czwartek, 7 lutego 2013

Pochwalę się moim Grzechem

14 komentarzy:
 
Kiedy czytałam u Magdy o wegańskich pączkach, o tym jakie to fajne uczucie odtwarzać w kuchni przepisy, których dziś się często nie używa ze względu na tempo życia- jak każda pilna uczennica przed próbną maturą poszłam do kuchni smażyć pączki.

Tak, chcę ograniczyć płynne oleje, zwłaszcza przy smażeniu. Tak, chcę wyrzucić cukier z jadłospisu na tyle, na ile się da.
Ale nie mogłam przejść obojętnie obok takiej inspiracji.
Dodatkowo, przyznam się bez bicia- zależało mi na tym, żeby zrobić przyjemność P.







Skorzystałam, jak Magda, z tego przepisu.
Bałam się okropnie, że coś pójdzie nie tak, przede wszystkim- że się niedosmażą w środku i będą surowe, ale nie- wszystko poszło pięknie. Tylko za bardzo się przejęłam, że P. lubi jak jest dużo marmolady w środku. Nie wysypałam dobrze stolnicy mąką, wyrastające pączki trochę podciekały i się przyklejały, w konsekwencji rwały, ale to nic- wystarczyło lekko palcami na powrót skleić i wrzucić normalnie do oleju- błyskawicznie rosły i nic nie zdążyło nawet wylecieć.
Jeśli mogę coś doradzić komuś, kto jeszcze tego nigdy nie robił- olej nie może być bardzo mocno rozgrzany. Powinny smażyć się powolutku, po parę minut z każdej strony, ale jak wrzucicie takiego pączka do tłuszczu- muszą być bąbelki. ☺ Warto wrzucić na początek testowy kawałek ciasta, aby sprawdzić, czy olej jest dostatecznie nagrzany.







Do środka dałam tescową marmoladę (z jabłek, aroni, róży- bombowa!), wierzch polałam lukrem cytrynowym (sporo cukru pudru, tak z 300-400g, sok z jednej cytryny, odrobina gorącej wody) i posypałam rodzynkami i płatkami migdałowymi.
Ciasto z przepisu jest mało słodkie, ale gdyby było słodsze- nie przełknęlibyście takiego pączka ze słodką marmoladą i lukrem na dokładkę.






Chociaż raz chciałam zobaczyć, jak się robi takie pączki. Od dawna nie obchodziłam tłustego czwartku, ale nigdy nie wpadło mi do głowy, że pączki robione samodzielnie będą dużo lepsze od tych cukiernianych. Na świeżym oleju (nie smalcu), bez jajek czy masła, mleka, sztucznych spulchniaczy i innych dziwnych dodatków.
Na pewno jeszcze kiedyś zrobię pieczone, znalazłam już kilka przepisów, które mi się podobają.
Może wrócę do nich za rok, a może nie. Jeżeli okażą się hitem- chyba nie będę miała serca odmówić ich domownikom (chociaż wtedy to już będzie raczej tłusty weekend, bo w mieście rodzinnym mnie nie będzie).

A wy? Robicie wegańskie pączuchy?
Trzymajcie się ciepło!

14 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Starczy dla wszystkich, ogółem wyszło mi ich 36 :D

      Usuń
  2. Ale Wam zazdroszczę dziewczyny, ja dziś z braku laku musiałam się zapchać cząstką czekolady :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię patrzeć na takie inne przepisy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pączków nigdy nie robiłam. Ani pieczonych, ani smażonych, ani wegańskich, ani tych tradycyjnych. Ale kusi mnie trochę :-). Wypróbuję kiedyś jakiś 'zdrowszy' pączkowy przepis i wtedy na pewno pochwalę się na blogu :).

    A Twoje wyglądają przecudnie! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Robiłam wczoraj z tego samego przepisu - wegańskie bezglutenowe :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja w tym roku nie znalazłam czasu na smażenie, więc zadowoliłam się kupnymi wegańskimi pączuchami a sama wypiekłam wszystkie swoje ulubione czekoladowe ciasta ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wyszły piękne:) Nawet ja, wróg numer jeden pączków, bym się skusiła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zawsze byłam wrogiem pączków ;) Wyrzuty sumienia są, ale jeden dzień w roku od pączków nikt nie zginie :)

      Usuń
  9. Ja nie jestem wrogiem pączków, a te domowej roboty lubię najbardziej. Ale ostatnio się lenię. Mam ochotę je zjeść, ale jeśli mi ktoś zrobi. Mogłam prosić o jakąś paczkę pocztą heh ;).

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!