poniedziałek, 27 października 2014

Laflaf

3 komentarze:
 
W centrum otwiera się ostatnio sporo wegańskich fast foodów. Działa już kolejna wegańska burgerownia Best Seler, za chwilę otwiera się też Vegan Pizza i Jamniczek z wegańskimi hot dogami. Ja mimo fali nowości przypomnę o miejscu działającym już od jakiegoś czasu na Marszałkowskiej 68/70, czyli o Laflaf.

Jest to kolejne miejsce na mapie Warszawy słynące z hummusu i falafeli. Pisałam już o Mezze, które przypadło mi do gustu, jednak Laflaf w moim osobistym rankingu ten lokal przegonił. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że Laflaf jest w 100% wegański, a wybór potraw znacznie większy.






Zacznijmy od tego, co najważniejsze, czyli od hummusu i falafeli.
Hummus- konsystencja super, czuć w nim odpowiednią ilość czosnku i tahini, ale niestety jest dużo za słony. Tutaj wygrywa jednak Mezze.
Za to falafele są cudowne! Świeże, ciepłe, chrupiące na zewnątrz, chociaż mogłyby być doprawione nieco mocniej. Nie mówię oczywiście o soli, ale zdecydowanie za mało tam kuminu i kolendry.






Prawdziwym bohaterem jest pita. Najlepsza jaką jadłam w życiu- mięciutka, świeża, jakby upieczona dosłownie przed chwilą. Dodatkowo jest opcja razowa, trzeba tylko o nią poprosić przy zamówieniu.
Za taki zestaw hummus + falafel zapłacicie 18 zł. Możecie też wziąć tańszą opcję, czyli nieco mniej tego wszystkiego zapakowane do pity- wtedy przyjemność wyniesie was 13 zł.






Codziennie można tam zjeść inną zupę dnia. Za 8 zł otrzymamy całkiem sporą michę. Tutaj krem dyniowo-imbirowy, wyrazisty i gęsty. Jeszcze lepsza jest moim zdaniem zupa soczewicowa, która jest na stałe w ofercie, ale niestety nie załapała się na zdjęcie.






Szakszuka podana z pitą, 17 zł. W oryginale jest to pasta pomidorowo-paprykowa z wbitym jajkiem, tutaj zastąpionym tofu. Moim zdaniem to zastępstwo jest strzałem w dziesiątkę. Pasta pyszna, ale dużo za tłusta! Nie rozumiem po co pływa tam tyle oleju.






W Laflaf dostaniemy też pierwszorzędną kawę- np. takie migdałowe latte za 12 zł. Może cena jest trochę wysoka, ale ilość i jakość jest tego warta.


Jadłam tam jeszcze sporo rzeczy, które nie załapały się na zdjęcie.
-Sabich- hummus z dodatkiem smażonego tofu i bakłażana. Moim zdaniem kompletnie nietrafione, mdłe połączenie. W oryginale do tego dania dodaje się jajka na twardo, ja jednak pokombinowałabym tutaj z wegańskim jogurtem naturalnym. Może odbiegło by to mocno od pierwowzoru, ale na smaku by zyskało.
-Kotlet uczta- wybrałam kiedyś opcję soczewicą. Niestety ponownie się zawiodłam. Ta opcja posmakuje tym, którzy lubią nasiąknięte olejem placki ziemniaczane lub cukiniowe, komuś kto chce zjeść kotleta- niekoniecznie.
-Ciasta- czekoladowe jest przeciętne, trochę zbyt wyperfumowane aromatem waniliowym, ale to z tahini... AMBROZJA. Naprawdę, warto kupić chociaż raz!


Reasumując...
-większość potraw jest naprawdę wartych polecenia
-duże porcje
-ceny przyzwoite
-miły lokal w dogodnej lokalizacji
-duży wybór
-wszystko wegańskie!

Polecam, chodźcie tam, bo warto.




3 komentarze:

  1. następnym razem, gdy wybiorę się do Warszawy koniecznie tam wstąpię! z tego co widzę i czytam przepysznie podają! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. moje ulubione miejsce od niedawna <3

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!