poniedziałek, 8 lipca 2013

Wegański gyros dla P., "Widelec zamiast noża" i zaproszenie do akcji

1 komentarz:
 
Wczorajszy obiad był kompletnie pozbawiony ducha książki "Widelec zamiast noża"- nie mam bowiem zamiaru zupełnie rezygnować z oleistych potraw. Za bardzo lubię np. indyjskie przysmaki lub wegańskie fast-foody. Oczywiście, można w nich ograniczać użycie olejów (i ja to robię), ale wciąż będzie ich dużo za dużo jak na odpowiednią do spożycia ilość.

P. był raz ze mną w olsztyńskim Green Wayu (często bywamy w Olsztynie, bo dojazd tani i jest tam co robić, ale zjeść możemy tylko tam). Zamówił sobie podobnego gyrosa. Był zachwycony, ale mnie on kompletnie nie smakował- w ogóle nie doprawiony, jakiś taki rozklapciały i w wersji wegańskiej z sosem ketchupowym zamiast czosnkowego. Ten sos w zupełności mnie rozwalił. Nie można zrobić sosu czosnkowego z czegoś innego, niż jogurt?

Nieważne. Ważne, że dostawałam prośby o takiego właśnie gyrosa. Nie odtworzyłam go kropka w kropkę, bo też chciałam mieć przyjemność z jego jedzenia i podzielić się z Wami przepisem na coś, co uważam na smaczne. Wyszło mi. ☺

Marynatę do gyrosa skomponowałam sama w oparciu o skład gotowych mieszanek oraz przepisy z internetu (najbardziej sugerowałam się tym).
Jeżeli chcecie zrobić wegańskiego gyrosa w domu, polecam: nie kupujcie gotowych mieszanek przypraw. Zdarzają się naprawdę aromatyczne i naturalne w składzie, ale samodzielnie skomponowana mieszanka przypraw daje większe możliwości modyfikacji składników, tak, aby dać upust swoim upodobaniom. Ponadto, gyrosa zrobionego z kotletów sojowych lepiej piec niż smażyć, nie tylko ze względu na redukcję tłuszczu. Po prostu jest wtedy smaczniejszy- paseczki kotletów pozostają jędrne i apetycznie się przypiekają.


Biadoliłam ostatnio nad moimi zdjęciami, tym razem nie będę. Pierwsze zdjęcie z użyciem blendy i bardziej kontrolowanym operowaniem ustawieniami lustrzanki- nie jest źle! Kolory wyszły żywe z natury, nie musiałam ich poprawiać w żadnym programie graficznym. Będę się dalej starać, aby osiągać coraz lepsze efekty, kombinować z kompozycją. Mam nadzieję, że w ten sposób jeszcze bardziej zachęcę Was do jedzenia takich pyszności. ☺






Składniki na 2 porcje
  • 130g suchych kotletów sojowych
  • łyżeczka słodkiej wędzonej papryki
  • 1/2 łyżeczki ostrej papryki
  • niepełna łyżeczka nasion kminu rzymskiego- zmielić
  • łyżeczka oregano
  • 1/2 łyżeczki tymianku
  • łyżeczka mielonej kolendry
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 2 duże ząbki czosnku (zgnieść)
  • 1/2 średniej cebuli (posiekać w paseczki)
  • ciemny sos sojowy- chlust
  • ew. odrobina soli
  • 2 łyżki oleju
Kotlety sojowe gotujemy w bulionie warzywnym z dodatkiem sosu sojowego wg instrukcji na opakowaniu (jeżeli na opakowaniu jest napisane "moczyć"- i tak gotujcie, bo będą twarde). Kotlety powinny być miękkie, ale lepiej, żeby się nie rozpadały. Jeżeli jednak nieco się rozgotują- nie szkodzi, pieczenie je nieco podsuszy i przywróci prawidłową strukturę.
Osączone, ostudzone kotlety kroimy w paski.
W misce mieszamy sypkie przyprawy, dodajemy rozgnieciony czosnek i pokrojoną cebulkę, sos sojowy, olej, ewentualnie sól (tę można dodać tuż przed pieczeniem, jeśli po spróbowaniu całość wyda się za mało słona), mieszamy. Dodajemy pokrojone kotlety sojowe i mieszamy delikatnie, aby nie rozwalić kawałków. Wszystko powinno być dokładnie utytłane w przyprawach.
Wstawiamy gyrosa do lodówki pod przykryciem na co najmniej 4 godziny, a najlepiej na całą noc.
Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni. Wykładamy kawałki gyrosa (razem z cebulką) na papier do pieczenia tak, aby wszystkie miały wolną przestrzeń- lepiej się wtedy przypieką. Pieczemy ok 15-17 minut. W międzyczasie możemy przerzucić kawałki na drugą stronę, aby opiekły się bardziej równomiernie.


Podajemy z ulubionymi dodatkami. Na pewno warto zrobić do gyrosa lekką sałatkę z beztłuszczowym sosem (u mnie z soku z limonki, tabasco i syropu z agawy ze szczyptą soli) oraz dobry sos czosnkowy. W wersji niskotłuszczowej można zrobić taki sos z tofu zmiksowanego z odrobiną mleka roślinnego, do tego rozgnieciony czosnek, sól, pieprz, zioła. U mnie akurat widać sos czosnkowy z ciecierzycy i niezupełnie udanego sojanezu.
Najbardziej lubię gyrosa z ryżem brązowym, ale w Green Wayu między sojowymi kawałkami przewijały się paski marchewki. Podałam go więc z marchewkowymi frytkami z piekarnika (7 sporych marchewek, sos sojowy, tymianek, łyżeczka oleju).

Smacznego!








"Widelec zamiast noża"- dość popularna książka o zaletach diety roślinnej. Wiele osób ją poleca, więc i ja postanowiłam ją zakupić i przeczytać.


 Całość utrzymana jest w podobnym duchu, jak "Nowoczesne zasady odżywiania"- pojawiają się tam nawet wypowiedzi Colina Campbella. Książka nie skupia się jednak jedynie na zaletach zdrowotnych diety roślinnej. Podzielona jest na trzy części: "Świat diety roślinnej" (o zaletach zdrowotnych, korzyściach dla zwierząt i dla środowiska płynących z diety wegańskiej), "Nisko przetworzona dieta oparta na produktach roślinnych" (zawiera praktyczne porady dla początkujących- jak robić zakupy, jak przetrwać okres przejściowy itp.) oraz najobszerniejsza część przepisowa.
W porównaniu z "The China Study" publikacja jest dużo mniej szczegółowa jeśli chodzi o wyjaśnienie "dlaczego właśnie weganizm", co jest dobre dla osób niezorientowanych w temacie. Kogoś komu obca jest idea weganizmu nie powinno się przytłaczać nadmiarem informacji. Autorzy najdłużej zatrzymują się przy zaletach zdrowotnych, co też jest- moim zdaniem- dobrym zabiegiem. Korzyści własne, niestety, łatwiej zainteresują przeciętnego Kowalskiego.  Ogólnie rzecz biorąc, dociekliwi będą czuli niedosyt, osoby poza tematem mogą być zszokowane informacjami popartymi dowodami, które kłócą się z powszechnym postrzeganiem tego, co zdrowe.
Jestem weganką dopiero rok, gdybym więc nie czytała wcześniej "The China Study"- czułabym niedosyt.
Najbardziej zachwyciła mnie więc część przepisowa.
W przeciwieństwie do tych w "Wegańskiej bogini", nie obfitują one w drogie, przetworzone gotowce wegańskie- niemalże wszystkie bazują na składnikach naturalnych. W żadnym przepisie nie znajdziecie grama oleju czy margaryny, cukier też nie rzucił mi się w oczy. Jest za to dużo warzyw, owoców, ciekawych przypraw. Czasem niestety trudno niektóre z nich dostać lub są drogie (dużo batatów lub np. miso), ale i tak większość przepisów da się mniej lub bardziej wiernie odtworzyć w polskich realiach. Na blogu chwaliłam się już bezoliwnym "pesto" z avocado i miso shiro oraz tartą na spodzie z orzechów włoskich i daktyli. Jest tam też mnóstwo pomysłów na oryginalne, beztłuszczowe dressingi do sałatek, pieczone ziemniaki bez tłuszczu, beztłuszczowe muffinki z puree z batatów, które dzięki niemu podobno pozostają wilgotne!
Przepisami jestem więc naprawdę zauroczona i dlatego mogę polecić tę książkę każdemu, nawet temu, kto wie więcej o wegańskim stylu życia- dla samych przepisów. ☺


Na koniec zapraszam Was do wzięcia udziału w akcji "Weganimy ZDROWO!" na Vegespocie. Ruszamy w tę sobotę! Gotujemy i pieczemy w myśl nowoczesnych zasad zdrowego odżywiania- czyli roślinnie, bez chemii, wysoko przetworzonych produktów, cukru, olejów (lub z minimalną ich ilością), ale za to pełnoziarniście, warzywnie i owocowo. ☺
Pełen opis zasad akcji- klik w banner!
Mam nadzieję, że do mnie dołączycie i będziecie się dobrze bawić!



Weganimy ZDROWO!

1 komentarz:

  1. takiego wegańskiego gyrosa z chęcią bym zjadła. :)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!