czwartek, 29 listopada 2012

Na temat kuchni gruzińskiej, oczywiście.
Podejrzewam, że takiego dania w tym kraju nie spotkacie w żadnej knajpce. Jest ono zainspirowane artykułem z wrześniowego numeru Vege. Być może, że ta kuchnia faktycznie staje się coraz bardziej popularna, ale wciąż jest spychana na margines przez te najbardziej światowe.
Gruzini ponoć lubują się w paście z orzechów włoskich, którą potem podają na opieczonych lub podsmażonych plastrach bakłażana. Ja taką pastę zrobiłam ze słonecznika z prostego powodu- orzechy włoskie były na wyczerpaniu. To był strzał w dziesiątkę. Dodatkowo pastę wymieszałam przed podaniem z kaszą gryczaną i opieczoną fasolą (fasola też często się pojawia w wegetariańskich daniach tej kuchni).
Proste, niewymagające wiele pracy- a tak efektowne! Może posłużyć jako ciepła przekąska dla gości, albo po prostu niezwykle estetyczny obiad- siebie i bliskich też trzeba czasem rozpieszczać.





Składniki na porcję obiadową lub przekąski dla 3 osób


Pasta słonecznikowa
  •  1/4 szklanki nasion słonecznika
  • 1/4 łyżeczki nasion kolendry
  • 1/8 szklanki bulionu warzywnego
  • 1/2 malutkiego ząbka czosnku
  • niepełna łyżeczka octu winnego
  • szczypta ostrej papryki
  • sól
Fasola
  • szklanka namoczonej i ugotowanej fasoli (o dużych ziarnach, biała lub fioletowa)
  • łyżeczka oliwy
I jeszcze
  • 4 łyżki niepalonej kaszy gryczanej
  • 6 dużych, grubych plastrów bakłażana + odrobina oliwy do pieczenia
  • natka pietruszki do podania
Nasiona słonecznika moczymy przez noc. Następnego dnia osączamy, płuczemy i miksujemy dokładnie blenderem z resztą składników na pastę. Powinna postać pasta o konsystencji lekkiego musu.
Fasolę skrapiamy oliwą i wstawiamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia do piekarnika. Pieczemy 30 minut w 190 stopniach.
Plastry bakłażana posypujemy solą i odstawiamy na 15 minut. Płuczemy, osuszamy papierowym ręcznikiem. Wyjmujemy blachę z fasolą w połowie pieczenia. Układamy obok bakłażana, smarujemy oliwą i wstawiamy na ostatnie 15 minut.
W międzyczasie gotujemy kaszę na parze w podwójnej ilości wody, aż wchłonie cały płyn.
Ciepłą kaszę i fasolę mieszamy z pastą słonecznikową (powinny wyjść około 2 lekko czubate łyżki pasty). Układamy na upieczonych plastrach bakłażana.  Posypujemy natką pietruszki i podajemy od razu.
Smacznego!



Nieznana kuchnia świata

poniedziałek, 26 listopada 2012

Pamiętacie zupę chińską z makaronem Mie sprzed miesiąca? Była to recenzja produktu z tej samej paczki od Ale Dobre, z której wzięłam dziś do recenzji tę musztardę Dijon... Niezły rozstrzał. Jakoś nie miałam pomysłu, przy jakiej okazji o niej napisać. Na szczęście ten przepis na majonez fasolowy od Aniko spadł mi jak z nieba.

Ale po kolei, zacznę od musztardy.
Przy pierwszym spróbowaniu niestety mi nie smakowała. Jestem przyzwyczajona do nieco innego smaku musztardy jakiejkolwiek (wychowana na musztardach Kamis...). Zyskała jednak przy bliższym poznaniu. W tradycyjnym wydaniu na kanapkach jest taka sobie, za to zawojowała moje kubki smakowe jako składnik dressingu do sałatki. W dzisiejszym majonezie sprawdziła się bez zarzutu, nadała mu ciekawy wytrawny posmak. Wniosek- używamy jej odrobinę jako przyprawę, a będzie naprawdę podnosić smak potraw. Myślę, że mogłabym ją wypróbować też jako składnik wegańskich kotletów czy seitanowych wyrobów.
Jedno ale- po co w niej prosiarczyn potasu? Przecież dobrze przygotowana musztarda nie potrzebuje konserwantów.

Co się zaś tyczy majonezu- jeżeli nie przepadaliście nigdy za tradycyjnym majonezem, to jest opcja dla Was. Nie ma co się przecież spodziewać, że fasola będzie smakować jak surowe jaja. Jest w tym sosie jednak coś z majonezowości- czuć wyraźnie, co było dla niego inspiracją. Co dla mnie jest w nim cudownego? Konsystencja. Nie ma nic z ciężkiego, mdlącego tradycyjnego majonezu, choć jest troszkę tłusty. Za to jest puszysty, aksamitny. Ma tylko lekko wyczuwalny smak fasoli. Dla mnie najlepszy na kanapce z ogórkiem kiszonym. Z pewnością może zagościć na wegańskim wigilijnym stole.




Składniki
  • 100g suchej białej fasoli
  • niecała połowa szklanki wody
  • 1/4-1/3 szklanki oleju (użyłam nierafinowanego rzepakowego, tłoczonego na zimno)
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżki musztardy (polecam Dijon!)
  • łyżeczka octu jabłkowego lub winnego
  • po szczypcie soli i cukru trzcinowego/brzozowego
Fasolę moczyć przez noc, opłukać, zalać wodą w garnku, posolić i ugotować. Ziarenka powinny być wręcz lekko rozgotowane. Osączyć i lekko przestudzić. Umieścić w pojemniku do miksowania, dodać wszystkie składniki poza olejem. Zmiksować na gładką masę na wysokich obrotach blendera. Miksować dalej podlewając cienką stróżką olej, aż masa zrobi się puszysta i delikatna. Przechowywać w lodówce pod przykryciem, a najlepiej w szczelnie zakręconym słoiczku.
Smacznego!




Wegańskie Święta



piątek, 23 listopada 2012

Czyżby ogólne znienawidzenie brukselki było mitem? Na blogach to warzywo króluje. Ja sama nie mogę zrozumieć ludzi, którzy twierdzą, że jest obrzydliwa. Niektórzy nie lubią, gdy brukselka jest gorzka (ja lubię), ale przecież tego tak łatwo można się pozbyć. Jeżeli komuś brukselka sama w sobie nie smakuje, to zapewniam, że w takiej odsłonie pokocha ją niejeden brukselkowy hejter. Nawet jeżeli wykwintne risotto go nie przekona- jest tyle innych pysznych sposobów na brukselkę, np. taka zupa






Składniki na porcję
  • 1/2 łyżki oliwy
  • ząbek czosnku
  • pół szklanki ryżu arborio
  • 1/4 szklanki białego wina półwytrawnego lub wytrawnego
  • szklanka warzywnego bulionu
  • 120-150g brukselki (1 i 1/2 porządnej garści)
  • pieprz, gałka muszkatołowa- po szczypcie
  • plasterek świeżego imbiru (ok 1cm, obrany i drobno starty)
  • garstka czarnych oliwek, pokrojonych
  • świeży sok ze słodkiej pomarańczy, 1/4 szklanki
  • natka pietruszki do podania
Rozgrzewamy na patelni oliwę. Wrzucamy drobno posiekany ząbek czosnku i smażymy na małym ogniu, aż zacznie intensywnie pachnieć. Wrzucamy ryż i starty imbir. Podsmażamy, aż ziarenka ryżu zrobią się szkliste. Wlewamy wino, zagotowujemy. Gdy odparuje, wlewamy małą porcję bulionu (1 porcja- ok. 1/4 szklanki). Mieszamy, przykrywamy. Gdy ryż wchłonie bulion, podlewamy kolejną jego porcję. Dodajemy posiekaną brukselkę (kroimy ją na plasterki zaczynając od czubka, nasadę odrzucamy). Mieszamy, przykrywamy. Gdy zużyjemy bulion i ryż go całkowicie wchłonie, wlewamy sok z pomarańczy, dorzucamy oliwki, doprawiamy pieprzem i gałką. Mieszamy, przykrywamy. Sok powinien zostać prawie całkiem wchłonięty. Cały proces gotowania się risotto powinien trwać ok. 25-30 minut.
Podajemy z natką pietruszki.
Smacznego!





Na koniec coś na uśmiech ☺

 właściwie nie muszę pisać, że źródłem jest kwejk.pl, ale napiszę: źródłem jest kwejk.pl


wtorek, 20 listopada 2012

Kocham dynię. To królowa jesiennych stołów. Moje ulubione warzywo... oczywiście z wyjątkiem szpinaku. Tylko dla niej czekam zawsze na jesień.
Teraz mamy schyłek sezonu. Mimo to udało mi się jeszcze dorwać dynie, i to jakie! Skurkowane mają tak intensywnie pomarańczowy miąższ, że nie mogę się napatrzeć. Nadrobię trochę zaległości. Przez słabą dostępność ładnych okazów i kupę roboty w szkole sezon na dynię troszkę mnie ominął, ale nic straconego!
Przygotujcie się więc na serię dyniowych pyszności.


Na początek coś prostego- pesto zrobić każdy umie. To jest troszkę niekonwencjonalne, bo nie zawiera aż tyle oliwy i orzechów. Moją intencją była przewaga pieczonej dyni i ograniczenie tłuszczu bez konsekwencji dla smaku. Udało mi się. ☺





Składniki na porcję
  • 2 i 1/2 szklanki miąższu dyni, pokrojonego w średnią kosteczkę
  • łyżka oliwy do pieczenia + jeszcze odrobina do pesto (ok. łyżeczki)
  • 1/4 szklanki migdałów, po posiekaniu i uprażeniu
  • malutki ząbek czosnku (lub 1/2 większego)
  • odrobina soku z cytryny
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa
  • porcja makaronu pełnoziarnistego (taka porządna, ok. 100g)
  • garść czarnych oliwek
  • natka pietruszki, posiekana
Dynię skrapiamy łyżką oliwy i pieczemy w 200 stopniach przez ok. 30 minut. Po upieczeniu odmierzamy szklankę miąższu, dodajemy migdały, posiekany czosnek, sok z cytryny, sól, pieprz, gałkę. Miksujemy na gładkie pesto, podlewając cieniutką stróżką oliwę. Mieszamy z makaronem ugotowanym al dente, resztą miąższu dyni i posiekanymi czarnymi oliwkami. Podajemy posypane odrobiną pierzu i pietruszki.
Jemy natychmiast.
Smacznego!























Zapewne wiele z Was zdaje sobie sprawę z warunków w jakich hodowane są zwierzęta futerkowe. Nie będę tego opisywać ze szczegółami, bo problem jest powszechnie znany. Na szczęście też przez coraz większą liczbę ludzi potępiany.
Z okazji zbliżającego się Dnia bez futra odbędzie się w Warszawie demonstracja "Odsyłamy futro do historii". Ja niestety mam do Warszawy trochę daleko, ale kto ma możliwość się tam zjawić by pokazać swój sprzeciw- zachęcam gorąco!
Tutaj jest link do wydarzenia na facebooku.
A jeżeli ktoś jeszcze nie podpisał tej petycji- niech zrobi to teraz, podzieli się nią ze znajomymi. To najprostszy sposób na pokazanie sprzeciwu wobec takich praktyk w naszym kraju.
W wielu państwach panuje zakaz hodowli zwierząt na futra (Wielka Brytania, Austria, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina). Finlandia, Norwegia, Czechy, Irlandia, Izrael, Belgia- dążą do wprowadzenia takiego zakazu (nie jestem nawet pewna, czy w Norwegii już nie obowiązuje przypadkiem). Z kolei w Holandii, Nowej Zelandii, Szwecji, Szwajcarii, Danii i we Włoszech wprowadzono bardzo ostre przepisy dotyczące dobrostanu lub zakazy hodowli konkretnych gatunków zwierząt na futra.(źródło informacji: antyfutro.pl)
Pora na Polskę.
 
Dzień Ryby (20 grudnia)- również temat bardzo na czasie w związku ze zbliżającymi się świętami, choć jego idea dotyczy ogółem świadomości na temat ryb. Ostatnio znów spotkałam się ze stwierdzeniem, że wegetarianie mogą jeść ryby. A ryby nie rosną na krzaczkach. To naprawdę fascynujące zwierzęta, nie można ich zakwalifikować jako bezmyślnych i niezdolnych do odczuwania bodźców takich jak ból. Doktryny chrześcijańskie traktujące o tym, że martwa ryba nie jest mięsem i można ją jeść w post to moim zdaniem próba usprawiedliwienia samych siebie (i nie chcę tutaj nikogo urazić).
A stół wigilijny naprawdę może być smaczny bez martwych zwierząt na talerzach i mam nadzieję dowieść to grudniowymi przepisami. ☺

Dajmy karpiowi spokój. ☺


czwartek, 15 listopada 2012

Wiece, że bardzo lubię bigos? Ja, fanka kuchni każdej-byle-nie-polskiej. Spokojnie, nie jestem jakąś ignorantką. Trochę by się nazbierało dań rodzimej kuchni, które jem ze smakiem. Mam jej jednak sporo do zarzucenia- przede wszystkim niebotyczne ilości mięsa i ziemniaków, tendencję do rozgotowywania wszystkiego i często niestety bezpłciowość. Dobry bigos na szczęście jest inny. Właściwie nie jest on chyba całkiem polski- słyszałam, że przejęliśmy go od Niemców i niezwykle się tu zadomowił- dzisiaj jest już utożsamiany z Polakami.
Trochę czasu mi jednak zajęło, abym doceniła smak dobrego bigosu, jaki robiła moja mama. Musiałam dostać na obozie jakąś breję, która była białą kapustą rozgotowaną z ketchupem i niezidentyfikowanymi tłustymi kawałkami mięsa. Wtedy się "nawróciłam" na bigos, choć wcześniej zawsze kręciłam na niego nosem.
Jako weganka nie mam oczywiście zamiaru z niego rezygnować. Przygotowałam więc bigos bezmięsny na bazie przepisu od Wegan oraz rad mamy- mistrzyni bigosu. Nie chcę być tendencyjna, ale hm... bigos bez mięsa jest po prostu lepszy. Wydaje mi się, że w wielu potrawach- czy to zupach, czy jednogarnkowcach- mięso zabijało smak, a teraz mam wrażenie, że moje kubki smakowe się "otworzyły".
Poza tym- pogoda sprzyja jedzeniu takich rozgrzewaczy.
Aż mi się tańczyć chce. Lubię jak mi wychodzi coś pysznego. ☺






Składniki
  • 125ml oleju (wydaje się dużo, ale na taką ilość składników jest ok)
  • 350g wędzonego tofu (najlepiej Polsoja, bo ma najintensywniejszy zapach i smak wędzonki)
  • 1kg kiszonej kapusty (lub nieco ponad), po odciśnięciu z soku
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • 3 liście laurowe
  • 2 łyżki ciemnego sosu sojowego (bg- tamari)
  • 1-2 łyżki syropu z agawy (składnik bardzo opcjonalny, jeśli lubicie przełamaną kwasotę)
  • 4 czubate łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • garść suszonych grzybów leśnych
  • 500ml wody
  • 300g suszonych śliwek (najlepiej wędzonych)
  • 2 parówki sojowe (najlepiej wędzone kiełbaski Polsoja; składnik bardzo opcjonalny, w wersji bezglutenowej można po prostu dodać więcej wędzonego tofu)
W dużym garnku rozgrzewamy olej i wrzucamy tofu pokrojone w kostkę. Smażymy, aż się zrumieni i będzie mieć chrupiącą skorupkę. Dodajemy lekko przesiekaną kapustę kiszoną. Chwilę podsmażamy, mieszając delikatnie z tofu. Dodajemy ziele angielskie, liście laurowe, sos sojowy, ewentualnie syrop z agawy, koncentrat, suszone grzyby. Zalewamy wszystko wodą i mieszamy. Gotujemy na małym ogniu 2 godziny mieszając co jakiś czas. Na ostatnie 40 minut duszenia dodajemy pokrojone na połówki suszone śliwki i parówki sojowe w plasterkach.
Najlepiej smakuje na drugi dzień.
Smacznego!



środa, 14 listopada 2012

Dawno nie było tu żadnych propozycji śniadaniowych, ani generalnie czegoś słodkiego. Jutro piekę jakieś ciasto, bo nie wytrzymam tego niepieczenia dłużej!

Dni upływają na narzekaniu na pogodę, spaniu cały dzień (może nie dosłownie, ale mój mózg zdecydowanie zrobił sobie urlop), zakopywaniu się w koc z kubkiem herbaty i usiłowaniem wklepywania wiedzy do głowy. Najczęściej z niezadowalającym rezultatem.
Dobrze więc te szarości dnia jesiennego osłodzić sobie już od rana.

Placki owsiane zna niemalże każdy zbratany z patelnią plackożerca. Nie każdy jednak zna ich najcudowniejszą wersję (cóż za subiektywizm...).
Oto przykazania:
1. Nie używaj płatków błyskawicznych- weź górskie lub zwykłe dobrej jakości.
2. Nie parz ich wrzątkiem, nie dodawaj do ciasta na surowo- zamocz na noc i rano ugotuj jak zwykłą owsiankę. Będzie ona Twoją bazą.
3. Wciśnij do ciasta jak najwięcej owsianych składników.
 4. Dodaj siemię lniane- nada bardziej kremową konsystencję.
Wiele nie trzeba, prawda?
Wierzcie, będziecie do nich wracać.
Inspiracja tu






Składniki na porcję
  • 3 łyżki płatków owsianych górskich lub zwykłych
  • łyżka siemienia lnianego
  • szklanka mleka owsianego
  • 2 łyżki mąki owsianej
  • 2 łyżki mąki pszennej graham lub pełnoziarnistej drobno mielonej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • łyżeczka syropu z agawy
  • łyżeczka oleju
  • ew. esencja waniliowa (polecam dodać, wtedy placki smakują jak budyń!)
Płatki i siemię lniane moczymy przez noc w mleku owsianym (w lodówce, pod przykryciem). Rano gotujemy na malutkim gazie, aż owsianka zgęstnieje i nabierze kremowej konsystencji. Odstawiamy na chwilę. dodajemy mąkę owsianą, graham lub pełnoziarnistą, proszek do pieczenia, agawę, olej i esencję waniliową. Mieszamy. Smażymy na rozgrzanej suchej patelni ceramicznej lub teflonowej z obu stron (na minimalnie rozkręconym ogniu).
Podajemy z ulubionymi dodatkami. U mnie banan i masło orzechowe.
Smacznego!




Na koniec coś inspirującego



Polecam każdemu- zwłaszcza tym, którzy nie do końca rozumieją po co mieliby decydować się na taki styl życia. Powodów jest wiele, wierzcie.

czwartek, 8 listopada 2012

Pasty na chleb to dla mnie codzienność. Czasem wyjdą zwyczajne, czasem oryginalne, zdarzają się i klapy. Ta jest jedną z lepszych, jakie ostatnio wytworzyłam. W tym smaku jest jakaś moc, nie można się oderwać! Głównie konsumowałam ją na pieczywie razowym, ale świetnie też sprawdziła się w charakterze pesto do makaronu- musiałam ją tylko trochę rozrobić z oliwą i przecierem pomidorowym.
Jak widzicie, nie potrafię się całkowicie odciąż od śródziemnomorskich klimatów, ale właściwie- po co miałabym to robić? :)


Składniki
  • szklanka namoczonej i ugotowanej soczewicy (użyłam czerwonej naturalnej- czyli nie tej drobniutkiej, która bez moczenia gotuje się 10 minut, o niebo lepsza)
  • 6 dużych plastrów bakłażana
  • odrobina oliwy
  • 7 suszonych pomidorów z zalewy oliwnej (dobrze osączonych)
  • 6 łyżek czarnych oliwek
  • ząbek czosnku
  • pieprz, sok z cytryny, natka pietruszki
 Plastry bakłażana zasypujemy solą i zostawiamy na 15 minut. Płuczemy i osuszamy papierowym ręcznikiem. Smarujemy odrobiną oliwy i pieczemy w 200 stopniach przez ok. 15 minut.
Miksujemy razem soczewicę, upieczonego bakłażana, pomidory, oliwki, czosnek, pieprz i sok z cytryny na gładką pastę. Mieszamy z dowolną ilością siekanej natki pietruszki. Przechowujemy w lodówce pod przykryciem maksymalnie 3 dni (ale podejrzewam, że nie dalibyście jej nawet tyle postać).
Smacznego!



czwartek, 1 listopada 2012

Obiecana zupa, zrobiona po raz drugi, tym razem chyba nawet lepsza. Mój tata powiedział: "Wygląda jak trawa", po czym spróbował i powiedział: "O, dobre, chciałbym taką zjeść na obiad". Być może więc szykuje się gotowanie tej zupy w większej ilości. ☺
To jedna z lepszych rzeczy, jakie ostatnio upichciłam, mówię serio! Pyszny obiad na cześć dzisiejszego święta.
Dziś 1 listopada, czyli (oprócz tego, że Dzień Zaduszny) Światowy Dzień Weganizmu, obchodzą go więc roślinożercy na całym świecie w rocznicę powstania the Vegan Society.
W Polsce mniej rozgłośniony ze względu na Święto Zmarłych, weganizm jest więc u nas promowany przy okazji dnia wegetarianizmu.

Dla mnie to okazja do pomyślenia nad moim "zielonym" stylem życia, podsumowania.
11 czerwca tego roku przeszłam na weganizm, w tym miesiącu minie więc już pięć miesięcy. Prawie pół roku. Nie wiem nawet kiedy to zleciało.

Co mi daje weganizm?
-czystsze sumienie i radość z pomocy zwierzętom przy codziennych prostych wyborach
-jest mi nie tylko moralnie, ale i fizycznie lżej- rzadko mam uczucie przeciążenia jedzeniem, trawię lepiej
-zaczęłam się otwierać na więcej nowych smaków i odczarowywać sobie znienawidzone niegdyś dania poprzez weganizowanie ich
-tak jak moje ciało oczyściło się ze składników odzwierzęcych, tak oczyścił się też mój umysł; wierzcie lub nie, ale jestem często straszną choleryczką, a odkąd przeszłam na weganizm rzadziej reaguję gwałtownie
 Długo pewnie jeszcze mogłabym wymieniać.
Na zdrowie nie narzekam, mam zamiar niedługo zrobić sobie kompleksowe badanie, żeby wiedzieć, czy mi czegoś nie brak.

A co Wam daje weganizm? Jakie zauważacie zmiany na lepsze? A może coś Wam uwiera, nie pasuje? Piszcie!






Składniki na porcję
  • 1 i 3/4 szklanki bulionu warzywnego (naturalnego, szkl=250ml)
  • 2 garści brukselki (dość porządne)
  • ok. 3/4 szklanki mrożonego groszku (tutaj szkl=200ml)
  • 4 i 1/2 łyżki mleka kokosowego + 1 i 1/2 czubatej łyżeczki zielonej pasty curry
  • siekany koperek- dowolna ilość
  • odrobina soku z cytryny
  • po szczypcie gałki muszkatołowej i kurkumy
  • ew. odrobina mleka kokosowego i koperku do podania
Bulion zagotowujemy. Wrzucamy do niego umyte i pokrojone w ćwiartki główki brukselki. Zagotowujemy ponownie, gotujemy jakieś 7 minut. Dorzucamy groszek i gotujemy jeszcze 5 minut. Warzywa powinny być miękkie.
Rozgrzewamy małą patelnię, zmniejszamy gaz i wlewamy mleko kokosowe zmieszane z pastą curry. Podsmażamy chwilę (aż curry zacznie mocniej pachnieć) i dodajemy do zupy. Doprawiamy całość koperkiem, sokiem z cytryny, kurkumą i gałką. Miksujemy na gładki krem. Ewentualnie przed podaniem ozdabiamy mlekiem kokosowym i koperkiem.
Jeśli chcecie, możecie ją gwałcić grzankami. Dla mnie ta zupa jest sama w sobie
Absolutem.

Smacznego i wszystkiego wegańskiego ☺