wtorek, 14 października 2014

Joga i pole dance. Po co to robię?

19 komentarzy:
 
Tutaj jeszcze się z tym nie zdradzałam, ale czytelnicy lubiący mnie na facebooku mogli jakiś czas temu odnotować informację, że zaczęłam chodzić na pole dance. Prócz tego już wcześniej ze wzmożoną regularnością zaczęłam ćwiczyć jogę.
Oprócz tego włączam w swój plan treningowy bieganie i ćwiczenia z wykorzystaniem masy własnego ciała.

Niekiedy bywa ciężko. Nie zawsze uśmiecham się na myśl wstania o 6 po to, aby zdążyć poćwiczyć przed zajęciami. Czasem po całodniowym siedzeniu na uczelni (gdy nie miałam okazji się wcześniej wyspać) trening to ostatnie na co mam ochotę. Czasem mięśnie bolą tak, że odechciewa się wszystkiego. Po co się tak męczyć?







Jogę zaczęłam ćwiczyć w wieku licealnym. Najpierw traktowałam to jako odskocznię od codzienności, ćwiczyłam 1-2 razy w tygodniu z tą samą płytą, traktowałam to bardzo lekko i na luzie. Z czasem zaczęłam dostrzegać, że joga przynosi najprzyjemniejszy możliwy rodzaj zmęczenia- pracujesz i jednocześnie się odprężasz. Moje serce usadowiło się bardziej po stronie jogi niż uwielbianego wcześniej biegania.

Skoro ćwiczę teoretycznie od takiego czasu, to powinnam już sporo umieć, prawda? Niezupełnie. Brakowało mi systematyczności. Zbyt szybko się poddawałam, stwierdzałam że to nie dla mnie, dawałam się wciągnąć w wir innych zajęć i wymawiać się sama przed sobą że nie mam czasu. Potem na trochę do tego wracałam i znowu dawałam sobie spokój.

Dziś, mając za sobą ćwiczenia z co najmniej kilkoma płytami DVD i w szkole jogi, ćwiczę sama. Wciąż dopracowuję podstawowe asany. Zaawansowane wygięcia do tyłu? Balansowanie na przedramionach? Zapomnijcie.

W przypływie motywacji do pracy nad sobą zapisałam się na pole dance. Sama się sobie dziwiłam co mi odbiło, ale myśli o tańcu na rurze krążyły mi po głowie przez większość wakacji. Postanowiłam nie czekać zbyt długo i wraz z rozpoczęciem roku akademickiego zaczęłam uczęszczać na zajęcia. Ja, osoba nie potrafiąca zrobić ani jednej męskiej pompki. Ja, osoba, która ostatnio miała coś wspólnego z tańcem w wieku 8-10 lat.

Co mi się nagle stało? Czemu teraz miałabym wytrwać w regularnych treningach, skoro wcześniej mi się to nie udawało?


Źródło: Pinterest


Czasem trzeba po prostu do czegoś dojrzeć.
Dawniej traktowałam sport nieco inaczej- jako przepustkę do lepszego wyglądu, z czasem też do zdrowia. Dzisiaj lepszą figurę traktuję jako przyjemny efekt uboczny treningów. Zdrowie- jasne, jest mega ważne, ale przecież nie trzeba być sportowcem by cieszyć się sprawnością w sędziwym wieku. Przede wszystkim ćwiczę, aby robić rzeczy, o które nigdy przedtem bym siebie nie podejrzewała.
Odkąd pamiętam z zachwytem oglądałam akrobatyczne wyczyny ludzi trenujących gimnastykę czy parkour. Z czasem zaczęły mi imponować niesamowite figury joginów, pole dance to moja świeża fascynacja. To takie piękne! To jak mieć nadprzyrodzone zdolności, jakby grawitacja cię nie obowiązywała! Jednak nie byłam w stanie uwierzyć że ja- kartoflany dzieciak- mogłabym umieć robić takie rzeczy.
Hej hej, skąd takie myślenie? Nie dowiesz się, póki nie spróbujesz.

Warto, naprawdę warto dać sobie szansę. Pewnie, na razie jeszcze nie widzę spektakularnych efektów, ale zobaczę co będzie za kilka miesięcy, za rok, za pięć lat. Póki co cieszę się jak dziecko z każdego małego sukcesu i to mnie motywuje do działania. Gdy uda mi się wytrzymać parę sekund dłużej w pozycji kija i nie klapnąć zupełnie bez sił na podłogę. Gdy uda mi się wykonać na rurze trik, który wydawał się nie do ogarnięcia (choć może nie z taką gracją jak trenerka).


fot. Magda K.

To jest na razie najfajniej wyglądająca figura, jaką umiem wykonać. Nie wyobrażacie sobie z jaką niepewnością podchodziłam do tego pierwszy raz.

Dzisiaj rano wstałam z większą ilością energii niż zazwyczaj, aby poćwiczyć jogę przed zajęciami. Udało mi się stanąć na głowie. Pod ścianą, ale zawsze. Zrobiłam coś, co wydawało mi się nie do osiągnięcia. Podźwignęłam nogi do góry. Udało się.
Ułożyłam się w śavasanie do końcowego relaksu i... zaczęłam płakać ze szczęścia.

Czuję się ostatecznie kupiona przez to uczucie satysfakcji. Warto. ☺

19 komentarzy:

  1. Pięknie:) Mam bardzo podobne motywacje i też zdarza mi się płakać ze szczęścia jak coś się uda :D Trzymam kciuki za rurkę. Ja teraz zaczynam przygodę z jogą Iyengara. Chyba dojrzałam do tego, b mi się podoba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Iyengara ćwiczę od zawsze, ale marzę o ashtandze :) w domu wykorzystuję np. pasek od torby do laptopa żeby się rozciągać, ale chyba zacznę skupywać bardziej profesjonalne akcesoria :D
      Powodzenia!

      Usuń
  2. kiedyś wydawało mi się, że joga jest nudna. ale jakoś tak natknęłam się na ciekawy filmik na youtube i totalnie mnie wciągnęło. ćwiczę ją w ramach "rest days". czuję jak mięśnie się rozciągają, stresy odchodzą. no i asany zaczynają być coraz bardziej konkretne ;)

    co do pole dance to bardzo mnie kusi, by spróbować, ale trochę jednak martwi mnie to, że mam bardzo słabe mięśnie rąk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam słabe ręce, to są dwa flaczki, serio ;) Nie ma co zwlekać, na rurce je wzmocnisz, dodatkowo będzie motywacja żeby ćwiczyć je ponad to i robić szybsze postępy

      Usuń
  3. powiem tyle motywujesz ja bardzo chce się zabrać za jogę, pole dance wydaję się super :) ! Nie tylko ty wtajesz przed szkola by pocwiczyc :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. 269- to od akcji 269 for life, taki był numer uratowanego z farmy przemysłowej cielęcia. Jest symbolem zwierzęcia jako czującej jednostki, a nie zdehumanizowanego towaru definiowanego jedynie przez numerek.

      Usuń
  5. Wstyd - w śavasanie jest wskazane tylko spokojne oddychanie i leżenie, a nie płakanie - wstyd xD
    Kiedyś, sto lat temu, nawet ćwiczyłem jogę... Samodzielnie, w domu, i coś tam mi wychodziło (bardziej nie xd). Ja akurat jestem rozciągnięty dość, co zazwyczaj budziło zdziwienie na w-f'ie. Może wrócę do jogi, nawet się nad tym ostatnio zastanawiałem ;)
    Hmm, tak z ciekawości, trudno się utrzymać na takiej rurze?

    OdpowiedzUsuń
  6. Rurka- wow!
    Zaczarowała mnie jak kiedyś błąkając się po jutubie natknełam sie na Anastasie Sokolovą, chciałabym tak wywijać :)


    Ja do ruchu sie zmuszam- bo ruch to mój psychoterapeuta... Pływam 3 razy w tygodniu, i włączam bieganie, Nie chce się, wydaje się, ze czasu nie ma, ale gdy tego dłuży czas nie ma to świruję

    Powodzenia w treningach kikimorciu, jesteś super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie czasem się nie chce, a jak już zaczniesz to jest cudownie i wiesz, że żałowałabyś gdybyś tego nie zrobiła :)
      Dzięki ^_^

      Usuń
    2. O, właśnie to jest moja motywacja - nie chce mi się, ale potem sobie myślę, jak się będę czuła, nie ćwicząc... I ćwiczę :)

      Usuń
  7. Aby praktykować ashtange możesz zacząć od źródła polecam film Primary Series Ashtanga with Sri K. Pattabhi Jois na YT, zauważ ze nie używają oni żadnych pasków,klocków, a to dlatego,iż nasze ciało jest powinno być limitem w praktyce.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pole Dance - rewelacja! Sama chciałabym się pouczyć, choć póki co jednak zostałam przy karnecie na siłce. Czekam na kolejne zdjęcia z osiągów w zabawach z rurą ;)
    A na jodze i tak gratuluję wytrwałości, że chociaż sama się spinasz i praktykujesz, mi jakoś nie poszło ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. zbieram na matę :) muszę się wziąć poważnie za jogę

    OdpowiedzUsuń
  10. niemożliwe. weszłam tu i co?
    tatuaż '269' jest jednym z tych, które planuję zrobić, a dziś idę na pierwsze zajęcia pole!
    z jogą przygodę też miałam, chodziłam do szkoły Adama Bielewicza i bardzo żałuję, że przestałam. teraz moje ciało jest (wcale nie przesadzam) w kondycji osiemdziesięcio-letniej staruszki. trochę obawiałam się, że za wcześnie na rurkę, że nie mam czego tam szukać, ale w sumie to- czemu nie? lepiej zaczynać od skoku na głęboką wodę, nie bawić się w podchody.
    poza tym, po długim czasie dojrzewania, w końcu na moim talerzu nie ma już serów. aż dziwnie się czułam czutając dzisiejszy post, a w sumie to odwiedzam Cię regularnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. och, i od razu Cię zapytam- nasz godny polecenia wegański salon tatuażu w Warszawie? i z rozsądnymi cenami, jeśli to możliwe do połączenia. do tej pory tatuowałam się poza Warszawą, więc robię rozeznanie tutaj :)

      Usuń
    2. Polecm Art Force Tattoo- używają wegańskich tuszy (jeden z tatuatorów podobno jest weganinem) i mają naprawdę super artystów w zespole specjalizujących się w różnych stylach. Znany z wegańskości jest też salon Sauron Tattoo, ale tu już mniej podchodzą mi ich tatuaże z galerii. Nie spodziewaj się tanich tatuaży w Warszawie generalnie. ;) Ja jestem zdania że lepiej zainwestować więcej i mieć gwarancję wegańskości oraz wysokiej jakości zrobionego tatuażu.

      Usuń
    3. dziękuję bardzo! będę badać sprawę.
      ja w sumie artystom nie dam pola do popisu i styl studia raczej mi nie musi odpowiadać, bo tatuuję się prosto i dość określenie.
      a na tanie tatuaże nie liczę, ale trochę jest też tak, że studia windują ceny 'no bo Warszawa'. dlatego też pytam, żeby nie pójść do przypadkowego z przypadkowymi opiniami z przeczytanymi na forach :)

      Usuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!