychota!

czwartek, 4 października 2012

I doprawiona octem balsamicznym.
Recenzje trzech produktów od Ale Dobre, jeden przepis. Akurat dostałam tyle składników typowych dla kuchni śródziemnomorskiej, że musiałam coś takiego wytworzyć (i szczególnie się nie opierałam, choć myślami jestem gdzieś pomiędzy samosami z dhalem a typowym indyjskim curry).
Na pierwszy ogień wezmę oliwki nadziewane migdałami. Jak zwykle gdy chcę Wam podrzucić linka, nie ma ich w asortymencie. Tutaj możecie zobaczyć ich zwykłą wersję, bez nadzienia. Same oliwki są rewelacyjne! Duże, mięsiste, jędrne i o wyrazistym smaku. Doskonale sprawdzały się w surówkach, sałatkach, makaronach. Spodziewałam się jednak, że bardziej będzie czuć smak migdałów. A skończyło się na tym, że coś tam w środku chrupnęło- to była jedyna różnica. Smak migdałów został zupełnie zdominowany. Mimo to oliwki zostaną mi w pamięci i kiedyś pewnie zakupię te be żadnych dodatków.
 Pora na ocet balsamiczny, którym doprawiłam surówkę. Nie gorszy, niż oliwki! Aromatyczny, silnie skoncentrowany, doskonale podkreślający smak. Z takim octem żadna sałatka niestraszna. Też mogę bez wahania napisać, że lepszego nie miałam okazji używać. Polecam.
Jedynie grissini nie zrobiły wielkiego szału. Ponownie- nie ma ich teraz w sklepie, ale możecie zobaczyć ich zdjęcie tu. Miały być czosnkowe- a tego czosnku w ogóle nie czuć! Ujdą do pogryzania do sałatki lub pokruszone do niej w charakterze grzanek- ale w żadnym innym przypadku. Może to dla tego, że nie przepadam zwyczajnie za takimi suchymi, lekko słonymi chrupajkami. Dla mnie to smakowało jak krzyżówka suchego chleba i słonych paluszków.

Tak nawiasem- mam wrażenie, że mój blog robi się suchy i bezosobowy, schematyczny. Trochę blablabla, zdjęcie, przepis. Do moich wywodów na tematy wszelakie jest bardziej przeznaczone "Artystyczne Wysypisko", ale chętnie więcej bym wrzucała tutaj wegańskich zajawek, inspiracji, ciekawych informacji wyszperanych gdzieś w necie, ocen produktów kupowanych na własną rękę i wiele innych. Wiele chciałabym tu jeszcze zmienić, zaktualizować niektóre przepisy (nowe zdjęcia, zmienione receptury, albo jedno i drugie), uszczegółowić menu, nawet być bardziej aktywna na Waszych blogach. Ale niestety (albo i stety), priorytetem jest dla mnie matura. Modernizacja, zmiany, będą więc wprowadzane powolutku, szoku nie będzie. ☺





Składniki na porcję
  • 1/2 małej cukinii
  • korzeń pietruszki
  • marchew
  • 1/4 fioletowej cebulki
  • 1/2 ząbka czosnku
  • 2 łyżeczki oliwy
  • kilka kropli octu balsamicznego
  • sól, pieprz, szczypta gałki, ulubione zioła (najlepiej świeża bazylia i pietruszka)
  • 2/3 łyżeczki syropu z agawy
  • kilka zielonych oliwek nadziewanych migdałami
  • grissini do podania
Przygotowaną cukinię, pietruszkę, marchew ścieramy na grubych oczkach. Dodajemy drobno posiekaną cebulkę i czosnek, oliwę, ocet, przyprawy i syrop z agawy. Mieszamy wszystko dokładnie i odstawiamy na ok. 15 min. Dekorujemy oliwkami i grissini. Najlepiej grissini pokruszyć, wtedy posłużą nam jako szybkie grzanki (jest to wersja mniej fotogeniczna). Zjadać od razu.
Smacznego!