wtorek, 9 września 2014

Vege Miasto!

11 komentarzy:
 
Vege Miasto. Słynna chyba już warszawska knajpa, niegdyś na ulicy Chmielnej. Gdy jeszcze tam się mieściła, zdążyłam odwiedzić ją jedynie raz. Mdła zupa i rozgotowane pierogi mnie nie zachwyciły.
Dzisiaj Vege Miasto mieści się na al. Solidarności 60a, blisko stacji metra Ratusz Arsenał.
Chociaż wcześniej byłam tam tylko raz i to w dodatku dawno, to mam wrażenie, że zmienili się mocno na plus. Tak bardzo na plus, że są u mnie w czołówce wegańskich miejscówek w stolicy.






Po pierwsze i najważniejsze- teraz menu jest 100% wegańskie! Kiedyś knajpka była wegetariańsko-wegańska, trzeba było patrzeć na oznaczenia i zaznaczać przy zamówieniu, że chce się opcję wegańską. Dodatkowo większość dań można zamówić w wersji bez glutenu, chociaż śladowe ilości tegoż mogą się w daniach znajdować.

Opcji jest wiele, można zamówić zupę (codziennie inna), makaron, pierogi, sałatki ze stałej karty lub wieloskładnikowe lunche (codziennie inne), dania dnia/tygodnia. Codziennie są też inne ciasta i desery.







Spaghetti z pesto szpinakowo-ziołowym i wegańskim parmezanem z migdałów. Porcja na oko zdawała się być malutka, ale okazała się niezwykle sycąca. Danie na piątkę. Do oceny celującej jednak troszkę zabrakło- jak na mój gust za bardzo wszystko pływało w oliwie.






Zupa soczewicowa z pomidorami, curry i papadamem z zestawu lunchowego. Cały zestaw z zupą kosztuje 25 zł i chyba najbardziej się opłaca go brać. Zupa była pyszna, gęsta i sycąca, taka jak lubię. W dodatku porcja wcale nie taka miniaturowa.






Dzisiejsze danie dnia, czyli gołąbki z kapusty pekińskiej w sosie pomidorowo-kokosowym z pieczonymi ziemniakami i sałatką w delikatnym majonezowym sosie. Gołąbki niestety troszkę nieudane- kapusta była zbyt włóknista, a nadzienie z kaszy gryczanej niezbyt dobrze grało z sosem, który sam w sobie był pyszny.

Przeważnie jednak dania dnia są dograne idealnie. Moim faworytem była pieczona dynia piżmowa z majonezem pietruszkowym, pyszny był też zestaw z kotletem selerowym w sezamowej panierce.






Dania wytrawne są naprawdę super, ale to desery ostatecznie zdobyły moje serce. Nie potrafię tam przyjść i nie zjeść czegoś słodkiego!
Bardzo dużo jest ciast witariańskich, bezcukrowych i bezglutenowych, każdy coś dla siebie znajdzie. W smaku są cudowne i spokojnie mogą konkurować z tymi, które Basia piecze dla W Gruncie Rzeczy.






Tarta malinowa. Reklamowana jako raw, ale nie jestem tej surowości ciasta do końca pewna. W składzie pianki malinowej ewidentnie był agar, a nie jestem pewna czy jest on dopuszczalny na diecie raw. Mimo wszystko spód na pewno był surowy, a ciasto było przepyszne i bardzo słodkie. Pianka intensywnie malinowa. Cudo.





Tofurnik bez cukru z galaretką. Bardzo delikatny, niezbyt słodki.






To już bardziej niegrzeczna przyjemność- ciasto kakaowe z owocami i bitą śmietaną. Chyba nie muszę pisać, że idealne?

W pamięć zapadł mi też boski sernik z kaszy jaglanej z musem malinowym, raw tarta limonkowa, najlepszy w świecie pudding z chia. Jest w czym wybierać!



Ale żeby nie było, że tylko słodzę...
Niestety, jest to lokal mało przyjazny studentom, dlatego też nie bywam tam tak często jak bym chciała. Najmniej za jedno danie zapłacimy 18-20 zł i raczej wątpliwe jest, że się tym najemy (przynajmniej jeśli się jest mną). Danie dnia potrafi kosztować 24-26zł, kawałek ciasta to 12 zł. Jeśli więc zdecydujemy się na dwudaniowy obiad zakończony deserem, to wyjdziemy z dużo lżejszym portfelem.
Miałam też tam kilka razy problemy ze znalezieniem miejsca siedzącego, ale na szczęście nie zdarzało mi się to zbyt często. Jest to dla mnie zrozumiałe, że ludzie lubią tam bywać i czasem może być trochę tłoczno.


Ostatecznie polecam, polecam i jeszcze raz polecam- bardzo dobrze tam karmią, obsługa przemiła, przyjemne wnętrze. Jeżeli planujecie odwiedzić stolicę, to obowiązkowo trzeba tam zawitać.


11 komentarzy:

  1. Warto dodać - genialna, przepyszna kawa! Piłam capuccino i polecam! Bardzo mocna i esencjonalna. Wypiłam o 17 i spokojnie balowałam do 4 nad ranem i nie zmróżyłam oka w nocnym :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Też ostatnio tam byłam i jestem zachwycona tym miejscem. ;) Fakt, bywa tłocznie, długo czekałam na miejsce do siedzenia, ale był weekend, ok. godziny 15 więc nic dziwnego. Właściwie wszystko czego spróbowałam mi bardzo posmakowało (chłodnik z awokado, koktajl, kofta i do tego genialne ziemniaczki, wspaniała surowa tarta ananasowa), tylko pakora była średnia. Zastanawiam się tylko co będzie się działo w sezonie zimowym, kiedy zabraknie tych kilka miejsc na zewnątrz, wtedy dopiero będzie tłoczno. Co do cen, to na pewno nie są na studencką kieszeń, ale w porównaniu do chociażby Veg Deli (porcje i ceny), to Vege Miasto wypada wg mnie znacznie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak dokładnie, miałam też o tym wspomnieć- na tle Veg Deli czy np. cen w dawnej Biosfeerze (dzisiejszy profil tej restauracji pomijam milczeniem) jeszcze nie jest tak tragicznie, ale zdecydowanie można tam pójść raz na miesiąc a nie raz na tydzień.

      Usuń
  3. Przy ostatniej wizycie w Warszawie wybrałam się m.in. do Vege Miasta (dwa razy), ale przyznam że się rozczarowałam nieco. Nie próbowałam wprawdzie żadnych dań obiadowych, bo karta opływająca w bezglutenowe pierogi i makarony mnie przeraziła lekko, a i też wolałam iść na niezdrowe żarcie do Loving Hut :D Jadłam za to ciasta, czekoladowe z kokosem super, ale wcześniej mój ulubiony czekoladowiec jakby teraz mniej smaczny - może akurat tak trafiłam. Najgorszy jednak był orzechowiec, obrzydliwie przesłodzony i w zasadzie składający się z samego budyniu, zupełnie inny niż ten który jadałam tam wcześniej. Ale co tam, ciasta mogą się czasem nie udać - wybaczam. Największe rozczarowanie to lody. 3 zł za kulkę zamrożonych kryształów lodu, które nie mają nic wspólnego z kremowymi lodami np. w Krowarzywy albo nawet domowymi na mleku kokosowym. Mam nadzieję tylko, że trafiłam na gorsze dni i na co dzień jest dużo smaczniej :D

    BTW. Veg Deli nadal jest wegańskie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale większość warszawskich wegan tam nie chadza. :)

      Usuń
  4. Fajna recenzja i fajnie, że oprócz ochów i achów pojawiły się też minusy. :) Generalnie jedzenie na mieście nie jest tanie, ale z drugiej strony dobrze chociaż, że w wielu miejscach idzie to w parze z jakością potraw.
    No i u mnie jestem odwrotnie, bo bycie studentką oznaczało dla mnie stały dopływ gotówki od rodziców i oszczędne życie zaczyna się teraz, gdy ruszam ze stażem. ;) Choć ceny wrocławskich knajp są jednak nieco niższe, więc może i ja sobie nieraz pofolguję ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobra recenzja ;) i propozycje wyglądają na bardzo kuszące ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się, że zmiana lokalu okazała się dużym plusem, podobnie jak świetne ciasta :).
    Wpadałabym częściej, gdyby przy obecnych cenach podwoili porcje, bo najeść się nie zawsze da.
    Miejsce póki co ciągle wypełnione, zwykle spotykam tam kilku znajomych.

    OdpowiedzUsuń
  7. Veg deli jest teraz wegetariańskie z opcją wegańską. A mi lody i ciasta, i budynie w Vege Mieście smakowały bardzo. Dań obiadowych nie jadłam, bo wszystko na oliwie, której nie mogę jeść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tego nie wiedziałam, ciekawe skąd u Veg Deli ta zmiana?

      Usuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!