niedziela, 1 grudnia 2013

Ulubiony twarożek z tofu, Dzień bez Futra i Veganmania!

3 komentarze:
 
Twarożek z tofu zna chyba każdy roślinożerca i każdy ma swoją ulubioną wersję. Biorę jednak pod uwagę to, że na bloga wpada sporo osób kompletnie spoza tematu, które szukają inspiracji na coś innego do jedzenia lub zaczynają dopiero swoją przygodę z wegetarianizmem/weganizmem.
Drodzy adepci kuchni roślinnej: łapcie ode mnie przepis na mój ulubiony twarożek z tofu. W smaku jest bliski tradycyjnemu i pozostawiony w wersji podatnej na modyfikacje smakowe poza jednym, jedynym szczegółem- dodatkiem płatków drożdżowych. Jeśli chcecie uzyskać efekt podobny do tradycyjnego twarogu- zrezygnujcie z niego, ale mimo wszystko nalegam, aby zacząć swoją przygodę z tym pysznym dodatkiem do potraw. Dzięki niemu twarożek nabiera oryginalnego charakteru.
Owe płatki najtaniej można dostać na evergreen.pl (10,80zł za 150g).






Składniki
  • kostka tofu 200-250g
  • pół kubeczka naturalnego jogurtu sojowego, czyli ok. 3 łyżki (używam Joyi, ale może być jakiś inny, byle bez cukru)
  • niepełna łyżka soku z cytryny
  • 1/2 malutkiej fioletowej cebulki
  • sól, pieprz
  • ulubione zioła (suszone lub świeże- u mnie prowansalskie; dobrze sprawdzi się koperek, szczypiorek)
  • 1-2 łyżki płatków drożdżowych
Tofu rozgniatamy widelcem. Dodajemy jogurt, sok z cytryny, drobno posiekaną cebulkę, sól, pieprz, zioła i płatki drożdżowe. Gnieciemy razem wszystko jeszcze raz. To już!
Użyłam tym razem "tofu od Wietnamczyków", które jest miękkie i soczyste. Przy zwykłym tofu może być konieczna większa ilość jogurtu. Jeśli dopiero zaczynasz z płatkami drożdżowymi, zacznij od łyżki i sprawdź, czy taki smak ci odpowiada.
Jeżeli nie masz dostępu do jogurtów sojowych- możesz użyć niesłodzonego mleka sojowego w mniejszej ilości. Później jednak może znacznie bardziej oddzielać się płyn. Wtedy też konieczne będzie użycie większej ilości soku z cytryny. Nalegam jednak, aby wystarać się o jogurt sojowy, który nadaje twarożkowi lepszej konsystencji.
Podawaj z pieczywem i surowymi/blanszowanymi warzywami.
Smacznego!







źródło: Galeria Empatii (klinij, aby obejrzeć więcej zdjęć)
W Warszawie ostatnio dużo się dzieje. Tydzień temu, 24 listopada, odbył się marsz z okazji Dnia bez Futra. Było deszczowo, chłodno, ale przez myśl mi nie przeszło, aby zwinąć się wcześniej. Było nas dużo, atmosfera bardzo pozytywna, zdarłam sobie nieco gardło skandując "1-2-3-4, dość tych futer do cholery", dodatkowo ciekawym doświadczeniem było iść środkiem Ronda de Gaulle'a i patrzeć, jak kierowcy się na nas wkurzają. ☺
Mam nadzieję, że w przyszłym roku taki marsz będzie organizowany już jedynie w intencji zakazu sprzedaży futer na terenie Polski, bo doczekamy się wreszcie zamknięcia ferm futrzarskich w kraju.

Niestety nie pomyślałam o tym, żeby wziąć aparat, więc
próbowałam podziałać telefonem komórkowym, wyszło jak wyszło.


Wczoraj w klubie Powiększenie odbyła się Veganmiania, czyli w 100 procentach wegańskie targi połączone z wykładami i projekcją filmu. Na miejscu było tłoczno, ale nie dziwię się- przybyło wielu ciekawych wystawców z całej Polski, sama wydałam dużo więcej niż planowałam. Byli z nami m.in. Wegarnia, Sweet Piggy, Vege, Kuchnia Pana Seitana, Zielony Talerz, Dolce & Vegan, The Missing Bean, Krowarzywa, Otwarte Klatki, Empatia i wiele więcej (po pełną listę lećcie na stronę wydarzenia, niestety niektórzy nie dotarli).


Tłok był niemiłosierny, ale chyba wszyscy bawili się przednio.



Tofex od Krowarzywa- w bułce razowej, z majonezem. Pyszny. Uwielbiam ich burgerki.



Gwóźdź programu- słodkości. Babeczki pieczone przez Magdę Ż. dosłownie zwaliły mnie z nóg- wzięłam 2 cupcakes- śmietankowego z czekoladką i lukrecjowego, bomba. Później jeszcze trafił się tofurnik i karpatka od Zielonego Talerza (również bombowe!).


Organizatorka wydarzenia- Magda z I can't believe it's vegan. Znam blogowego fejma! ♥
Rozmawiałam również z Kasią z bloga Matka Weganka i jej dziecko, którą w moich oczach zdemaskowała Łucja, czyli jej wegańska latorośl, pozdrawiam!


Na stoisku z wegańskimi pluszakami od Entali mój infantylizm przeżywał ciężką próbę, z której ostatecznie wybrnęłam zwycięsko. Może kiedyś sobie sprezentuję od nich jakiegoś buldożka czy sowę (a może ktoś mnie nim obdarzy, nie odmówię!).


Stoisko Otwartych Klatek- można było podpisać petycję, zaopatrzyć się w koszulki, torby, badziki, podpisać petycję lub pocztówkę do władz.

Moje zdobycze:


Badziki, które wzbogacają moją torbę z Panem Tofu: symbol The Vegan Society od Mikołaja, Żrę Trawę, Otwarte Klatki (wygrana na pocieszenie w loterii) i "Szanuj, nie wykorzystuj" od Empatii.


Koszulka od Otwartych Klatek, genialna.


Mleko konopne i goji w surowej czekoladzie od The Missing Bean, tempeh naturalny od Merapi Tempeh, pieczeń "żywiecka" od Kuchni Pana Seitana, ciastka (czekoladowe z chili i piegusek) od Dolce & Vegan, D2 od Sweet Piggy i kubek "Dairy Free Coffee" od Wegarni.


Dziękuję również za ciekawe wykłady i ogółem za świetną organizację całego wydarzenia. Czekam z niecierpliwością na edycję wiosenną!

3 komentarze:

  1. Bardzo żałuję , że nie było mnie na żadnym wydarzeniu. Niby z Łodzi niedaleko, ale praca nie pozwoliła ;/ . Warszawa jest taka rozwinięta w wege opcje, naprawdę zazdroszcze. W Łodzi wieje nudą z jedzeniem, wszystko oklepane, ile można jeść pierogi!

    OdpowiedzUsuń
  2. Napisałam komentarz z konta męża. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno Łódź też ma swoje zalety, chętnie kiedyś odwiedzę, oczywiście nie tylko w celach gastroturystycznych ;)

      Usuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!