wtorek, 23 września 2014

Fotomenu z 22.09.2014.

10 komentarzy:
 
Sama też lubię zaglądać innym w talerz. Dam Wam tę przyjemność, zobaczcie sobie co jem na redukcji. Moje menu nie-redukcyjne wiele się nie różni od tego, co tu zobaczycie, jedynie mniej ograniczam się z pestkami i orzechami, zbożami itp.








Śniadanie
Smoothie: 200g jarmużu, banan, 2 jabłka, łyżka mielonego niełuskanego sezamu, sok z połowy cytryny, plasterek imbiru, woda dla lepszej konsystencji, figa na wierzchu.







Obiad
2 pieczone kotlety z fasoli mung- 10 łyżek ugotowanej, zagęszczane otrębami najróżniejszej maści (bez użycia oleju), do tego 4 łyżki kaszy jaglanej przed ugotowaniem, sos z duszonych bez oleju pieczarek z dodatkiem sosu sojowego i suszonych warzyw, sałatka z roszponki, pomidora, papryki, czarnych oliwek, odrobiny pestek dyni i musztardy.






Podwieczorek
Banan ☺






Pobiegowa kolacja
Sałatka: 5 różyczek parowanego brokuła, 6 rzodkiewek, ogórek kiszony, 7 łyżek gotowanego grochu w połówkach, 50g makaronu sojowego, szczypior, bazylia, kilka posiekanych nerkowców, garstka rodzynek, sos sojowy, sok z cytryny i inne przyprawy.


Jak widzicie nie głodzę się, jedzonka jest całkiem sporo. Brzuch mam pełen, ale czuję się lekko i mam dużo energii do działania. Wczoraj na tym oto paliwie przebiegłam w niezłym tempie prawie 10 km. Nie planowałam tego, po prostu tak mi wyszło.


Migawki niezwiązane na koniec.






EcoMil, producent najlepszych mlek orzechowych (ale inne też ma dobre). Migdałowe upolowane w Leclercu za niewiele ponad 13 zł.
Ravioli nadziewane tofu i wegański majonez- upominki z Niemiec. Na razie nie tykam, zwłaszcza tego drugiego, bo tłuste. Mają daleki termin przydatności do spożycia, poczekają na lepsze czasy.






A to ostatnio czytam. Mam tę książkę już od jakiegoś czasu, ale dopiero teraz miałam czas, aby po nią sięgnąć. Żałuję, że tego wcześniej nie zrobiłam, jest bardzo inspirująca. Sprawia, że myślę o tym, by robić na rzecz zwierząt coś więcej niż tylko ograniczać się do eliminacji produktów odzwierzęcych z mojego prywatnego życia.

10 komentarzy:

  1. niestety upojne wieczory ze zbiorem zadan mocno wyostrzają mi apetyt i jem znacznie więcej ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na zdjęciach wygląda na mniejsze niż jest, np. smoothie był cały litr, a wieczorna sałatka jest w wielkiej misce :D
      Na razie mam wolne, zobaczę ile będę jeść jak się rok akademicki zacznie ;)

      Usuń
  2. Banan - piękny po prostu ;D
    Nom, nie głodzisz się i o to chodzi, bo życie to nie asceza. Dobre, smaczne, niezapychające jedzenie wskazane :-]

    OdpowiedzUsuń
  3. same pyszności! tak mogłabym jadać cały czas :) a te mleko uwielbiam i stale je używam - najlepsze! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. menu jak najbardziej w moich smakach :) apetycznie, zdrowo i kolorowo :)

    OdpowiedzUsuń
  5. świetnie wygląda smoothie z figą na wierzchu :) i zjadłabym te pieczone kotlety, ja póki co najczęściej smażę, ale pieczenie jest świetnym pomysłem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę szczera- smażone mi bardziej smakują, ale pieczone- jeśli są dobrze doprawione, nie za mocno zagęszczone i podane z jakimś sosem są całkiem satysfakcjonujące. Wybieram częściej pieczenie, bo lepiej się wtedy czuję, takie kotlety mniej ciążą na żołądku :)

      Usuń
  6. Cudownie wygląda pierwsze zdjęcie! Uwielbiam takie zdjęcia, ale nie zawsze mam czas tak ozdabiać swoje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba zasługa dobrego porannego światła, chociaż figa też miała tu swój udział :D

      Usuń
  7. Zdjęcie smoothie z figą jest świetne ! Aż ślinka leci ;) !

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!