wtorek, 6 maja 2014

Najbrzydsze smoothie świata i wielkanocno-niemiecki food porn

7 komentarzy:
 
Mój wyjazd do Niemiec był dość męczący, nie wysypiałam się i jadłam bardzo mało owoców, warzyw jeszcze mniej. Wróciłam z wielką ochotą na surowe jedzenie. Pierwsze co zrobiłam po powrocie do mieszkania to rzucenie wszystkich bagaży i pognanie do osiedlowego sklepu po zapas upragnionych roślinek. Mało brakowało, a zamknęliby mi go przed nosem!
Smoothie na śniadanie marzyło mi się już od jakiegoś czasu. To powstało z przypadkowych składników. Owszem, jest strasznie brzydkie, ale uwierz mi- smak jest satysfakcjonujący. Jest słodkie dzięki jabłkom i daktylom, a zielenina nie wybija się nadmiernie.
Zamierzam teraz codziennie pić przez jakiś czas zielone (no może czasem... brązowe? sino fioletowe?) smoothie, jeść dużo sałatek i chrupać surowe warzywa i owoce solo. Inspiracją jest mi Vi, która kręci smufy aż miło.






Składniki na porcję
  • 3 porządne garście szpinaku baby
  • mała natka pietruszki- listki, bez łodyg
  • 2 małe jabłka, słodkie, bez gniazd nasiennych
  • ok. 6 namoczonych przez noc daktyli
  • odrobina soku z cytryny
  • łyżka mielonego siemienia lnianego
  • łyżka dowolnych zmielonych pestek lub orzechów (u mnie słonecznik z makiem)
  • 250ml surowego soku buraczano-jabłkowego (samodzielnie wyciśnięty lub "jednodniowy" ze sklepu)
Miksujemy wszystko na gładką masę. Gotowe!







Nie zdążyłam niestety zrobić przed wyjazdem posta o tym, co jadłam przez Wielkanoc. Ta, o dziwo, minęła mi dość zdrowo, co nie oznacza że jadłam mało. ☺






Smalec z białej fasoli z jabłkiem, wg przepisu Jadłonomii (cebulkę przypaliłam nad palnikiem i poddusiłam w płynie zamiast smażyć), sałatka jarzynowa z fasolowym majonezem, pasta bezjajeczna z tofu, szczypiorku, wspomnianego majonezu, z czarną solą i kurkumą (robiona na oko, wyszła trochę za słona, do poprawki), śmietana migdałowa do żurku.





Żurek zrobiłam tak jak w tym przepisie, ale zamiast tempehu dodałam wędzone tofu (oczywiście bez smażenia), a gotową śmietanę owsianą zastąpiłam domową migdałową (namoczone migdały bez skórek zmiksowane z niesłodzonym mlekiem sojowym).





Look na talerzyk pełen pyszności.


Wyjazd był organizowany przez mój wydział, a odbył się po północnej części Niemiec, czyli Pomorzu. Jest to teren dawnej Hanzy niemieckiej. W jej skład wchodziło też parę miast w dzisiejszej Polsce, odwiedziliśmy je więc w pierwszych dniach 10-dniowego objazdu. Codziennie widzieliśmy kilka miejscowości, w każdej zazwyczaj kilka gotyckich obiektów z gotyckim i nowożytnym wyposażeniem.







Od lewej: Fara w Stargardzie, klasztor cystersów w Chorin, na dole detal nagrobka barokowego, którego lokalizacji nie mogę sobie w tej chwili przypomnieć.

Na całe szczęście nie głodowałam. W sklepach można było czasem dostać prawdziwego zawrotu głowy. Jeżeli jadłam na mieście, wybierałam zwykłe knajpy, bo nigdy nie było wiadomo czy i gdzie będziemy jeść, nie mogłam więc wcześniej wyszukać sobie wegańsko-wegetariańskich miejsc.






Łupy z Rossmanna. Tamtejsza oferta EnerBio jest znacznie bardziej rozbudowana. Na zdjęciu bio wafle ryżowe (czyli coś, czym niemal bez przerwy się zapychałam jak byłam głodna), mleko sojowe o smaku Cappuccino (pyszne!), wędzone tofu nie wymagające trzymania w lodówce (za słone i trochę suche), kiełbaski z tofu i seitana (bardzo smaczne, soczyste i nie za mocno doprawione).






Na fali szaleństwa zjadłam trochę słodkiego. To jest najlepszy na świecie marcepan z Lubeki. Ciągnący się, miękki, nie za słodki, bez sztucznego posmaku- w przeciwieństwie do tych, które można dostać u nas.


Łupy z niezidentyfikowanej drogerii (z ogromną ofertą produktów Alnatury, Provamel, Sojade i innych) oraz z Bio Supermarketu:






Małe mleczka Provamel, pod spodem deser karmelkowy tej samej firmy.






Jogurtami zajadałam się cały czas, wchłaniałam nawet 2-3 dziennie.
Tutaj Sojade mango-brzoskwinia i Provamel pomarańcza z rooibosem. Najłatwiej dostępne były jednak Alpro, i chyba te pozostają moimi ulubionymi. Z niecierpliwością czekam, aż będą u nas dostępne. Miło by było też czasem móc przebierać w takich wykręconych smakach.






Pasta z tofu doprawiona curry, glonami i czymś jeszcze, ser wegański Vegi Belle Toscana (cudowny, jak marynowana feta!), kiełbaska Wheaty z seitana (Wheaty robi w moim rankingu najlepsze mock meaty), burgery śródziemnomorskie (zjedzone na zimno smakowały jak paprykarz) i pasta Ratatouille.






W Bio Supermarkecie w dziale z pieczywem i ciastami była sekcja nazwana "Vegan Gebäck". Wzięłam sobie batonika z kruchego ciasta z czekoladą, wiśniami i marcepanem.






Jeden z posiłków na mieście, jedzony w Lüneburgu w tureckiej restauracji. Pan bardzo miło mnie zaskoczył, gdy przerwał mi wymienianie listy rzeczy których nie jem słowami: "Ach, więc jest pani weganką, mogę pani zaproponować...", po czym wymienił kilka dań możliwych do wykonania w alternatywnych wersjach. Dostałam więc 2 całkiem smaczne falafele, zawijasy z liści winogron z ryżem w środku (mój hit), ryż, sałatkę i sos pomidorowo-warzywny. Dodatkowo kelner policzył mi mniej za całość, bo z zestawu wypadły inne sosy.

Na mieście trafiały mi się też falafele w picie z podrzędnych kebabowni, tofu z warzywami i ryżem od Chińczyka i takie standardy jak warzywna pizza bez sera.
We wszystkich noclegowniach mieliśmy zapewnione śniadania. Korzystałam wtedy zazwyczaj z owoców, pieczywa i musli, mleko roślinne lub jogurty zawsze miałam swoje. Jugendherberge w Greifswaldzie zaskoczyło mnie mlekiem sojowym w ofercie. Szkoda, że tylko tam było takie udogodnienie.

Teraz na blogu znów będzie mały przestój, bo do oficjalnej sesji został mi niecały miesiąc, a kilka egzaminów mam już w ostatnich dniach maja. Sezon na mniejsze ilości snu i ruchu niestety uważam za otwarty. Będę się mimo wszystko starała czasem odstresować jogą, siłownią czy krótkim biegiem, ale na pewno nie będę tego robić z taką częstotliwością jak bym chciała. To samo z blogowaniem czy innymi przyjemnościami.




7 komentarzy:

  1. Brrr, rzeczywiście brzydkie :P Sam uwielbiam smoothie i piję codziennie, a wygląd nijak ma się do smaku. Ten zawsze jest zaskakująco pyszny ;D
    Niezła ta relacja, a spotkanie takiego gościa, który od razu zrozumiałby weganizm, w Polsce graniczy z cudem. Wegetariańska pomidorówka na kościach i te sprawy :]
    W takim razie powodzenia w sesji życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy falafele zawsze są wegańskie?
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie zawsze, ale najczęściej są :) Trzeba pytać, w Polsce podobno zdarza się że dodają jajka albo jakiś ser (nie mam pojęcia po co, skoro odbiega to od oryginalnego przepisu)

      Usuń
  3. Chcę ten marcepan! Chociaż trochę.. Może ci jeszcze trochę zostało? ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, był zbyt dobry :D Polecam wycieczkę do Lubeki ;)

      Usuń
  4. Bardzo ciekawa wycieczka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. marcepan - taaaaaak! pysznie minęła Ci Wielkanoc. U mnie majonez z fasoli też był, ale zazdroszczę śmietanki migdałowej.

    i nie mogę nie zauważyć tej słodkiej kici! <3

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!