środa, 10 lipca 2013

Azjatyckie sakiewki z nori i fasolki szparagowej + wegańskie prezenty z Augsburga

6 komentarzy:
 
Z tej fasolki szparagowej miały być zwykłe kotleciki, ale gdy otworzyłam lodówkę moja wyobraźnia zaczęła pracować intensywniej. Tak oto powstały te sakiewki w azjatyckim stylu- aromatyczne, o bogatym smaku, nadające się zarówno jako danie główne w towarzystwie brązowego ryżu, jak i przystawka, np. w towarzystwie jakiegoś delikatnego sosu.






Składniki na 6 sakiewek, czyli ok. 2 porcje
  • po 2 garści fasolki szparagowej zielonej i żółtej
  • średni ząbek czosnku
  • średniej grubości plasterek imbiru
  • pieprz
  • mielona kolendra
  •  spora szczypta cukru brzozowego
  • 2 płaskie łyżki pasty miso shiro
  • odrobina soku z limonki
  • garść świeżej natki pietruszki
  • łyżka mielonego siemienia lnianego
  • 3 płaty z glonów nori
  • jasny sos sojowy, syrop z agawy i woda w równych proporcjach do smarowania glonów
  • sok z limonki i sezam do podania
Fasolkę oczyszczamy, myjemy i gotujemy na parze ok. 20 minut. 2/3 mielimy w maszynce do mielenia mięsa (ha ha!), resztę kroimy drobno. Mieszamy wszystko razem. Dodajemy sprasowany czosnek, starty drobno imbir, pieprz, kolendrę, cukier brzozowy, pastę miso, sok z limonki, posiekaną pietruszkę i siemię lniane. Mieszamy dokładnie.
Płaty z glonów nori tniemy nożyczkami na równe połówki. Za pomocą pędzelka smarujemy pół płata mieszaniną sosu sojowego, syropu z agawy i wody, nakładamy czubatą łyżkę farszu, rozsmarowujemy i zwijamy (w sposób podobny do zwijania krokietów). Czynność powtarzamy ze wszystkimi połówkami płatów.
Układamy wszystkie sakiewki w formie silikonowej (lub żaroodpornej wyłożonej papierem do pieczenia) i smarujemy mieszaniną sosu sojowego, syropu z agawy i wody wierzch każdej sakiewki.
Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 10-15 minut (chyba, że wolicie takie smakołyki przypieczone- wtedy radzę zwiększyć nieco temperaturę).
Podajemy na ciepło, skropione sokiem z limonki i posypane sezamem,
Smacznego!







A oto, co moja mama przywiozła córce wegance z Augsburga.






Jak widzicie, jest sporo fake-meatów.
Dostałam: 3 kostki tofu wędzonego Alnatura, kostkę tofu wędzonego z ziołami, 2 wielkie kostki naturalnego tofu Taifun, 2 kostki bio Alsana, parówy Taifun, Bauern Knacker i Chorizo marki Wheaty (to ta duża kiełba), gotowe kotleciki, burgery, gulasz i jogurciki Sojade-truskawkowy, malina-marakuja i jagodowy- już zjedzony.
Zakupy zostały zrobione w Alnaturze koło Augsburga i najbardziej shitowym Aldi. Z relacji mojej mamy ten supermarket wyglądał naprawdę zadupiasto, a całkiem sporo w nim znalazła. Denerwujące- ja nawet się nie łudzę, że tego rodzaju produkty w najbliższej przyszłości byłyby możliwe do kupienia w polskiej Biedronce...

Mogłabym żyć bez takich wegańskich gotowców i na co dzień ich nie jadam, ale czasem lubię spróbować czegoś nowego.
A wy jaki macie stosunek do gotowych wegańskich produktów? Lubicie?



Weganimy ZDROWO!

6 komentarzy:

  1. ja tam przepadam:)
    przeczytałaś składy w poszukiwaniu jajka? Taifuny nie mają, ale wiele wegeburgerów i kotlecików, które ostatnio brałam do ręki w Berlinie niestety miało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, są ok :)
      Moja mama specjalnie pokazywała paniom ekspedientkom produkty, których nie była pewna i pytała: "-Vegan?", "-Ja, ja, vegan!" :D

      Usuń
    2. Przejżałam jeszcze raz skład veggie burgerów i wpadłam w przerażenie na widok "Weizeneiweiss", ale na szczęście to nie białko jaja, tylko pszeniczne :D

      Usuń
  2. Fajny pomysł na wykorzystanie glonów nori poza tym najczęściej spotykanym czyli w sushi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny pomysł. Idealny dla pozbycia się zalegających w mojej szafce płatów nori.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też pyszności :) Uwielbiam takie orientalne smaki!

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!