poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Potyczki kulinarne i wyzwania ciąg dalszy...

8 komentarzy:
 
12 kwietnia w nowym Vege Mieście odbyły się potyczki kulinarne w ramach Tygodnia Weganizmu.
Wzięłam w nich udział razem z Wegarnikiem, Vege z Miłością i Readeat.
Ugotowałam dla głodnego tłumu tajski krem z brukselki i groszku.


autorka zdjęcia: Ela
autorka zdjęcia: Ela
obok mnie autorka bloga Readeat, jeszcze zanim odznaczyła mnie swoim orderem z guacamole... :)

Atmosfera była mega pozytywna, chociaż polowe warunki gotowania nie sprzyjały spokojowi ducha i pojawiło się kilka problemów technicznych pod tytułem jak pomieścić taką ilość zupy w garnach lub rozdzielić składniki między poszczególne partie... W końcu zupa wyszła mi nieco inna niż w domyślnym przepisie, a każda partia smakowała nieco inaczej.

Mimo wszystko chyba mogę uznać zabawę za udaną. Ludzie przychodzili po dokładki, jedli nawet z płaskich talerzyków gdy już skończyły się kubeczki, a każdy garnek został opróżniony do ostatniej kropelki.
Byłam pewna, że ze swoją zwykłą zupą będę na szarym końcu, bo sprawiała wrażenie znacznie mniej spektakularnej niż grillowane pieczarki, spring rolls czy pancakes z kremem. Ku mojemu zaskoczeniu zajęłam drugie miejsce i zabrakło mi jedynie dwóch głosów, aby wygrać! Bardzo się z tego powodu ucieszyłam. Wygląda na to, że moja niepozorna zupa zdobyła kilka serc i podniebień. ☺

W konkursie wygrał Wegarnik ze swoimi pancakes, które istotnie były nieziemskie. Gratuluję!
Wszystkie dziewczyny z blogów było mi miło poznać (tylko z autorką Vege z Miłością jakoś nie zdążyłam zamienić słowa). Mam nadzieję, że do zobaczenia. ☺



***


Moje wyzwanie nie ma się najlepiej, ale nie będę rozpaczać. Zmienię za to strategię działania.

Moja dieta była tym razem wzorowa calutki tydzień z wyjątkiem małego epizodu podczas sobotnich potyczek- skosztowałam przysmaków dziewczyn, chociaż dobrze wiedziałam, że pieczarki były smażone na dużej ilości oleju, a w penkejkach był cukier. Głód pognał mnie do baru, gdzie zamówiłam burgera -bez kotleta, bo smażony, za to z ekstra tofu, bo tylko grillowane. Bułka okazała się biała. Ups?

Dzisiaj na fali złego humoru dałam pełen popis zjadając ogromną ilość słodyczy. I wiecie co? Nawet mi nie smakowały. Za słodkie, zaklejające, było mi po nich mdło.

Wnioski?
Odrzucenie WSZYSTKIEGO, co nie najlepiej na mnie wpływa nie zdaje u mnie egzaminu. Jeżeli rzucam się na słodkie, choć nawet organoleptycznie nie odczuwam wielkiej przyjemności, to coś jest nie tak.
Wniosek jest też taki, że zaczęłam się wreszcie odzwyczajać od bardzo słodkiego smaku.
A grillowane pieczarki z guacamole zjedzone na potyczkach były pyszne, ale... dla mnie jednak za tłuste. ☺

Rozsądniej więc będzie w moim przypadku zmienić strategię działania na odrzucanie zakazanych produktów w codziennej diecie małymi kroczkami. Raz na tydzień mogę zjeść małą ilość czegoś smażonego lub słodkiego, jeżeli akurat mam niewielki wybór rzeczy do zjedzenia, ale nie będę siebie za to szykanować. I tak coraz mniej i mniej, aż poczuję, że tego nie potrzebuję. Nie, nie mam zamiaru całkiem rezygnować z tego rodzaju dań, ale chcę złapać nieco luźniejszy stosunek do swojego "niejedzenia niezdrowego jedzenia". Może w pewnym momencie stwierdzę: "Wow, nie jadłam niczego niezdrowego przez cały miesiąc i jest mi z tym dobrze!". Oby kiedyś. Może jeszcze w tym roku?

Co zaobserwowałam na swoim ciele?
Stan cery niestety się pogorszył. Nie jest to wynik wpadek na koniec tygodnia, proces postępował już wcześniej. Hm. Mam nadzieję, że przejdzie.

Dobrze radzę sobie z jednym: z niepiciem kawy. Dzisiaj miałam ochotę (pogoda!), ale łatwo ją odparłam. Na razie naprawdę jej nie potrzebuję. Może nie poczuję przymusu jej picia już nigdy. Nie uważam jej za bezwzględnie niezdrową, po prostu na mnie nie wpływa ona najlepiej.

Co jeszcze dobrze mi poszło?
Tydzień był zdecydowanie bardziej udany sportowo. Ćwiczyłam z dużym zacięciem na siłowni, udało mi się znaleźć czas na jogę i małe bieganie. Mam nadzieję na jeszcze więcej w nadchodzącym tygodniu.

Tym razem nie wrzucę fotomenu, ale małe migawki zdrowych łakoci...






Jaglane brownie bez glutenu, słodzone bananami i daktylami. Niskotłuszczowe. Poprawiony przepis (nie dodawajcie skrobi!) tutaj.







Hummus z burakiem. Robiony na oko. Odkrycie miesiąca! Będę częściej kombinować z nowymi wersjami smakowymi tej pysznej pasty.
Wiecie, że hummus jest pyszny bez oliwy, jeśli użyje się ciecierzycy namoczonej i ugotowanej z sodą? I jeśli doda się sporo dobrej jakości tahiny? ♥


Na koniec link do tekstu Agaty z Poczuj się lepiej, który pomógł mi wyjść z doła spowodowanego słabostkami kulinarnymi. Warto przeczytać i się zainspirować.





8 komentarzy:

  1. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko samej ugotować Twoją tajską zupę, bo musi być świetna. No ale wiadomo to już nie będzie taka jak Twoja, a tym bardziej nie taka jak ta przygotowana w super niestandardowych warunkach... Musiała być magiczna:)
    No i sorry za ten cukier;P Trzeba opracować jakąś wersję niesłodzoną dla Ciebie:) Ja jeszcze nie dojrzałam do etapu rezygnacji z cukru, co zresztą widać na moim blogu:P
    Pozdrowienia i powodzenia z wyzwaniami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, nie masz za co przepraszać, placki po prostu zapowiadały się zbyt dobrze żeby ich nie spróbować ;)

      Usuń
  2. Hummus z burakiem bardzo lubię, takie brownie też muszę spróbować:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie chcę Cię demotywować, ale jedzenie stuprocentowo zdrowo (cokolwiek by to znaczyło) nie gwarantuje ładnej cery, energii do treningów i generalnie genialnego samopoczucia (sprawdziłam na sobie).
    Nie popieram tej mody niskotłuszczowej wypromowanej przez "Widelec zamiast noża". Może dla osób z nadwagą i miażdżycą ma to sens, ale gadanie, że oleje są super niezdrowe, a gluten jest toksyczny mnie dobija. Sajgonki z Loving Hut zawsze będę lubiła, nawet jeśli mnie po nich wypryszcza, bo ograniczanie się nawet w stricte wegańskich knajpach to już chyba konieczność chodzenia wszędzie z własnym zapasem jedzenia.
    Nie chcę przelewać wszystkich swoich żali na Ciebie, ale sama miałam fazę bycia dowartościowaną idealnie czystym jadłospisem i teraz sądzę, że są lepsze powody do zadowolenia.
    Burak + cieciorka to super połączenie, dziwne, że jeszcze w knajpach na to nie wpadli ;). A jakieś ciasto na święta postaram się wyprodukować, zainspiruję się Twoim, tylko myślałam o kaszce kukurydzianej, bo szybko się gotuje i ładnie zastyga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez olejów chyba nie znaczy niskotłuszczowo, można jeść dużo awokado, orzechów i pestek :) Nie uważam też, żeby gluten był toksyczny, wolę jeść glutenowo niż jeść te wszystkie produkty bezglutenowe z chemicznymi dodatkami ;) Nie mam zamiaru odżywiać się "idealnie czysto" przez całe życie, chciałam po prostu nieco bardziej się od tego typu produktów uniezależnić, na razie chyba po prostu nie mam na to siły ;) Daj znać jak wyszło ciacho!

      Usuń
  4. Krem był pyszny, wziąłem dwie dokładki! :D Szkoda, że mogłem oddać tylko jeden głos.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na technologii gastronomicznej dowiedziałam się ostatnio, że nie warto gotować strączkowych w wodzie z dodatkiem sody, bo zasadowe środowisko wyciąga składniki mineralne i wszystkie dobre rzeczy ze środka i ugotowane strączki są niemal bezwartościowe. Kto by pomyślał, nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może, ale dla hummusu warto zrobić wyjątek ;)

      Usuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!