piątek, 25 października 2013

Warszawa to prawdziwy raj dla weganina- przynajmniej ja mam takie wrażenie, rzuciwszy się w wir zakupów i rajdów po knajpach tuż po przeprowadzce. Okazało się, że w niecały miesiąc zaliczyłam więcej miejsc, niż niejeden Warszawiak. ☺

W zeszłą sobotę spotkałam się z kilkoma wegańskimi i wegetariańskimi blogerkami w knajpce, która otwiera się w ten weekend na Hożej- W Gruncie Rzeczy. Tutaj zaczną się zdjęcia haniebnej jakości (robiłam je niestety telefonem), za co jest mi solennie wstyd. Tak czy inaczej, pewne rzeczy musiały zostać uwiecznione.






Wnętrze jest urządzone bardzo stylowo- kolory są raczej jasne, przeważają szarości i biele, które ożywiają detale w ciepłych kolorach. Przemiłe właścicielki na lokal wybrały sobie piwnicę, co tym bardziej zaskakuje, że udało się wydobyć z niej taki potencjał. Jest przytulnie, miło, ale ale- najważniejsze jest oczywiście jedzenie, które z całego serca polecam! Dziewczyny stawiają na to, żeby menu nie było zbyt rozległe, ale za to ma być świeżo i lokalnie. Jak trafnie to ujęły, hummusów i falafeli jest w Warszawie wystarczająco duży wybór i przydałaby się jakaś odmiana.








To teraz konkrety- co jadłam?
1. Pasty do chleba- grochowa (pyszna, ale trochę za sucha), soczewicowa z kolendrą (genialna), paprykarz z kaszą jaglaną (najlepszy na świecie!).
2. Sojanez z mleka sojowego- dziewczyny trochę narzekały, że można było go bardziej dokwasić i dodać więcej musztardy, ale dla mnie był idealny. Miał przepyszną, kremową konsystencję. Chciałabym umieć sama taki zrobić.
3. Pieczony pasztet z kaszy jaglanej- pyszny, ale moja mama w dalszym ciągu jest dla mnie niekwestionowaną mistrzynią bazjajowych pasztetów- pozdrawiam cię mamo!
4. Buraczane burgery- bardzo dobrze doprawione, ale ciut za suche.
5. Na szczęście w towarzystwie pysznej karmelizowanej w occie cebuli nie było tego czuć.
6. Sałatka z kaszy jaglanej z dodatkiem warzyw, na to sos z octu balsamicznego- byłam nią lekko rozczarowana. Za sucha, za mało charakterna.
7. Surowy makaron z cukinii z zielonym pesto- dla mnie mistrzowski. Dziewczyny chciały go dosalać, ja nie musiałam.
8. Zupa-krem z dyni z mlekiem kokosowym na ostro- oj, bardzo ostro! Ja na szczęście bardzo lubię takie smaki, ale koleżanki zatkało. Pyszna, aksamitna, me gusta.
9. Ciasto marchewkowe- bardzo smaczne, ale chyba wolę to od Marty.
10. Kuleczki daktylowe- pyszota, slodkie, delikatne- nic dodać nic ująć.

Dziwicie się pewnie, że nie pękłam po takiej ilości jedzenia? Starałam się jeść wszystko w miniaturowych porcjach, ale i tak ledwo zmieściłam się w drzwiach. ☺ Tak mi smakowało, że wyniosłam pasty do chleba (drogie właścicielki, obiecuję niedługo zwrócić pudełeczko!).

Bardzo się cieszę, że poznałam mega pozytywne osoby! Nie mogę się doczekać na następne spotkania.

A was zapraszam na otwarcie knajpki w sobotę o 17, Hoża 62 w Warszawie (niestety jednak się tam nie pojawię).





Na zakończenie pochwalę się, jakie knajpki jeszcze zaliczyłam. Postaram się o nich sukcesywnie pisać. Obiecuję też jakiś tradycyjny post z przepisem w przyszłym tygodniu.
Tu jadłam:
-Loving Hut
-Au Lac
-Tygrys
-Tel Aviv
-Kuchnia Kopernika
-Krowarzywa
-Govinda Veg
-W Gruncie Rzeczy (oczywiście)

-... i pewnie będzie jeszcze więcej, ale na razie chcę się skupić na tych, aby móc coś konstruktywnego o nich napisać. Jak dotąd najwięcej razy byłam w Au Lacu, Tygrysie i Krówce, o nich więc pewnie napiszę najprędzej (zapewne w jakimś zbiorczym poście).

Mogę też z góry zapowiedzieć recenzje ciekawych książek w nieco bardziej odległej przyszłości. Myślę też nad jakimś wpisem dotyczącym wegańskich zakupów w stolicy.

Tymczasem lecę czytać o kościołach wczesnochrześcijańskich i jarać się zakupem karnetu do Akademii Asan.



środa, 9 października 2013

Przeprowadzka, organizacja zakupów, środków czystości, dojazdów i zajęć. Szalony czas, który ma się już bliżej końca niż początku, bo zaczynam wreszcie wszystko ogarniać w nowym miejscu. Dojazd na uczelnię wszedł w nawyk, tak samo jak zmywanie zaraz po gotowaniu, aby nie zawalać innym miejsca w malutkiej kuchni.
Mam to szczęście, że moi współlokatorzy nie są entuzjastami gotowania- grzeją sobie gotowce w mikrofali albo wrzucają na patelnię mrożone warzywa, więc przez większość dnia spokojnie mogę korzystać z kuchni- nawet jeśli najdzie mnie na obiad na kotlety z fasoli czy jakąś bardziej wymyślną, wieloskładnikową zupę, wymagającą dłuższego przygotowania.
Na razie wciąż mam czas przygotowywać sobie złożone posiłki, mam nadzieję wypracować metody bardzo szybkiego gotowania, jak tylko na głowę zwali mi się więcej nauki (nie, nie mam zamiaru czekać z robotą do ostatniego tygodnia przed sesją ☺).

Na uczelni spędzam czasem nawet cały dzień, wypadałoby się więc posilić czymś więcej niż tylko kanapkami i jabłkiem. W pobliżu UW jest kilka miejsc, do których mogę wyskoczyć na dłuższej przerwie między wykładami, ale postanowiłam nie pozwalać sobie na to zbyt często ze względu na koszta. Wtedy sałatki zabrane ze sobą ratują mi życie.

Jakiś czas temu bez przekonania połączyłam ze sobą buraki z winogronami- i to był strzał w dziesiątkę. Jedząc ją na uczelni nie mogłam się nadziwić, jak świetnie te dwie roślinki się ze sobą komponują. Sałatkę można przygotować naprawdę szybko- wystarczy dzień wcześniej ugotować buraki. Indżoj!






Składniki na porcję
  • 5-6 małych buraczków (ugotowanych na parze/w wodzie w łupinach i obranych)
  • 2 garści winogron (najlepiej białych, bezpestkowych, ale czerwone też pasują)
  • 1/2 dojrzałego awokado
  • garść posiekanej natki pietruszki
  • garść pokruszonych orzechów włoskich
  • garść ulubionych kiełków (u mnie brokuła, ale świetnie będą też pasować lucerny czy rzodkiewki)
  • 3 łyżki naturalnego jogurtu sojowego (u mnie Joya- o jogurtach szerzej napiszę w poście o wegańskich zakupach)
  • 2 łyżeczki musztardy francuskiej
  • tabasco, sok z cytryny- w dość obfitej ilości, aby przełamać słodycz buraków i winogron
  • kilka kropli sosu sojowego (bg- tamari)
Buraczki kroimy na połówki, a potem na grube plastry. Winogrona kroimy na połówki (jeśli są z pestkami, to można je wydłubać). Avocado- kroimy w kostkę. Mieszamy w misce buraki, winogrona, avocado, pietruszkę, orzechy i kiełki, dodajemy resztę składników i ponownie mieszamy. Gotowe!
Aby sałatka była bardziej sycąca, możemy dodać kaszę jaglaną lub tofu naturalne/marynowane/wędzone (po czasie przejmie smak składników sałatki).
Smacznego!