wtorek, 30 września 2014

Na facebooku wyraźnie domagaliście się kremu z dyni i papryki. Oto jest.
Jakie warzywo może bardziej się kojarzyć z jesienią niż dynia? Robi się coraz chłodniej, mamy ochotę na rozgrzewające, kolorowe dania. Dynia nadaje się do nich idealnie.
W dodatku nie ma nic prostszego, niż wykonanie takiej zupy. Kilka składników, gotowanie, miksowanie- już. Niewielki nakład pracy, a efekt cudowny. Najlepszą rekomendacją niech będzie fakt, że robiłam tę zupę 3 razy w ciągu niecałych dwóch tygodni- a ja rzadko się powtarzam!




niedziela, 28 września 2014

Na bieg zapisałam się już dawno, ale niestety nie przygotowałam się do niego należycie. Kilka losowych wydarzeń, w tym choroba, skutecznie unieruchomiły mnie na trochę. Na szczęście na 2 tygodnie przed biegiem byłam w stanie wziąć się za treningi. Poszłam tam z nastawieniem "Idę się przebiec, będzie fajnie".

Efekt? Życiówka, 10 km w ciągu ok. 58 minut i 21 sekund. Pewnie mogłoby być dużo lepiej, ale i tak jestem z siebie mega zadowolona. Podbiegi, schody, śliski teren mnie nie wykończyły! Może to przez pełny pęcherz? Błądziłam i długo nie mogłam dotrzeć na miejsce, w efekcie nie starczyło mi czasu na skorzystanie z toalety przed biegiem... ☺

Atmosfera super, organizacja całkiem całkiem jak na pierwszy raz, pozytywni ludzie. Nawet z Fitnesską na Roślinach miałam okazję zamienić parę słów.





czwartek, 25 września 2014

Tego typu posta jeszcze u mnie nie było, choć o kosmetykach już wspominałam (tag "Kosmetyki"- niedawno dodany).
Będę szczera- weganizm zmienił we mnie sporo rzeczy, również podejście do kosmetyków. Kiedyś kompletnie się nimi nie interesowałam, brałam pierwszą lepszą rzecz w drogerii, byle ładniej opakowaną, byle marketing do mnie przemawiał. Szkodliwa chemia? Słaba jakość? Testowanie na zwierzętach? Nic z tych rzeczy nie było dla mnie istotne. Gdy zaczęłam się interesować wpływem codziennych wyborów na dobrostan zwierząt, siłą rzeczy zaczęłam zwracać uwagę na to, czy kosmetyk jest testowany na zwierzętach i czy ma w składzie odzwierzęce składniki. Do tego doszła chęć stosowania kosmetyków naturalnych, faktycznie przynoszących dobre skutki, a nie tylko powierzchowny efekt. Fajnie by było jeszcze do tego nie płacić zbyt wiele...
I tu z pomocą przyszedł internet. I mama. Ale po kolei.
Od dawna już nie kupuję peelingu do ciała ani maseczek do twarzy. Powoli odchodzę też od kupowania kremów do stóp i dłoni, niepotrzebny mi też będzie chyba w przyszłości środek do demakijażu. Można je zrobić prosto i tanio z ogólnodostępnych produktów.
Myślę, że większości z Was są one znane, ale podaję je dalej- może znajdzie się jakaś osoba podobna do mnie sprzed paru lat, która nie miała pojęcia o ich możliwym zastosowaniu.

wtorek, 23 września 2014

Sama też lubię zaglądać innym w talerz. Dam Wam tę przyjemność, zobaczcie sobie co jem na redukcji. Moje menu nie-redukcyjne wiele się nie różni od tego, co tu zobaczycie, jedynie mniej ograniczam się z pestkami i orzechami, zbożami itp.






poniedziałek, 22 września 2014

Post o tych muffinach na moim fanpejdżu wywołał całkiem niezłe poruszenie, toteż nie mogłam dłużej zwlekać z podzieleniem się z Wami przepisem.
Podstawą do ich stworzenia były te muffinki od Ammniam. Swoją drogą, wiele jest ciekawych przepisów na tym blogu, polecam przejrzeć.
Zgodnie z przepisem są one bez cukru, za to posłodzone daktylami. Ja do tego dorzuciłam jeszcze banany, zrezygnowałam tutaj z nuty kokosowej, wkroiłam jabłko do środka, ale przede wszystkim pominęłam zupełnie olej. Dodałam tylko trochę więcej mleka owsianego, aby wyrównać ilość płynów.
Zanim ktoś się wzburzy- nie uważam, że tłuszcz jest zły. Po prostu unikam używania olejów w kuchni. Zamiast oliwy z oliwek wolę awokado, orzechy czy pestki, bo mają w sobie więcej mikroelementów, a do tego jeszcze białko. I są smaczniejsze! Mam zawsze oliwę z oliwek oraz olej kokosowy w domu, ale używam ich w celach kosmetycznych. Raz na jakiś czas tylko zdarzy się, że dodam odrobinę do jedzenia- wtedy, kiedy nie da się tego uniknąć. Nawet czasem używam rafinowanego oleju, który lepiej nadaje się do obróbki termicznej niż te tłoczone na zimno.

Okazuje się jednak, że można uniknąć olejów nawet tam, gdzie ich użycie mamy zakodowane. I uzyskać muffinki miękkie, mokre i pachnące, pyszne nie mniej niż ich tłustsze koleżanki.





czwartek, 18 września 2014

Od dawna nie mogłam się zabrać za zużywanie mąki gryczanej. W ogóle ostatnio nie miałam zbytniej ochoty na mączne dania. Lepiej się czuję, kiedy to kasze, ryż, płatki i banany są moim głównym paliwem. Stwierdziłam jednak, że jeżeli już mam robić placki, to niech będą bez glutenu.
Placki szpinakowe to jeden z klasyków w moim domu. Moja mama robiła takie placki z rozdrobnionego mrożonego szpinaku, białej mąki, jaj, smażyła to na oleju a do tego robiła sos czosnkowy na bazie jogurtu.
Moja wersja jest oczywiście zweganizowana, dodatkowo użyłam składników lepszej jakości, np. świeżego szpinaku. Pozbawiłam placki glutenu oraz jakiegokolwiek dodatku oleju- czy to w cieście, czy też na patelni. Dieta pełną gębą, ja- najedzona i zadowolona, że zjadłam coś pysznego z moim ukochanym zielskiem w roli głównej.
Polecam z całego serca nie tylko dietującym.
I jeszcze jedno... Szpinak! ♥




wtorek, 16 września 2014

Pasta ze słonecznika chyba jest dość znana, bo mignęła mi już na wielu blogach. Chociaż jest naprawdę prosta, pyszna, odżywcza i tania (!), to zdecydowanie robię ją zbyt rzadko.

Miałam w szafce pakę słonecznika, która ze względu na termin przydatności do spożycia domagała się szybkiego zagospodarowania. Dodatkowo byłam w posiadaniu suszonych na słońcu pomidorów, świeżej bazylii, płatków drożdżowych. Jak widzicie, wszystkie znaki na ziemi, niebie i w kuchni mówiły mi, że pora na pastę. ☺

Przygotujecie ją bardzo szybko, jeżeli tylko nie zapomnicie namoczyć słonecznika.
Możecie jej potem używać do maczania warzyw pokrojonych w słupki, w charakterze sosu sałatkowego (wtedy można rozrobić ją z większą ilością wody), jako "pesto" do surowego/tradycyjnego makaronu lub po prostu do chleba.

Pestki słonecznika zdają się być trochę niedoceniane, tymczasem to jeden z tańszych superfoods jakie możecie znaleźć. To doskonałe źródło NNKT, białka, witamin z grupy B, witaminy E (100g to 150% dziennego zapotrzebowania!), witaminy A, cynku, miedzi, selenu, fosforu. Chcesz być piękny i gładki? Jedz słonecznik. ♥




sobota, 13 września 2014

Wreszcie coś dla Was ugotowałam.
Podobną zupę skleciłam kiedyś absolutnym przypadkiem, sugerując się trochę tym, co jadłam W Gruncie Rzeczy na jednym z niedzielnych brunchy. Wyszła tak pyszna, że postanowiłam sobie ten pomysł zapisać i powtórzyć.
Nie dość, że połączenie szpinaku, pomidora i kokosa jest zwalające z nóg, to jeszcze taką zupę zrobisz w kwadrans, oczywiście pod warunkiem, że nie zapomnisz wcześniej wrzucić tofu w marynacie do lodówki.
U mnie zazwyczaj zupy robią za cały posiłek, stąd też wkładka z sojowego makaronu i marynowanego tofu. Delikatne dodatki, które nie zakłócają smaku całości.
W dodatku wyszło bez glutenu. O.





wtorek, 9 września 2014

Vege Miasto. Słynna chyba już warszawska knajpa, niegdyś na ulicy Chmielnej. Gdy jeszcze tam się mieściła, zdążyłam odwiedzić ją jedynie raz. Mdła zupa i rozgotowane pierogi mnie nie zachwyciły.
Dzisiaj Vege Miasto mieści się na al. Solidarności 60a, blisko stacji metra Ratusz Arsenał.
Chociaż wcześniej byłam tam tylko raz i to w dodatku dawno, to mam wrażenie, że zmienili się mocno na plus. Tak bardzo na plus, że są u mnie w czołówce wegańskich miejscówek w stolicy.






Po pierwsze i najważniejsze- teraz menu jest 100% wegańskie! Kiedyś knajpka była wegetariańsko-wegańska, trzeba było patrzeć na oznaczenia i zaznaczać przy zamówieniu, że chce się opcję wegańską. Dodatkowo większość dań można zamówić w wersji bez glutenu, chociaż śladowe ilości tegoż mogą się w daniach znajdować.

Opcji jest wiele, można zamówić zupę (codziennie inna), makaron, pierogi, sałatki ze stałej karty lub wieloskładnikowe lunche (codziennie inne), dania dnia/tygodnia. Codziennie są też inne ciasta i desery.