czwartek, 25 września 2014

Kosmetyki roślinne DIY

11 komentarzy:
 
Tego typu posta jeszcze u mnie nie było, choć o kosmetykach już wspominałam (tag "Kosmetyki"- niedawno dodany).
Będę szczera- weganizm zmienił we mnie sporo rzeczy, również podejście do kosmetyków. Kiedyś kompletnie się nimi nie interesowałam, brałam pierwszą lepszą rzecz w drogerii, byle ładniej opakowaną, byle marketing do mnie przemawiał. Szkodliwa chemia? Słaba jakość? Testowanie na zwierzętach? Nic z tych rzeczy nie było dla mnie istotne. Gdy zaczęłam się interesować wpływem codziennych wyborów na dobrostan zwierząt, siłą rzeczy zaczęłam zwracać uwagę na to, czy kosmetyk jest testowany na zwierzętach i czy ma w składzie odzwierzęce składniki. Do tego doszła chęć stosowania kosmetyków naturalnych, faktycznie przynoszących dobre skutki, a nie tylko powierzchowny efekt. Fajnie by było jeszcze do tego nie płacić zbyt wiele...
I tu z pomocą przyszedł internet. I mama. Ale po kolei.
Od dawna już nie kupuję peelingu do ciała ani maseczek do twarzy. Powoli odchodzę też od kupowania kremów do stóp i dłoni, niepotrzebny mi też będzie chyba w przyszłości środek do demakijażu. Można je zrobić prosto i tanio z ogólnodostępnych produktów.
Myślę, że większości z Was są one znane, ale podaję je dalej- może znajdzie się jakaś osoba podobna do mnie sprzed paru lat, która nie miała pojęcia o ich możliwym zastosowaniu.




1. Peeling kawowy.



Znalazłam go kiedyś na blogu Mad Tea Party. Spróbowałam kilka razy i zakochałam się.
Przepis jest prosty- kilka miarek mielonej kawy (2-3) rozrabiamy z ulubionym olejem na niezbyt gęstą masę. Ja najbardziej lubię oliwę z oliwek lub kokosowy. Można dodać trochę drobnego cukru dla lepszego efektu tarcia, ale niekoniecznie. Po prysznicu szorujemy powstałym błotkiem wilgotne ciało, bardzo dokładnie. Spłukujemy ciepłą wodą, wycieramy i już. Nie używamy już żadnych środków myjących ani kremów. Skóra pozostanie dobrze naoliwiona, odżywiona i ukrwiona. Taki peeling pomaga walczyć z cellulitem, wygładza skórę, o ile będziecie stosować go regularnie (ja staram się wdrożyć nawyk stosowania go 2 razy w tygodniu). UWAGA- przygotujcie się na syf w łazience.


2. Maseczka z drożdży.


Chyba najtańszy kosmetyk świata. Kostka drożdży to 2-3 maseczki za złotówkę lub nawet mniej. Moja mama jest po studium kosmetycznym, na którym również uczono metod naturalnej pielęgnacji i to od niej się nauczyłam wykorzystywać drożdże w taki sposób.
1/3 lub 1/2 kostki drożdży rozrabiamy z zimną wodą. Na 1/3 kostki wystarczy 1-2 łyżeczki wody, na połowę kostki 2-3. Najlepiej dodać najpierw troszkę mniej wody i sprawdzić jaka będzie konsystencja- powinna przypominać gęsty pudding. Nakładamy na umytą i wypeelingowaną twarz, szyję, ewentualnie dekolt. Zostawiamy na 10-15 minut. Wcieramy drożdże w twarz i zmywamy ciepłą wodą.
Poza odżywczym i antytrądzikowym działaniem ta maseczka ma jeszcze jedną zaletę- jeżeli ma odpowiednią konsystencję to nie spływa! Próbowałam wielu innych domowych maseczek, przy których nakładaniu trafiał mnie szlag, bo w ogóle nie trzymały się na twarzy! Ta bardzo dobrze się nakłada i dość szybko zastyga, dzięki temu zabieg przebiegnie bez nerwów.

3. Olej kokosowy.


Mój hit, jego wszechstronność mnie zaskakuje.
Jak widzicie, aktualnie nie posiadam najlepszej kategorii oleju kokosowego, ale mam zamiar niedługo się zaopatrzyć w porządny, organiczny, nierafinowany olej tłoczony na zimno.
Na szczęście ten też daje radę.
Przede wszystkim używam go do włosów. Dobór oleju do włosów to indywidualna sprawa. Do moich (cienkie, ale dość gęste, gładkie, proste) najlepiej nadaje się ten. Nakładam go na suche włosy- najpierw na końcówki, potem wcieram w skórę głowy, na koniec rozczesuję go na całej długości włosów. Zostawiam tak na noc i rano myję głowę. Włosy zdają się być grubsze, odżywione, bardziej się błyszczą i łatwiej się rozczesują.
Poza tym zaczęłam go ostatnio używać jako kremu do stóp. Pomógł mi też zlikwidować problemy skórne na twarzy (kilka przesuszonych miejsc z łuszczącą się skórą zniknęło po paru dniach stosowania oleju).
Mam zamiar go też stosować do demakijażu, podobno sprawdza się nawet przy kosmetykach wodoodpornych.

Po więcej zastosowań tego cudownego oleju zapraszam do obejrzenia tego filmiku.




Zdaję sobie sprawę z tego, że domowym sposobem można zrobić dużo więcej- kręcić swoje kremy, toniki czy nawet zrezygnować z tradycyjnych szamponów, ale to zbyt wiele dla takiego zieleniaka jak ja. ☺

A poza tym...


2 nowości z Rossmanna- krem na noc do twarzy i kremowy żel do mycia twarzy Alterra. Krem taki sobie, trochę za mało odżywczy i niezbyt podoba mi się zapach (jak guma do żucia); zdecydowanie wolę kremy Himalaya. Za to żel do mycia twarzy jest cudowny, pięknie pachnie, nie wysusza skóry i jest wydajny. Na końcu mój hit z Rossmanna- krem do ciała. Jest gęsty, wydajny i znowu- ten zapach! Rzadziej dostępne jest masło kakaowe do ciała tej firmy, a szkoda, bo jest równie dobre.




Szampon i odżywka Faith in Nature (rozmaryn, wzmacniające słabe i zniszczone włosy). Kupiłam je już jakiś czas temu. Zdecydowanie najlepsze kosmetyki do włosów, jakich używałam. Kondycja moich włosów się poprawiła, mniej wypadają, lepiej się rozczesują, nie są obciążone (a to ostatnie przy moich cienkich z natury kudełkach jest bardzo ważne!). Nie mają w sobie tyle chemii co zwykłe szampony- żadnych parabenów, silikonów, SLS czy sztucznych zapachów. Są droższe niż taka Alterra (prawie 30 zł za 400ml), ale warto zainwestować.
Kupione na puregreen.pl, polecam.


A wy chwalcie się, jakie kosmetyki kręcicie same! (a może "sami"- w końcu kto powiedział, że tylko dziewczyny się tym zajmują? ☺)

11 komentarzy:

  1. maseczkę z drożdży wypróbuję :)
    u mnie na blogu niedługo dam przepis na pastę do depilacji

    OdpowiedzUsuń
  2. te kocham maseczkę z kurkumy <3 tylko nie takiej jak podaje większość internetowych przepisów, z dwóch łyżek kurkumy, bo boje się żółtej twarzy :) swoją robię z 1/2 łyżeczki kurkumy+mleko/jogurt/oliwa/olej kokosowy+mąka/ płątki owsiane, ogólnie coś do zagęszczenia. Mieszam, nakładam na twarz, szyje i dekolt i trzymam 15-20, a czasem i 30 min :) ciężko się spłukuje ale jest super, polecam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie potrafię się sama przekonać do stosowania maseczek na twarz. Uważam to za proces zbędny dla mej twarzy, bo nie zauważyłam nigdy zaskakujących zmian ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi drożdżowa pomaga na problemy skórne i mam po niej takie fajne uczucie "odświeżenia" ;)

      Usuń
  4. Mam czekoladowy szampon Faith in Nature i jest genialny, teraz chcę kupić czeko odżywkę. O maseczce z drożdży nie słyszałam, chętnie zrobię. Z naturalnych kosmetyków lubię oleje, mydło Aleppo, czarnuszkę w formie peelingu, płukanki do włosów (z ziół, kawy, kakao, herbaty), toniki np. z kozieradki, lawendy. Dużo tego jest, jeszcze jakby chciało się to często robić... ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szampony Faith in Nature zawierają detergent o podobnej sile co SLS- ammonium laureth sulfate. Kocham tą zagrywkę ze strony producentów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm, kiedy coś mi się zdarza już kupić w sklepie z kosmetyków (bo ja taki minimalny jestem), to zawsze mówię "o, super, żadnych zwierząt nie ma w środku" - ludzie się dziwnie patrzą wtedy :D
    DIY jest zawsze dobre, choć nie będę udawać - sfera kosmetyczna to dla mnie pole dopiero do odkrycia. Kiedyś zrobiłem maseczkę z kurkumy i... nie mogłem wychodzić z domu przez dwa dni -.- Byłem żółty...
    Czy jest bezpiecznie nakładać żywe drożdże na ciało? Baaardzo dawno temu czytałem w internetach, że kilka dziewczyn się nabawiło w taki sposób grzybicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nakładam te drożdże na ryj już od dość dawna i nigdy grzybicy nie doświadczyłam ;)

      Usuń
  7. Muszę przyjrzeć się tym szamponom, bo reszta jest mi znana. Drożdże natomiast. piję, ale myślałam nad maseczką.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!