czwartek, 12 września 2013

Surowy makaron cukiniowy z sosem pomidorowym. Co dalej?

17 komentarzy:
 
Może i za zimno na surowiznę. Kiedy to piszę, za oknem leje równo.
Niektórzy jednak lubią tak jeść, dopóki jest jeszcze sporo świeżych warzyw na targach. Cukinie i pomidory wciąż są przepyszne i grzechem byłoby tego nie wykorzystać.
Surowy makaron z cukinii wydaje mi się być sztandarowym daniem kuchni raw, chociaż może po prostu niezbyt się na niej znam (tak jak niektórzy sądzą, że sztandarowym daniem wegańskim są kotlety sojowe).
Tak czy inaczej, danie mnie olśniło swoją lekkością, świeżością i intensywnością smaku.
Przepis inspirowany tym z Vegan Yack Attack.






Składniki na porcję
  • 1 mała cukinia lub pół większej
  • 1 spory pomidor, pozbawiony wodnistego środka z pestkami
  • 6 suszonych na słońcu pomidorów (nie z zalewy!)
  • garstka nerkowców
  • 1/2 sporego ząbka czosnku
  • sól, pieprz
  • ulubione świeże zioła, najlepiej garść listków bazylii
Suszone pomidory i nerkowce moczymy przez noc.
Cukinię zamieniamy w makaron- najprościej jest zrobić szersze tagliatelle za pomocą dobrej obieraczki. Można też się bardziej postarać i zrobić za jej pomocą cienkie niteczki spaghetti. Układamy "makaron" równomiernie pomiędzy warstwami papierowych ręczników, aby pozbyć się nadmiaru wydzielanego soku.
W rozdrabniaczu miksujemy na gładki, kremowy sos pomidora bez pestek, suszone pomidory, nerkowce, posiekany czosnek i przyprawy.
Zdejmujemy nitki cukinii z papieru, układamy na talerzu i polewamy sosem. Zjadamy od razu.
Smacznego!


A co będzie dalej?
Nie wiem jak potoczą się losy bloga. Czy przetrwa próbę studiów?
Sytuacja nie przedstawia się ciekawie. Jak wiecie, wyjeżdżam do Warszawy. Właśnie zaklepałam sobie malutki, klaustrofobiczny pokoik w mieszkaniu studenckim. Będę mieszkać z czterema lub nawet pięcioma innymi osobami. Dla wszystkich jedna, maleńka kuchnia. Do tego studencki budżet i zamotanie w formalnościach, latanie na zajęcia i inne studenckie sprawy. Naprawdę nie wyobrażam sobie siebie tam, latającą z lustrzanką i szukającej odpowiedniego światła, podczas gdy inni chcą się dostać do kuchni. Może czasem zdarzy się okazja, aby sfotografować jakąś prostą pastę do chleba czy inne danie typowo studenckie, ale jednak warte pokazania tutaj. Będę też wracać czasem do domu, ale nie mogę obiecać, że każdorazowo wyprodukuję coś oryginalnego.
Na pewno nie mam zamiaru odejść stąd całkowicie. Po prostu nie będę mogła prowadzić bloga regularnie.
Wyprowadzam się za niecałe 2 tygodnie, chcę ten czas wykorzystać również kulinarnie- upiec jakieś ciasto, domową pitę i do tego falafele (falafle?), jakieś pierogi, jakiś bigos, coś zawekować. Tak, zostanę warszawskim słoikiem. ☺
Smutno mi trochę z tego powodu, ale coś za coś. Cieszę się za to, że będę bliżej różnych wegańskich wydarzeń i nie tylko.

17 komentarzy:

  1. Jesteś kretynką. Cieszę się, że nie będziesz mogła więcej blogować hi hi hi. Mam nadzieję, że w Warszawie, jako słoikowi dadzą ci zdrowo popalić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. zycze powodzenia Kochana, zaglądaj tu czasem ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Pyszności!Bardzo lubię takie dania.
    I mam nadzieję że blog będzie dalej istniał ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieje, ze Ci sie jakos ulozy i na wszystko znajdziesz czas. Warszawa to faktycznie bardziej weganskie miejsce niz male miasta. Co bedziesz studiowac jesli mozna wiedziec? I w jakiej dzielnicy Ci sie udalo zakpleac to mieszkanko? :) Przepraszam za te pytania, ale tez studiuje w w Wwie i moze znam cos fajnego w Twojej okolicy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mokotów, Historia sztuki :)

      Usuń
    2. o, to moje strony. Podobno teraz otworzyli w galerii mokotów coś wegetariańskiego, czy wegańskiego. :) masz też pewnie gdzieś pod nosem galerie wypieków, bo w tamych stronach ich pełno, jeśli jesz pieczywo sklepowe to wejdź na stronę, składy są :)

      Usuń
    3. Ja Ci mogę na mokotowie polecić Relaks, prawie codziennie mają tam jakieś wegańskie ciasto (i naprawdę znają się na kawie, a poza tym pracują tam fajni ludzie). Zaraz obok, w Limoni, są też ciekawe lody, np. sorbet marchewkowy czy pomidorowy (na słodko), przepyszne. To z podpowiedzi nie reklamujących się swoim weganizmem (ale takich też mam od groma, jakby co!), przez co ciężko je znaleźć póki się na nie nie trafi, albo o nich nie usłyszy ;) powodzenia w Warszawie, dobrze wybrałaś!

      Usuń
  5. Los warszawskich słoików nie jest taki zły ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pycha,uwielbiam surową cukinię i nie wszędzie pada ,u mnie jeszcze lato...pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie życzę sobie wulgaryzmów

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  8. Może rzeczywiście danie nie na taką pogodę, choć w sumie na drugie śniadanie.. ja chętnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. czasami gdy nachodzi mnie pomysł na cukiniowy makaron, to najpierw długo się waham czy aby na pewno mam na to ochotę, a potem zawsze bardzo mi smakuje :) dla mnie to też taka charaktyczna potrawa dla kuchni witariańskiej :-)
    Mam nadzieję, ze w Warszawie jednak nie będzie tak źle! Na pewno plusem tego miasta jest spora liczba wege wydarzeń, duzo wege knajp no i samych wegetarian/wegan chyba też jest tam najwięcej, moze nawiążą sie ciekawe znajomosci :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Witamy w W-wie! :)
    Wbrew pozorom może okazać się, że współlokatorzy również mają nietypowe hobby i latanie z lustrzanką będzie najmniej rzucającą się w oczy praktyką. :)
    A co do słoików, to ja jestem rodowitym warszawskim pudełkiem - od lat chodzę z pojemnikami z własnoręcznie zrobionym jedzeniem i początkowo zbierałam różne komentarze (czemu nie idę z ludźmi czegoś zjeść w knajpie, że też mi się chce to wszystko robić), a teraz noszę tytuł osoby z najsmaczniejszym żarciem i każdy chce coś z moich pudełek skubnąć :)
    Historia sztuki - wspaniałości!

    OdpowiedzUsuń
  11. Makaron z cukinii wdzięczny temat. Znacznie częściej używam jej na surowo lub półsurowo niż poddanej głębokiej obróbce termicznej. Jakoś lepiej mi smakuje.
    Co do bloga to bym nie dramatyzował. Wiele razy przechodziłem podobne rozterki i wiem z doświadczenia, że wszystko będzie inaczej wyglądało jak już złapiesz rytm.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!