niedziela, 23 grudnia 2012

Muffinek o których była mowa na fejsbuku i tak nawet nie zdążyłam sfotografować. Zresztą- to taki banał, że chyba nawet nie ma sensu tutaj go wrzucać.
A więc proszę, obiecane pulpeciki.
Na zdjęciu podane są na ciepło jako składnik obiadu, ale najlepiej smakują na zimno jako przystawka. Świetnie sprawdzą się więc na wigilijnym stole, można je też podać na rodzinny obiad pierwszego lub drugiego dnia świąt.
Pulpeciki są dość ostre, co równoważy dość łagodny smak aromatycznego sosu.
Polecam z całego serca!


Przez święta raczej mnie tu nie będzie. Odetnę się nieco od internetu, pogadam z rodziną, spędzę czas z P.
Wybaczcie, że nie wymyślę żadnych wielce oryginalnych życzeń, ale po całym dniu w kuchni (i to jeszcze nie koniec!) ciężko jest być kreatywną.
Życzę więc wszystkim wam dużo rodzinnego ciepła, bogatego Mikołaja, tej magii świątecznej, którą często gubimy w biegu po sklepach, kropli żołądkowych pod ręką, gdy zjecie o jeden kawałek ciasta za dużo. ☺
Wesołych!






Składniki na sporą miskę pulpecików 
(ciężko mi określić ile to porcji, myślę, że ok. 6-7)
Pulpeciki
  • 2 szklanki ugotowanej soczewicy (użyłam żółtej)
  • 2 łyżeczki oleju
  • kolendra, gałka, chili, sól, koperek
  • 6-7 łyżek bułki tartej
  • olej do smażenia
Sos
  • 3 porządne garści suszonych grzybów leśnych
  • olej do smażenia
  • 1 i 1/2 średniej cebula
  • 3 garści suszonych śliwek (ale takie, żeby było ich nieznacznie mniej, niż grzybów)
  • wywar od gotowania grzybów do podlewania
  • 3/4 szklanki niesłodzonego mleka roślinnego
  • 3/4 szklanki bulionu warzywnego
  • 2 łyżki mąki krupczatki
  • sól, pieprz
  • gałka muszkatołowa
  • po średniej szczypcie cynamonu i imbiru
  • 1-2 łyżeczki octu jabłkowego

 Suszone grzyby gotujemy w sporej ilości wody przez godzinę (odparuje). Osączamy nie wylewając wywaru.
Na odrobinie rozgrzanego oleju szklimy drobno pokrojoną cebulę. Dodajemy posiekane drobno grzyby i mniej drobno pokrojone śliwki. Podsmażamy chwilę wszystko razem i podlewamy wywarem grzybowym. Zagotowujemy, zmniejszamy gaz i dusimy pod przykryciem, aż śliwki napęcznieją. Oczywiście nie wlewamy tyle płynu, żeby się utworzyła zupa, ale tyle, żeby wywar prawie przykrywał składniki.
Do gotującego się sosu dolewamy powoli mleko roślinne, bulion, mąkę i wszystkie przyprawy rozrobione razem w shakerze. Mieszamy i gotujemy chwilę, aż sos zgęstnieje. Powinien być słodko-słony z lekką nutą ostrości i kwasku.
Soczewicę, olej, przyprawy miksujemy blenderem na gładko. W przyprawach przeważać powinny kolendra i koperek. Nie żałujcie też chili- pulpeciki muszą być wyraźnie pikantne.
Do masy dodajemy bułkę tartą i wyrabiamy ręką. Jeżeli masa jest nieco sucha i się kruszy- wystarczy podlać odrobinkę wody.
Formujemy malutkie pulpeciki i smażymy na odrobinie oleju z kilku stron, aby dobrze się zrumieniły.
Pulpeciki dorzucamy do sosu i delikatnie mieszamy. Po ostygnięciu chowamy do lodówki pod przykryciem na noc.
Jeżeli podajemy danie od razu, można polać pulpeciki sosem na talerzach.
Smacznego!





Wegańskie ŚwiętaWegetariańskie Święta




piątek, 21 grudnia 2012

Zacytuję poznańską Wiki:
"Makiełki - tradycyjna wielkopolska potrawa wigilijna z maku, bakalii i lekkiego pieczywa lub klusek, niekiedy makaronu.
W przeciwieństwie do makiełek, typowa dla dawnej kuchni kresowej kutia przygotowywana jest z wykorzystaniem napęczniałej pszenicy.
Makiełki znane są również w regionie łódzkim oraz pod nazwą makówki - na Śląsku. Tam jednak, zamiast pieczywa lub klusek, używa się mąki."
 Definicja makiełek nie jest więc do końca jasna. Gdy o nich myślałam, najbardziej atrakcyjne wydawały mi się z użyciem klusek, tylko pytanie jakich? Odpowiedzi na to pytanie nie znalazłam, bo w internecie przepisów na kluski z makiem jest masa, i to bardzo różnych. Ja postawiłam więc na wegański odpowiednik leniwych- zrobiłam kluski na bazie zmiksowanego tofu. I to były najlepsze kluski na słodko, jakie kiedykolwiek zrobiłam (ta konsystencja...).
Postanowiłam też nie iść na łatwiznę i zrobiłam sama masę makową. Te w puszce najczęściej są wegańskie, ale nie do końca mi odpowiadają- są za słodkie i mają za mało bakalii (chociaż chyba już to lepsze, niż gdy jest ich zbyt wiele). Przygotowałam ją na podstawie przepisu autorki Kotlet.tv.

Dogadzajmy sobie, w końcu dzisiaj już ostatni dzień istnienia naszej planety. A jakby jednak nie nadszedł... Po świętach wszystko zrzucimy. ;)






Składniki na porcję
  • 100g naturalnego tofu (najlepiej Solid Food)
  • 1/4 szklanki mleka roślinnego
  • łyżeczka oleju
  • sól
  • łyżeczka cukru (np. ksylitolu) z prawdziwą wanilią
  • odrobina soku z cytryny
  • 3 łyżki jasnej mąki orkiszowej
  • 3 łyżki mąki pełnoziarnistej 3 zboża
  • 3-4 łyżki domowej masy makowej w temperaturze pokojowej
Tofu, mleko, olej, sól, cukier, sok z cytryny miksujemy blenderem na gładką masę. Dodajemy obie mąki, mieszamy, zagniatamy ciasto na stolnicy podsypując mąką (żeby się nie kleiło), aż będzie jednolite. Dzielimy nożem na dwie części, z każdej formujemy wałeczki, które spłaszczamy dłońmi. Kroimy nożem średniej wielkości kluseczki. Wrzucamy je do lekko osolonego wrzątku, mieszamy delikatnie drewnianą łyżką dobijając do dna garnka, zagotowujemy ponownie i skręcamy nieco gaz. Gotujemy 2-3 minuty od wypłynięcia.
Kluski osączamy, mieszamy z masą makową i podajemy od razu.


 MASA MAKOWA
  • 250g maku
  • wrzątek do zalania
  • 1/2-2/3 szklanki syropu z agawy
  • 2 laski wanilii
  • 2 garści rodzynek, posiekanych
  • 100g kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • duża garść płatków migdałowych
Mak zalać gorącą wodą (tak ok. 2-3cm ponad poziom maku) i odstawić na co najmniej godzinę (a najlepiej na 3-4). Lekko osączyć jeżeli zostanie zbyt wiele płynu. Zemleć trzykrotnie lub- w szybszej wersji- bardzo dokładnie zmiksować mocnym blenderem ręcznym na najwyższych obrotach. Mieleniem jednak łatwiej uzyskać większą gładkość masy. Mieszamy mak z syropem z agawy, ziarenkami wydłubanymi z dwóch lasek wanilii, posiekanymi rodzynkami, skórką pomarańczową i płatkami migdałowymi (prażyłam je w piekarniku w 140 stopniach jakieś 15 minut, wtedy tłuszcze w nich zawarte nie będą po obróbce tak szkodliwe). Najlepiej schować ją na noc pod przykryciem do lodówki, żeby smaki się przegryzły. Jeżeli mak wchłonie zbyt wiele syropu z agawy i masa zrobi się za sucha- wystarczy podlać odrobinę wody/niesłodzonego mleka roślinnego i dokładnie wymieszać przed użyciem.
Porcja w tabelce to lekko czubata łyżka takiej masy.






Pora na Liebstera.
Przepraszam, że tak długo zwlekałam, ale przytłoczyły mnie obowiązki szkolne i nie tylko. Poza tym dostałem mnóstwo nominacji (za co serdecznie dziękuję!) i nie miałam pojęcia co z tym fantem zrobić, bo na wszystkie pytanie chyba nie będę miała siły odpowiadać. Wybiorę więc po kilka od każdej nominującej.
Nie nominuję już nikogo do tej zabawy, bo chyba brał już w niej udział niemalże każdy.
Dzięki jeszcze raz!
"Wyróżnienie Liebster Blog otrzymywane jest od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawane dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 11 osób (informuje je o tym wyróżnieniu) i zadaje 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie."


1. Najulubieńsza potrawa?
Ciężko się zdecydować, bo moje upodobania znacznie się poszerzyły. Zawsze będę wielką miłością darzyć makarony, indyjskie jednogarnkowce, wszelkie wegańskie kotleciki, pierogi.
2. Jakieś twarde postanowienia na przyszły rok? Typu: nie będę więcej... albo: będę więcej... 
Będę więcej się ruszać i uczyć. Nie będę więcej... wyładowywać stresu na innych ludziach.
3. Mój najfajniejszy gadżet kuchenny to ...
...blender + rozdrabniacz! Nie potrafiłabym bez nich żyć. Pierwszy zrobi mi cudowny koktajl, zupę krem, pomoże zrobić dobry sos, a drugi uwalnia mnie od kupowania masła orzechowego w sklepie, mogę rozdrobnić na mąkę cokolwiek tylko chcę, nie muszę kupować pozbawionego wartości mielonego lnu w sklepie. Bez nich jak bez ręki.
4. Mam słabość do ...
...słodyczy, masła orzechowego, mojego chłopaka.
5. Jestem za...
...końcem świata. Koniec świata nastąpi wtedy, gdy większość ludzkości zaniecha wykorzystywania zwierząt. Będzie to jednocześnie początek nowej, lepszej rzeczywistości.
6. Zbieranie owoców czy produkcja dżemów?
Chyba wolę robić dżemy, chociaż robienie przetworów to coś, co zdecydowanie najmniej lubię robić w kuchni (no może poza sprzątaniem).
7. Święta- zimowe czy wiosenne?
Zimowe. Lubię siedzieć z rodziną za zastawionym stołem, rozmawiać o wszystkim i o niczym, nawet lubię trochę tę przedświąteczną gorączkę. W związku z tym, że niosą one ze sobą koniec roku, mam wrażenie dokonywującego się we mnie przełomu.
8. Czy zdarza ci się jeść w środku nocy?
Parę epizodów mi się w życiu zdarzyło, ale na ogół nie.
9. Owoc lub warzywo, za którym nie przepadasz.
Kaki. Spróbowałam raz. Smakuje jak cukier.
10. Co najchętniej jadasz na śniadanie?
Słodkie przysmaki. Owsiankę, kasze na mleku roślinnym, musli, tosty z masłem orzechowym, naleśniki, placki, gofry, koktajle...
11. Ulubiona potrawa wigilijna.
Czysty barszcz. Ostry, lekko kwaskowy, mocno czerwony. Do tego pierogi z kapustą i grzybami mojej mamy. Niebo.
12. Co sądzisz o GMO?
Jestem przeciw. Zbyt wiele niepożądanych skutków mogą ze sobą nieść takie praktyki. Dzisiaj producenci żywności napełnią jeszcze bardziej swoje kieszenie, a kto wie, co się z nami stanie za parędziesiąt lat?
13. Twoja wymarzona podróż to...
...po całej Europie, szlakiem gotyckich katedr i słynnych galerii sztuki.
14. Jakiego języka obcego chciał(a)byś się nauczyć?
Rosyjskiego, włoskiego, francuskiego, hiszpańskiego, niemieckiego (znam tylko podstawy i w życiu bym się nie dogadała z Niemcem) i japońskiego. Prawdopodobnie życia i siły mi na nie wszystkie nie starczy, ale poza angielskim przynajmniej ten rosyjski i jeszcze jakiś jeden.
To tyle.
Jeśli ktoś dobrnął do tego momentu- podziwiam. ☺
 
Wegańskie ŚwiętaWegetariańskie Święta


środa, 19 grudnia 2012

Ryba po grecku była zawsze jednym z moich ulubionych dań wigilijnych.
W tym roku po raz pierwszy na święta nie przygotowuję dań rybnych. To była moja pierwsza próba z rybą po grecku bez ryby. Dziś spróbowałam pełna obaw...
Tam ta daaam!
Udało się!
 Na pewno to nie jest ostatnia wersja, jakiej spróbuję, ale tej zdecydowanie niczego nie brakuje.

Jesteś niedowiarkiem, który nie wyobraża sobie smacznych świąt bez ryby?
Zapraszam na te strony:

A tutaj typowy przykład świąteczno-rybnej propagandy (niestety, inaczej tego nie mogę nazwać, wybaczcie...)

Przepraszam za ten pesymistyczny akcent, ale oprócz podsycania w sobie świątecznej radości warto pamiętać o tym, dlaczego my- wegetarianie i weganie- decydujemy się na rezygnację z dań rybnych nie tylko w wigilię.
Taką "rybą bez ryby" najadłam się, smakowało mi i żadne czujące stworzenie przy tym nie ucierpiało.
Można.




Składniki na 4 porcje
Sos
  • olej
  • malutka cebula
  • 4cm kawałek pora (biała część)
  • 1 duża marchew (naprawdę duża)
  • 1 średnia pietruszka
  • 1/3 małego selera
  • 2 liście laurowe
  • 2-3 ziarna ziela angielskiego
  • sól, pieprz
  • łyżka cukru trzcinowego lub brzozowego, z lekkim czubkiem
  • ok. 180-200g koncentratu pomidorowego
Tofu
  • kostka tofu naturalnego (180-200g)
  • kawałeczki płatów z glonów nori lub namoczone wodorosty sechee do faszerowania
  • pieprz
  • sos sojowy
  • mąka razowa/kukurydziana do obtaczania
  • olej do smażenia
Na rozgrzanym oleju szklimy drobno posiekaną cebulkę i pokrojonego w krążki pora. Dodajemy starte grubo: marchew, pietruszkę, seler. Podlewamy wodą (dosyć sporo), dodajemy liście laurowe i ziele angielskie, mieszamy i dusimy pod przykryciem do miękkości. Mieszamy co jakiś czas. Pod koniec duszenia doprawiamy solą, pieprzem, cukrem i koncentratem pomidorowym. Sos powinien być mocno kwaśny, z lekką nutą słodyczy.
Kostkę tofu kroimy na pół w poprzek, następnie na ćwiartki przepoławiając każdą część wzdłuż (tak, aby postały ładne, płaskie kwadraciki).
Następnie nożem wykrawamy delikatnie w każdym kawałku kieszonkę, tak jak tłumaczyłam to tutaj. Ostrożnie wypełniamy kieszonki kawałkami płatów nori lub namoczonymi sechee. Możemy sobie pomóc tępą stroną noża, aby wypełnić te najmniej dostępne zakamarki.
Obie strony kawałków oprószamy pieprzem i smarujemy sosem sojowym. Obtaczamy w mące razowej i smażymy na rozgrzanym oleju z obu stron, aż utworzy się rumiana skorupka.
Do średniego kwadratowego naczynia wlewamy połowę sosu, układamy kawałki tofu i zalewamy resztą warzyw. Wyrównujemy powierzchnię i po wystudzeniu wkładamy do lodówki pod przykryciem przynajmniej na jedną noc.
Smacznego!




Wegetariańskie ŚwiętaWegańskie Święta


poniedziałek, 17 grudnia 2012

Kiedyś nienawidziłam niczego, co miało farsz z kapusty i grzybów. Przekonałam się do niego dopiero w tym roku, kiedy moja mama pierwszy raz sama zrobiła tego rodzaju farsz. Nie ma co się jednak ograniczać do pierogów i krokietów- można przecież zrobić wiele różnych pieczonych cudeniek z kapustą i grzybami. Na przykład pachnące, kruche tartaletki. Idealne do barszczu i solo.
Radzę nie zastępować mąki razowej zwykłą- to ona tutaj nadaje większą kruchość ciastu (choć może stawiać niewielki opór w obróbce).

W zasadzie dopiero teraz czuję zbliżające się święta. Wcześniej nie miałam ochoty za bardzo nawet o nich myśleć. Czemu? Nie mam pojęcia.
Tęsknię trochę za tymi latami, kiedy na Boże Narodzenie wyczekiwało się już od września, z wielkim podekscytowaniem czekało się na Mikołaja, jadło wszystkie potrawy wigilijne (wtedy wydawały mi się okropne) jak najszybciej, żeby móc już rozpakować prezenty.
Starzeję się. Jak każdy.





Składniki na 8 tartaletek
Ciasto
  • 3/4 szklanki mąki żytniej razowej
  • 3/4 szklanki mąki orkiszowej jasnej
  • 90g margaryny wegańskiej, zimnej (Alsan)
  • sól
  • 3-4 łyżki wody
Farsz
  • spora garść kapusty kiszonej
  • garstka suszonych grzybów leśnych
  •  ok. 1/3 szklanki wody do podlania
  • 1/3 średniej cebuli
  • odrobina oleju
  • pieprz do smaku
Ciasto zagnieść z podanych składników- wysypać mąkę i sól na stolnicę, przesiekać z zimną margaryną i zagniatać podlewając stopniowo wodę. Owinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce godzinę.
Kapustę posiekać drobno. Wrzucić do garnka razem z grzybami i podlać wodą. Gotować na małym ogniu przez godzinę, mieszając co jakiś czas. Grzyby wydłubać widelcem i lekko przestygnięte pokroić drobno, wrzucić z powrotem. Drobno pokrojoną cebulę zeszklić na odrobinie oleju i dodać do farszu. Całość doprawić pieprzem, wymieszać, następnie osączyć z płynu na gęstym sitku. Można też jeszcze zawinąć farsz w czystą, dwukrotnie złożoną lnianą ścierkę i odcisnąć porządnie rękami (czynność konieczna tylko wtedy, jeżeli farsz ma być do pierogów, ale ogólnie i tak polecam).
Ciasto wyjmujemy z lodówki, wałkujemy. Odrywamy średnie kawałki i wylepiamy osiem foremek tak, aby ścianki tartaletek nie były zbyt cienkie (zwłaszcza dno). Nakładamy farsz. Z pozostałego ciasta formujemy paseczki i przyklejamy na wierzchu.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 190 stopni, pieczemy 15 minut. Następnie zwiększamy temperaturę do 200-210 stopni i pieczemy jeszcze 15 minut.
Wyjmujemy tartaletki z foremek podważając je lekko nożykiem jak już trochę ostygną.
Smacznego!









Wegetariańskie ŚwiętaWegańskie Święta


piątek, 14 grudnia 2012

Sezon na wegańskie smakołyki świąteczne uważam za rozpoczęty. Oczywiście jeśli chodzi o mojego bloga, bo na wielu innych takie potrawy już od dawna królują. To tylko ja się chyba tak późno obudziłam.
Na początek poczęstuję Was ciastkami, które piekłam na Mikołajki. Są słodkie, bardzo aromatyczne, świetne do kubka mleka roślinnego lub gorzkiej herbaty. Można je maczać lub nie. Kawałeczki gorzkiej czekolady cudownie rozpływają się na języku.
Mówiłam już że zapach uzależnia?
Melasa to zdecydowanie jeden z lepszych dodatków do wypieków. To ona jest tu głównym elementem nadającym intensywny smak i zapach, radzę jej nie zamieniać na żadne inne płynne słodzidła.
Przepis z tej strony, zmieniony przeze mnie (kto ma łatwy dostęp do zagranicznych egg replacerów?).



Znikały tak szybko, że zdążyłam zrobić tylko jedno zdjęcie :)


Składniki na jakieś 20 ciastek (zależy jak duże lubicie)
  • 2 szklanki mąki (dałam jedną szklankę białej orkiszowej, pół szklanki owsianej i pół szklanki jęczmiennej pełnoziarnistej)
  • 2 łyżeczki sody
  • 1/2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 1/4 łyżeczki gałki
  • cynamon, kardamon- sypałam na oko, dosyć hojnie, ale bez przesady
  • łyżka mąki ziemniaczanej + łyżka oleju
  • 1/2 szklanki wegańskiej margaryny (Alsan)- odmierzyłam po pokrojeniu zimnej w drobną kostkę
  • 2/3 szklani cukru trzcinowego lub brzozowego (można dać mniej)
  • 1/3 szklanki melasy z trzciny cukrowej
  • 2 łyżki mleka roślinnego
  • 1-1 i 1/4 szklanki gorzkiej czekolady, posiekanej
  • cukier trzcinowy lub brzozowy na posypkę
Mieszamy suche składniki w sporej misce.
Mąkę ziemniaczaną rozrabiamy z olejem, odstawiamy.
Margarynę ubijamy z cukrem (najlepiej podsypywać go stopniowo), aż wytworzy gładką, lekko puszystą masę. Dodaj melasę, mleko roślinne i rozrobioną z olejem mąkę ziemniaczaną, miksuj do połączenia.
Dorzuć do ubitych mokrych składników suche. Mieszaj, dorzuć czekoladę, zagnieć na stolnicy. Możliwa będzie konieczność podsypania mąki (zależy od jej rodzaju). Jeżeli ciasto jest zbyt suche, najlepiej podlać jeszcze odrobinę oleju. Bądź co bądź, będzie się troszkę kruszyć, ale to nie szkodzi.
Z ciasta formujemy kulę, zawijamy w folię spożywczą i chłodzimy w lodówce godzinę.
Formujemy rękami ciasteczka i układamy je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy 10-12 minut w 190 stopniach.
Smacznego!
 
         
Potrawy rozgrzewające

Wegańskie ŚwiętaWegetariańskie Święta



niedziela, 9 grudnia 2012

Zanim blog na dobre pogrąży się w szale zimowych dań, podyniuję jeszcze trochę.
Krem z dyni. Jedno z bardziej klasycznych dań z tego boskiego warzywa. Ile kucharzy, tyle sposobów. Długo szukałam swojego ulubionego.
Oto on- aromatyczny dzięki korzennym przyprawom i procesie pieczenia dyni, gęsty, aksamitny, rozgrzewający- a jednocześnie bardzo prosty. Wojuje kubki smakowe i zapisuje się w pamięci na długo. Kto raz spróbuje, będzie chciał więcej.





Składniki na porcję
  • 3 szklanki dyni pokrojonej w średnią kostkę
  • ok. 2 łyżeczki oliwy
  • 250ml bulionu warzywnego
  • gałka muszkatołowa
  • pieprz
  • plasterek imbiru
  • po szczypcie cynamonu, kardamonu
  • odrobina soku z cytryny lub dobrego octu jabłkowego
  • 1-2 kromki razowego chleba na grzanki
  • ew. rukola i prażone pestki dyni do ozdoby
Dynię skrapiamy oliwą i pieczemy 30 minut w 200-210 stopniach. Dynia powinna być w środku miękka, a z wierzchu dobrze się przypiec. Miksujemy dynię z gorącym bulionem, gałką, pieprzem, startym imbirem, cynamonem, kardamonem, sokiem z cytryny lub octem.
Krem podajemy od razu z razowymi grzankami (upieczonymi bez tłuszczu w piekarniku), ewentualnie z pestkami i rukolą.
Smacznego!






Potrawy rozgrzewające

niedziela, 2 grudnia 2012

Zrobiłam do niej drugie podejście, bo za pierwszym zdarzyło się trochę komplikacji, przez które zbyt wiele czasu spędziłam w kuchni... Jak pizza była już na stole, zrobiło się zbyt ciemno, abym mogła zrobić przyzwoite zdjęcia.
Tym razem wszystko poszło jak z płatka, nawet słońce wyszło zza chmur, kiedy wyjęłam aparat.
Jeżeli dorwiecie jeszcze gdzieś dynię- zróbcie taką pizzę. Ciasto na puree z dyni może nie smakuje jakoś szczególnie dyniowo, ale nabiera fajnego koloru, konsystencji i w ten sposób możemy przemycić więcej warzyw niejadkowi. A kawałeczki dyni na pizzy wraz z innymi dodatkami są niebiańskie. Będę do niej wracać.

 Na Vegespocie podrzucono mi pomysł na akcję "Wegańskie słodkości- edycja zimowa". Chcecie? Ja już się palę do pieczenia wegańskich pierników, tofurników, keksów, ciasteczek korzennych! Na Mikołajki piekę coś specjalnego, na pewno relacja Was nie ominie. ☺






Składniki na porcję (średnia pizza)
Ciasto
  • niecała 1/2 szklanki ciepłego puree dyniowego
  • 1/8 szklanki ciepłej wody
  • 2/3 łyżki oliwy
  • 7g świeżych drożdży
  • sól
  • 1/3 szklanki mąki orkiszowej typ 700
  • 1/3 szklanki mąki orkiszowej typ 1850
Farsz
  • odrobina oliwy na spód i na wierzch
  • baza pomidorowa: 2 łyżki passaty, 2 łyżeczki koncentratu pomidorowego, mały ząbek czosnku, suszone zioła, sól, pieprz
  • 1/2 małej fioletowej cebuli
  • 7 średnich plastrów dyni, lekko podgotowanych na parze (na półtwardo)
  • 1/4 małej papryki
  • 2 pieczarki
  • garść czarnych oliwek, pokrojonych
  • pieprz, suszone zioła, gałka muszkatołowa na wierzch
  • ew. pestki dyni- szczypta
W ciepłym puree dyniowym i wodzie z oliwą rozpuszczamy drożdże. Dodajemy sól i obie mąki. Wyrabiamy mikserem z końcówkami do ciasta drożdżowego. Podsypujemy jeszcze odrobina mąki (z każdego rodzaju na zmianę), aż ciasto się napowietrzy i zacznie odchodzić od ścianek miski. Odstawiamy pod ściereczką do wyrośnięcia na co najmniej 20 minut (najlpiej 30)- najlepiej do piekarnika z programem do wyrastania ciasta drożdżowego, nagrzanego do temperatury 30-40 stopni.
W tym czasie mieszamy passatę, koncentrat, sprasowany ząbek czosnku, zioła, sól i pieprz. Cebulę kroimy w cienkie piórka, paprykę- w cienkie paseczki, pieczarki- w średniej grubości plasterki.
Wyrośnięte ciasto wykładamy przy pomocy łyżki na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i oprószoną mąką. Rękami posypanymi mąką formujemy cienki placek z nieco grubszymi brzegami. Za pomocą pędzelka nakładamy cieniutką warstwę oliwy. Następnie smarujemy całość równomiernie bazą pomidorową. Nakładamy kolejno: cebulę, dynię, paprykę, pieczarki i oliwki. Na koniec składniki skrapiamy odrobiną oliwy i posypujemy pieprzem, ziołami i odrobiną gałki. Ewentualnie możemy też posypać pestkami dyni.
Wstawiamy pizzę do zimnego piekarnika. Nastawiamy go na 180 stopni. Pieczemy 20 minut. Na ostatnie 5-10 minut podwyższamy temperaturę do 200-210 stopni (zależy jak bardzo chrupiącą lubicie).
Podajemy od razu, najlepiej z sosem pomidorowym zrobionym na podobnej zasadzie, co baza pomidorowa.
Smacznego dyniowego!