niedziela, 1 września 2013

Weganka w Niemczech

13 komentarzy:
 
Chyba jednak nie jestem przyzwyczajona do wyciągania telefonu za każdym razem, gdy coś jem. Jestem zbyt zaabsorbowana jedzeniem. Najciekawszych rzeczy, które jadłam u mojej niemieckiej rodziny na wymianie i na mieście nie sfotografowałam, bo za szybko znikały. ☺
Do Niemiec wyjechałam na 3 dni (po odjęciu dwóch dni na podróż).

Przygotowywanie wegańskich posiłków nie było dla rodziny problemem, bo różne fajne produkty były w miejscowych supermarketach. Codziennie dostawałam na śniadanie musli, do tego jogurt sojowy Alrpo lub mleko sojowe i świeże owoce. Na wycieczki wyposażali mnie w świeże owoce i kanapki z wędzonym tofu, więc nie chodziłam głodna. Na kolacje też dostawałam same pyszne rzeczy- meksykańskie chili z tofu, zapiekane naleśniki grzybowe pod sosem pomidorowym i szpinakiem, sałatki.

W Bad Hersfeld jest wiele ciekawych restauracji na starym mieście. Byłam w tradycyjnej włoskiej oraz indyjskiej. Właścicielem pierwszej był Włoch- jadłam tam najlepszą w moim życiu pizzę. Była to Siciliana- pomidory, bakłażan i bazylia. Ciasto było ekstra cienkie i chrupkie, ale nie suche. Na wierzchu sos ze świeżutkich pomidorów, bakłażan smażony na oliwie, bazylia dodawała świeżości- po prostu bomba! Nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się taką skopiować w domowych pieleszach.
W indyjskiej knajpce byli sami hindusi. Jadłam tam warzywa w ostrym sosie z nerkowców, do tego ryż jaśminowy. Generalnie mogłam wybierać spośród dań wegetariańskich, w których zawsze była jakaś śmietana czy masło, czasem ser- ale wszystko przygotowywali na świeżo, więc można było poprosić o wegańską wersję.


W Kolonii jadłam najlepsze w moim życiu lody- przyjazna weganom lodziarnia Gea mieści się na ulicy Severinstrasse 124, w południowej części starego miasta. Prowadzi ją energiczna, pozytywnie nastawiona Hiszpanka. Lokal jest bardzo przyjemny, są też dostępne niebanalne smaki lodów, jak cytryna z bazylią czy truskawka z balsamico. Najpierw zamówiłam po kulce cytrynowo-bazyliowych i sojowo-orzechowych, potem poprosiłam jeszcze o odrobinę lodów z owoców leśnych i sojowo-czekoladowych- z nimi też jestem na zdjęciach poniżej.






Z cyklu posiłków węglowodanowych- surówki i bułka w stołówce starostwa w Bad Hersfeld. Na pewno wiele z was też miało takie sytuacje, kiedy warzywka i jakieś ziemniaki czy pieczywo były jedyną możliwą rzeczą do zjedzenia.






Zrobiłam zakupy spożywcze w sporym supermarkecie Tegut oraz niewielkie w sklepiku Reformhaus na starym mieście. W tym pierwszym dostawałam prawdziwego oczopląsu- naprawdę, ze względu na tak szerokie zaopatrzenie mogłabym tam zamieszkać. Nawet bym się niemieckiego lepiej nauczyła, a co.
Moja rodzina okazała się bardzo hojna, bo dostałam od nich w prezencie więcej niż drugie tyle produktów spożywczych. Chciałabym z tego wszystkiego korzystać w miarę oszczędnie, bo inaczej z pewnością dupa urośnie...






Część pierwsza: wegańskie czekolady Vantastic Foods: 2 "mleczne" i jedna biała, batoniki wegańskie Jokerz, Twilight, Mahalo, pecanowe mini brownie Happy Kitchen, marcepanowy Ritter (dla mamy), czekoladowe deserki Alpro (sama bym ich nie kupiła, bo są też w Polsce- to był prezent), sok kapuściany, śmietanki do ubijania Soyatoo (sojowe mam trzy, dwie kokosowe i jedną ryżową), śmietanka sojowa Alpro, 2 paki bio-nerkowców, seitan, mieszanka mąk i zakwas drożdże do wypieku tradycyjnego niemieckiego chleba (uwielbiam niemiecki chleb, serio), kawałki sojowe o smaku wołowiny, zwykłe kawałki sojowe i zapas agaru.






Część druga: sery w plastrach Wilmersburger (ziołowy i pomidorowo-bazyliowy), ser tarty do pizzy Wilmersburger, mleka sojowe z Alnatury,  tofu naturalne, migdałowe, pomidorowo-oliwkowe, biały ser wegański z kulturami bakterii mlekowych, kiełbaski z Alnatury, wędlina a'la salami Vantastic Foods, jogurty Alpro- naturalne i cytrusowe.






Na koniec moja niefotogeniczna mordka.

13 komentarzy:

  1. Biała czekolada, omnomnom! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, ta jest szczególnie dobra :)

      Usuń
  2. Nie mów, że nie fotograficzna, bo jesteś bardzo ładna :D

    Ale dobra! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Pływasz w luksusach, świetne brwi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieczęsto mi się zdarza okazja, trzeba korzystać :D Dzięki :)

      Usuń
  4. Tegut to swietny sklep, asortyment weganski sukcesywnie poszerzaja. Jedynie jesli moge skomentowac: to co na zdjeciu lezy na mieszance do wypieku chleba, to sa drozdze zwykle suszone, a nie zakwas (no chyba ze zakwasu po prostu nie ma na zdjeciu). Reszta to oczywiscie same pysznosci. Chociaz na sojowa wolowine sie nie zdecydowalam jak na razie- wyglad mnie jakos odstrasza. A poza tym: SMACZNEGO!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, więc musieliśmy się z moimi Niemcami nie zrozumieć :) Z ich tłumaczeń wynikało, że to zakwas, ale spoko- może być i na drożdżach :)

      Usuń
    2. Na przyszlosc: Hefe to drozdze, a Sauerteig to zakwas. Pozdrowionka!

      Usuń
  5. Mimo braku zdjęć i tak mam ochotę na większość dań, które wypisałaś. I te lody, genialne smaki! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale pyszności. Szczególnie zazdroszczę jogurtów naturalnych! I wcale nie niefotogeniczna!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie dlatego ich najwięcej wzięłam, tam wejdziesz do pierwszego lepszego supermarketu i są. W Polsce widziałam tylko naturalny Sojade w Evergreenie.

      Usuń
  7. bardzo ladna jestes ;)
    eh tez mile wspominam moj pobyt w niemieckim landzie.
    i jedzonko pyszne masz. najlepszy chyba jest aplro, moj faworyt to wanilia, a najbardziej mnie zdumiewa to, ze sa dostepne w wiekszosci supermarketow.
    niestety strasznie sie zawiodlam na kawalkach wolowiny, ktore kupilas. smakuja gorzej nikz kolety sojowe, jak guma ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama bym ich nie kupiła, dostałam w prezencie. Zobaczę, może nie są takie złe.
      Dziękuję :)

      Usuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!