piątek, 6 września 2013

Obiad z pary- Tofu miso z brokułami i ryżem. Dywagacje o wegańskich serach.

2 komentarze:
 
Wybaczcie, że post pojawia się dwa dni później, niż obiecałam- blogspot czasem odmawia mi współpracy. Dzisiaj wszystko powinno być w porządku.
Zanim przejdę do dzisiejszego przepisu, napiszę jeszcze parę słów o smakołykach z Niemiec- jak zapewne się domyślacie, kilka z nich już zdążyłam nadgryźć. Zdecydowanie nie potrafię chomikować dobrego jedzenia. ☺

Spróbowałam:
1. Wszystkie batoniki jakie przywiozłam- Twilighta, Malaho, Jokerza, mini brownie Happy Kitchen i jednego batona musli Vantastic Foods z bananami i czekoladą. Pierwsze trzy są bardzo dobre, ale też straszliwie słodkie. Najlepiej pić do nich czarną kawę, żeby złagodzić tę słodycz. Batony musli są ok, ale nie jakieś nadzwyczajne. Moim liderem jest pekanowe mini brownie- zbite, miękkie, lekko ciągnące się i nie za słodkie. Na pewno jeszcze kiedyś je kupię.
2. Sok z kiszonej kapusty. Ohyda, serio. Jak woda odciśnięta z kiszonej kapusty i zostawiona na parę dni w cieple.
3. Śmietanka Alpro do gotowania. Bardzo smaczna w zupach, sałatkach, sosach. Sama w sobie nie przebija jednak mojej ulubionej Oatly.
3. Mleko sojowe bez cukru Alnatura- dobre, porównywalne smakowo z mlekiem Natumi.
I tutaj zacznę krótką notkę o wegańskich serach. Naprawdę, wolę gotować potrawy, które same w sobie są dobre bez sera, niż na siłę wciskać gdzieś jego wegańskie zastępniki. Niektóre może i są całkiem całkiem, ale nigdy nie są satysfakcjonujące. Jedyne wegańskie sery, które naprawdę lubię to Wilmersburger w plastrach- jedynie na zimno, oraz topiony serek Sojakrem, dostępne w Evergreen. Na tartym Wilmersburgerze niestety się zawiodłam. Smakuje sztucznie, słono, jeszcze raz sztucznie i psuje zapiekane dania. Za to nadaje się do zupy krem. Nadaje lekko serowego posmaku, ale nie czuje się tej sztuczności. Tak samo można go rozpuścić w sosie albo dać w niewielkiej ilości do zapiekanki, byle nie na wierzch, bo zrobi się okropna słona skorupa.
Cheezly, Travenyr, Veganline zawiodły mnie. Mam jeszcze kilka marek do wypróbowania, ale nie mam większej nadziei, że mi posmakują.
5. FeTo, wegański biały ser a'la feta.
Ok, to jest kolejny wyjątek. Nie smakuje jak ser, ale jest tak boski, że mogłabym jeść go codziennie. Czuć w nim smak tofu (ale bez tej jego gąbczastości), kwaskowaty smak kultur nabiałowych, smak słony oraz kwaśny z jakiegoś jeszcze innego źródła, które genialnie się dopełniają. Konsystencja jest zwarta, ale jednocześnie dość delikatna. Smakuje trochę jak Vegi Belle (też do kupienia w Evergreenie), ale chyba nawet jest jeszcze lepszy! Sałatki, kanapki, tosty, zapiekanki- wszystko to będzie genialnie smakować z serkiem FeTo.
6. Bratwurstchen Alnatura. Jeden z gorszych fake meatów jakie jadłam. Smakuje... sztucznie. Wheaty wygrywa.
7. Jogurty Alpro. Mój osobisty hit. Są aksamitne, są gęste, są kwaśne, są prawdziwie jogurtowe! Naturalne mają swój własny charakter, nieco odmienny od tych mlecznych, ale owocowe ciężko odróżnić od oryginalnych. Czekam, aż będzie można je dostać w Polsce. Bo jak nie, to chyba będę sobie robić wycieczki do innych krajów specjalnie dla tych jogurtów.
Po zdjęcia produktów odsyłam do poprzedniego posta.

A dzisiejsze danie? Po prostu perfekcyjne dla tych, którzy:
-nie lubią spędzać dużo czasu w kuchni;
-lubią się nasycić;
-chcą jeść zdrowiej;
-cenią sobie przyjemność z jedzenia.
Wszystko w tym daniu jest ugotowane na parze, nie ma grama oleju, jest bardzo odżywcze i po prostu PYSZNE w swojej prostocie. To chyba najlepsze, co można zrobić z brokułami.






Składniki na sporą porcję
  • 100-125g tofu wędzonego (moje ulubione- Polsoja i Sunfood- to drugie lepiej nada się do tego dania ze względu na bardziej zwartą konsystencję)
  • marynata: 3 łyżeczki pasty miso shiro, 1 i 1/2 łyżeczki ciemnego sosu sojowego, 1 i 1/2 łyżeczki octu ryżowego, 3 łyżeczki syropu z agawy, odrobinka wody
  • 1/2 dużego brokuła
  • porcja brązowego ryżu- dla mnie zwykle 4 łyżki suchego wystarczają
  • do podania: sok z cytryny, lekko uprażony sezam (biały niełuskany, czarny lub oba rodzaje), ew. pietruszka, koperek czy inna zielenina
W miseczce mieszamy dokładnie składniki na marynatę, aż powstanie gładka, nie za gęsta emulsja. Tofu kroimy w kosteczkę, wrzucamy do miseczki z marynatą i delikatnie mieszamy, aby każda kostka była dokładnie obklejona mieszanką. Wstawiamy do lodówki pod przykryciem na minimum 2-3 godziny, a najlepiej na całą noc.
Ryż gotujemy ok. 40 minut na parze w 2 razy większej ilości wody, aż wchłonie cały płyn. Wodę można lekko osolić.
Do parowaru wrzucamy brokuła podzielonego na średnie różyczki. Tofu wrzucamy razem z marynatą do ceramicznej kokilki lub innego małego żaroodpornego naczynka, przykrywamy folią aluminiową i wstawiamy do parowaru obok brokułów. Gotujemy brokuły i tofu przez ok. 11-12 minut. Brokuły powinny pozostać jędrne i zielone, a tofu dobrze się podgrzać.
Na talerz nakładamy ryż i brokuły, całość posypujemy kosteczkami tofu i polewamy marynatą. Skrapiamy danie sokiem z cytryny, posypujemy sezamem i zjadamy od razu.
Smacznego!





2 komentarze:

  1. O duszeniu tofu pierwszy raz słyszę, ale generalnie całe danie to coś właśnie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę że by mi smakowało, wygląda świetnie!
    Poza tym inspirujący blog dodaję do obserwowanych i będę częściej zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!