środa, 26 marca 2014

Jemy na mieście- Loving Hut

6 komentarzy:
 
Tym postem chciałabym rozpocząć cykl dotyczący warszawskich miejsc, w których można zjeść coś wegańskiego. Jakiś czas już tu studiuję, zdążyłam zaliczyć zdecydowaną większość knajp i wyrobić sobie o nich opinię, a nawet kilka z nich zaliczyć w poczet swoich ulubionych.
Jednym z ulubionych lokali jest Loving Hut, w 100% wegański, serwujący kuchnię wietnamską, mieszczący się przy al. Jana Pawła II 41A (lok. 8) i przy Waryńskiego 3, tuż przy metrze Politechnika.






Wnętrze lokalu przy Politechnice jest bardziej przestronne, podobno jest też więcej pozycji w menu, chociaż ja się ich nie dopatrzyłam.
Dania bazują przede wszystkim na seitanie, warzywach i ryżu lub makaronach azjatyckich.
Wiele dań ma też w składzie charakterystyczne wietnamskie tofu i algi.
Ceny są dość przyjazne chudym portfelom. Kawałek ciasta dostaniecie już za 5 zł, a bardziej konkretne danie obiadowe, jak Bun Nem, zestaw z sajgonkami czy dużą porcję zupy Pho już za 15 zł. Dania z tzw. wyższej półki nieznacznie przekraczają wartością 20 zł.

Wszystko jest dobrze doprawione, choć niekiedy mogłoby być mniej słone. Czuć też, że stopień ostrości potraw jest przystosowany do europejskiego podniebienia. Dla niektórych może to być zaletą, dla innych wadą.

W niektórych daniach jest moim zdaniem za mało warzyw, w zupach powinno ich pływać zdecydowanie więcej. Denerwować może też brak brązowego ryżu w menu lub fakt, że niemalże wszystko jest smażone. Ogólnie nie polecam stołować się tam codziennie, jeśli zdrowie jest priorytetem, ale 1-2 razy na miesiąc nie zaszkodzi.

Mimo tej jednej wady warto tam iść, żeby dowiedzieć się, jak powinien smakować dobry seitan. Zazwyczaj są dwie opcje- seitan a'la kurczak lub wołowina. Ja polecam bardziej ten pierwszy. Jest pyszny, soczysty, ma włókna, nie jest gumiasty, za to dość kruchy. Dla niektórych wegan może to być obrzydliwe, że tak dobrze imituje on mięso, wiem. ☺ Moim zdaniem najważniejsze jest, że żaden kurczak nie zginął, abym mogła zjeść takie danie. Macie zatwardziałego mięsożercę w rodzinie lub wśród przyjaciół, znajomych? Zaproście go na seitana do Loving Hut, a przekona się, że wegetarianizm lub weganizm nie wyklucza delektowania się smakami, które zna i lubi.

Niektóre dania są trafione w dziesiątkę, inne mniej. Zdarzyło mi się tam zjeść kilka rzeczy, które mi niezupełnie posmakowały, ale zdecydowana większość mnie ujęła.






Bun Nem, duża porcja za 15 zł. Tradycyjne wietnamskie danie z makaronem azjatyckim, świeżymi chrupiącymi warzywami, orzeszkami ziemnymi, tofu i sajgonkami. Jeden z moich faworytów. Na przemian czuć różne smaki- kwaśny, słodki, ostry, słony. Do tego najpyszniejsze sajgonki jakie jadłam.






Zupa bambusowa, jedna z mniejszych, dobra jako starter. Jeśli dobrze pamiętam cenę- 6 zł. Smaczna, chociaż smakuje jak zwykła jarzynówka i niepotrzebnie została zagęszczona jakąś skrobią. Lubię, jak warzywa pływają w czystym, intensywnym wywarze.






Queen's Noodle, ok. 21-22 zł, nie pamiętam dokładnie. Makaron pszenny z warzywami i seitanem a'la kurczak. Pyszny, przepyszny. Gdyby to nie była knajpa wegańska, miałabym wątpliwości, czy to na pewno seitan. Można kogoś tym daniem oszukać, serio!






Ciasto kokosowe z liśćmi pandanowca, 5 zł. Owe listki nie zmieniają mocno smaku, nadają ciastu lekko orzechowy aromat i posmak. Kokosowy jest przede wszystkim krem. Przepyszne, chociaż gdybym je robiła, posłodziłabym zapewne mniej.


Reasumując...

+ Tanio
+ W większości przypadków bardzo smacznie
+ Duże porcje
+ Przestronny lokal (przynajmniej ten na Waryńskiego, chociaż przy Alei Jana Pawła również pomieści się sporo osób)
+ Wszystko jest wegańskie, nie trzeba o nic dopytywać

- Niemalże wszystko jest smażone
- Do dań można dostać tylko biały ryż
- Czasem za mało warzyw w składzie dań
- Panowie przyjmujący zamówienia czasem niezbyt dobrze mówią po polsku, więc jak o coś dopytują trzeba się dobrze wsłuchać, zadawanie bardziej abstrakcyjnych pytań też odpada

Polecam, moim skromnym zdaniem jedno z lepszych wegańskich miejsc w stolicy.

6 komentarzy:

  1. Fajne miejsce, chętnie spróbowałabym tego ciasta:)

    OdpowiedzUsuń
  2. z zewnątgrz miejsce nie wygląda zachęcająco, ale dania już tak ;)

    OdpowiedzUsuń

  3. Bardzo lubię, szczególnie tego pana na kasie, co się tak pociesznie cały czas uśmiecha.

    I nigdy go do końca nie rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Super, że coś takiego istnieje w Warszawie, żałuję że jeszcze tam nie byłam. Myślisz, że robią to fake meat na miejscu czy sprowadzają z Azji ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że jest sprowadzany, ale głowy nie dam. Nie ma tam jednak na bank żadnych sztuczności, bo to by się nie zgadzało z polityką marki :)

      Usuń
  5. W Loving Hut bywam co jakiś czas - na Jana Pawła. I niestety smak sporo się zmienił od otwarcia do dziś :( Znikły te genialne azjatyckie smaki, potrawy jak dla mnie za bardzo zostały spolszczone. Ostatnio nawet liści kolendry do Pho i makaronu nie dali i ciasta żadnego nie mieli - a byłam w sobotę koło 14.00 :( Strasznie żałuję, bo początek mieli świetny.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!