wtorek, 22 stycznia 2013

Gruszka pod orzechową kruszonką. Recenzja: "Mali wegetarianie i weganie", "Wegańska bogini w kuchni".

4 komentarze:
 
Ten przepis długo czekał na publikację. Uwierzycie, że robiłam gruszkę pod kruszonką orzechową pod koniec listopada i jeszcze się nie podzieliłam z Wami tą pysznością?
A jest naprawdę nowatorska!
Nie widziałam jeszcze, by ktokolwiek robił kruszonkę na maśle orzechowym wyrzucając w zamian margarynę czy olej. Często te same pomysły rodzą się w różnych głowach, więc pewnie nie jestem pierwsza.
Taka kruszonka jest cudownie chrupka i jak pachnie! Świetnie się komponuje z gruszką, ale można ją spokojnie wymienić na jabłko czy inne owoce.





Składniki na porcję
  • spora gruszka (dość twarda)
  • sok z cytryny
  • olej do wysmarowania formy
Kruszonka
  • łyżka mąki razowej (np. żytniej)
  • łyżka siemienia lnianego
  • łyżka płatków zbożowych (np. owsianych, żytnich, orkiszowych)
  • łyżeczka wiórków kokosowych
  • łyżeczka cukru trzcinowego/syropu z agawy/ksylitolu
  • łyżka masła orzechowego (lekko czubata)
 Umytą gruszkę kroimy na średniej grubości cząstki. Układamy w małym naczyniu żaroodpornym i skrapiamy sokiem z cytryny.
Mieszamy suche składniki na kruszonkę. Dodajemy masło orzechowe i rozcieramy palcami, aż powstaną okruchy.
Posypujemy gruszki kruszonką. Pieczemy w 180 stopniach przez 25-30 minut.
Podajemy ciepłe.
Smacznego!





 Po szybkim deserze przechodzę do recenzji.
"Mali wegetarianie i weganie" to niedawno wydana broszura Vivy. Miała być ona praktycznym przewodnikiem dla rodziców myślących poważniej o diecie wegetariańskiej lub wegańskiej dla dziecka.
 
 W istocie, jest tam wiele cennych wskazówek, np. ile wynosi jedna zalecana porcja danego produktu, składniki odżywcze, których potrzebuje dziecko i gdzie je znaleźć, piramida żywienia dla malucha i średnie zapotrzebowanie na energię w danym wieku.
Zdecydowanie jest to publikacja dla osób, które nie są zaznajomione z tematem i dopiero zaczynają odkrywać co je wegetarianin, co weganin i dlaczego rezygnują oni z produktów zwierzęcych. Szczegółowo opisane są skutki spożywania odzwierzęcych produktów przez dzieci, 
autorzy nawet tłumaczą, czym się różni weganin od wegetarianina.
Co irytuje? Błędy w druku. Jest ich mnóstwo i czasem naprawdę utrudniają czytanie, a nawet mogą wprowadzić w błąd.
Ponadto, temat z pewnością nie został wyczerpany. Nie można więc tej cienkiej broszurki traktować jako kompendium wiedzy na ten temat.
Poza tym, kłócą się trochę stwierdzenia na temat szkodliwości spożycia nabiału, a następnie zalecanie go jako dobre źródło niektórych składników odżywczych. W większości jednak publikacja jest prowegańska. Polecam osobom nie mającym zbyt szerokiego pojęcia na temat roślinnych diet, przeczytanie tej broszury to dobry start.
Osobiście będę dalej drążyć temat. Przede wszystkim chciałabym przeczytać "Feeding your vegan infant- with confidence". W broszurze zacytowano jakiegoś naukowca: "Dieta wegetariańska zaspokaja potrzeby niemowląt". A co z wegańskim niemowlęciem? Skoro książka jest certyfikowana przez The Vegan Society- myślę, że można jej zaufać.



"Wegańską boginię w kuchni" czytałam już jakiś czas temu. Pisałam o tej książce na facebooku, ale nie każdy musi mieć tam profil. Przygotujcie się na zgrzyty!

 Po pierwsze: deklaracje a przepisy. Żadnych dziwnych składników? Nie jemy śmieci? Ha, ha. Przepisy obfitują w wysoko przetworzone zamienniki mięsa, serów, śmietany, jajek. Są jak ze zwykłej książki kucharskiej, z tą różnicą, że wszystkie składniki odzwierzęce są wymienione na ich wegańskie wersje.
Chcesz spaghetti cztery sery? Użyj wegańskich. Tęsknisz za kurczakiem? Kup do tego dania kawałki sojowe o smaku kurczaka. A do muffinek musisz wrzucić wegański zamiennik jajka, bo przecież bez tego się nie obejdzie! Ok, rozumiem, że w USA tego rodzaju produkty są szerzej dostępne, ale to nie znaczy, że trzeba je wszędzie pakować! Nie taka miała być chyba idea tej książki. Naprawdę niewiele jest tam przepisów opartych na naturalnych składnikach.
Po drugie: styl. Na początku nieformalny sposób prezentowania kolejnych przepisów wydaje się być ciekawą odmianą, ale na dłuższą metę męczy. W taki sposób mogę pogadać z dobrą znajomą, ale chyba jednak nie czytać przepisy.
Dobre strony?
Jest w tej książce kilka ciekawych pomysłów, które z chęcią wykorzystam, jednak po paru przeróbkach. Mam nadzieję napisać o tym kiedyś szerzej, gdy już je wypróbuję.
Nie polecam, żałuję, że ją kupiłam. Zdecydowanie nie na polskie realia, chociaż rozumiem, dlaczego "Wegańska bogini" zrobiła furorę w USA.

4 komentarze:

  1. Muszę wypróbować ten pomysł z masłem orzechowym zamiast masła czy oleju ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, wegańska bogini mnie zdziwiła. znaczy nie czytałam w całości, tylko przeglądałam w księgarni, ale po tych wszystkich deklaracjach autorek o tym że jak się je wegańsko to jest zdrowo i jest się szczupłym
    spodziewałam się przepisów na zieleninę a nie wysoko przetworzone produkty. poza tym to strasznie mało kreatywne i daje do zrozumienia że weganie żywią się samymi substytutami bo tak naprawdę to nie da się żyć bez mięsa i sera :> oczywiście każdy potrzebuje czasem tego "comfort food" i wepchnąć w siebie milion kalorii pod postacią mac&cheese, ale bez przesady...

    a co do tego czy niemowlę może być weganinem - tu raczej nie ma się nad czym zastanawiać, bo "niemowlę" to dziecko do roku życia, którego głównym pokarmem jest mleko matki (lub zastępcze) a wszelkie inne produkty są wprowadzane głównie dla celów poznawczych ;) dopiero później trzeba się bardziej przyłożyć do kombinowania diety.
    a tak a propos niemowląt to zawsze na maksa obrzydzał mnie (jakże częsty) widok takiego malca w wózku z parówą w łapie...fu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie widzisz, ja się kompletnie na tym nie znam :) Ale oczywiście nie mam przeświadczenia, że dziecko nie może być nawet karmione mlekiem matki, bo to produkt odzwierzęcy, idea weganizmu polega przede wszystkim na niezabieraniu tego mleka innym gatunkom :)

      Usuń
  3. bardzo smaczny deser, lekki, prosty, delikatny :) ciekawy pomysł z kruszonką na bazie masła orzechowego, zapamiętam ten myk i pożyczę do innych pzrepisów ;)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!