środa, 5 listopada 2014

Dzienniczek sportowy i inspiracji ciąg dalszy

11 komentarzy:
 
Gdy znajdziesz sport, który kochasz i postawisz sobie jasno cele, problemów z motywacją jest znacznie mniej. Nie znaczy to jednak, że całkiem znikną. Wiem coś o tym. Jestem osobą nadambitną, niecierpliwą, łatwo frustrującą się, gdy coś nie wychodzi. Stąd moje nieregularności w aktywności fizycznej.

Teraz mogę śmiało powiedzieć, że nigdy nie byłam tak zdeterminowana jak teraz. Owszem, czasem jest ciężko, niekiedy brakuje sił, a jakaś jogowa figura dalej nie wychodzi. Co mi pomaga? Pisanie o tym.








Kupiłam sobie całkiem niedawno notes. Zwykły, mały, najtańszy w uczelnianej księgarni. Służy mi jako dzienniczek sportowy. Po każdym treningu zapisuję co mniej więcej robiłam, jak się czułam, gdzie był postęp a co mi nie wyszło, co jest do poprawki. Na koniec tygodnia robię małe podsumowanie.

Pomaga to monitorować postępy. Pamiętasz, na co zwrócić większą uwagę. A gdy najdą cię chwile zwątpienia, możesz przeczytać co ci się ostatnio udało- przypomnij sobie, jak się wtedy cudownie czułeś/czułaś. I od razu energia wraca!

Kiedy najdzie cię leń, pomyśl sobie, jak głupio będzie wyglądała data z krótką notką "nic dziś nie zrobiłem/zrobiłam". Oczywiście, czasem przydaje się rest day, gdy mięśnie są obolałe. Przetrenowanie nie jest niczym korzystnym, ale nie o takim przypadku teraz mowa. ☺

Nie twierdzę, że każdy musi to robić, ale warto.






Co jeszcze pomaga? Inspirujący ludzie.
Dość dawno pisałam o kilku inspirujących sportowo postaciach (tutaj). Pora na ciąg dalszy.

1. Agata z Poczuj się lepiej
(obrazek podlinkowany do źródła)


Agata jest joginką, ćwiczy pole dance, wplata w to wszystko trening z masą własnego ciała i ostatnio biega. Jestem pod ogromnym wrażeniem jej motywacji, pozytywnego nastawienia i umiejętności. Niedługo ruszają jej zajęcia z jogi w Warszawie- kliknij tutaj po więcej informacji. Agata siłę czerpie oczywiście z roślin. ☺

2. Emil z Vegan Workout 
(źródło zdjęcia: http://veganworkout.org.pl/trenuj-z-vegan-workout/)


Strony Vegan Workout ciężko nie znać, jeśli jest się choć trochę zainteresowanym tematem roślinnego jedzenia i sportu. Emil ćwiczy z kettlami, trenuje capoeirę w sekcji FICAG. Jest instruktorem Strong Fist, ma też za sobą szkolenia z metodyki treningu na kółkach gimnastycznych. W ramach działalności Vegan Workout organizuje szkolenia i wykłady. Jedzie na roślinach, jakżeby inaczej. Ze strony wyciągnęłam mnóstwo przydatnej wiedzy.
Chcesz z nim trenować? Kliknij tutaj.

3. Kuba z Plant Punch
(źródło zdjęcia: http://www.plant-punch.pl/klasyczna-pompka/)


Jego blog to dla mnie stosunkowo świeże odkrycie. Facet jednocześnie studiuje, uprawia sporty walki, biega i ćwiczy siłowo np. kalistenikę czy crossfit. Jest certyfikowanym instruktorem rekreacji ruchowej i samoobrony, dodatkowo robi kurs na trenera personalnego. Na jego blogu znajdziecie mnóstwo przepisów na roślinne jedzenie dla aktywnych oraz rady sportowe i dietetyczne.

(źródło zdjęcia: 
http://www.ofeminin.pl/odchudzanie/
dlaczego-nie-warto-robic-brzuszkow-aby-miec-plaski-brzuch-s1079477.html)



Daria prowadzi stronę na facebooku o weganizmie w sporcie. Dźwiga ciężary i biega. Jest dietetyczką, fizjoterapeutką i trenerką. All in one. ☺
Jej posty są motywujące, można się z nich też sporo dowiedzieć na temat wegańskiego odżywiania oraz ćwiczeń. Kiedy jeszcze chodziłam na siłownię, chętnie wykorzystywałam jej tipy.


Cykl inspirujących sportowo postaci na pewno będę jeszcze kontynuować.
A kto inspiruje Was? Jakimi sposobami utrzymujecie swoją motywację?

11 komentarzy:

  1. Bardzo dobry pomysł z dzienniczkiem :) Widzę, że czerpiemy wiadomości i motywację z tych samych stron :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie zawsze motywuje Scott Jurek! A co do dzienniczka, to od listopada wzięłam się za siebie i prowadzę sportowo-żywieniowy, żeby monitorować co jadłam i eliminować błędy. Na dłuższą metę to uciążliwie, ale jako miesięczny eksperyment pociągnę. No i co najważniejsze, pomaga! Wczoraj dosłownie było mi wstyd kiedy po sycącym posiłku musiałam wpisać sobie jako "deser" ogromną bułę z dżemem : D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tych postaci jest o wiele więcej, niż mogłabym opisać w jednym poście :)

      Też kiedyś zapisywałam to co jem, ale obecnie utrzymywanie zdrowej diety nie jest już takim problemem. Czasami kontrolnie wpisuję sobie co jem w cronometer, żeby sprawdzić czy wszystko jest w miarę ok. Jeżeli podjadanie bułek z dżemem jest problemem, to polecam też robić zdjęcia tego co się zjadło w ciągu dnia. Wtedy widzisz naocznie ile tego wychodzi :)

      Usuń
  3. Dzięki, że umieściłaś mnie w tak zacnym gronie <3 Nie zliczę ile razy próbowałam założyć taki dziennik, ale jeszcze nigdy nie wytrzymałam w prowadzeniu go dłużej niż 2 dni ;) A na pewno daje fajny ogląd.

    OdpowiedzUsuń
  4. A mnie oni demotywują, unikam raczej. Czasami zaglądnę, przejrzę, westchnę i wyłączam.

    Sprawność, koordynacja to zawsze była moja słaba strona, ja nie mam w sobie zacięcia- gdy patrzę na sprawnych ludzi dopada mnie syndrom "Przecież i tak nie dam rady" ... i mi sie odechciewa całkiem.- raz byłam na siłowni, raz na strechingu. Wszędzie po razie.
    Ciało mam słabe, najsłabsze ręce - wzięlam się za to (10 machnięć hantlem 2 kg i drżą mi ręce), mam zamiar do wiosny doprowadzić ręce do jako takiego stanu, wiec nie mogę oglądać motywujących wpisów bo mi to zbrzydnie i rzucę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro to na ciebie źle działa, to pewnie, lepiej się odciąć. Ja akurat patrzę na to nieco inaczej, staram się mierzyć siebie własną miarą. Ci ludzie przecież też musieli włożyć w to, co potrafią, niemało pracy. :) Facetom akurat łatwiej jest rozwinąć siłę, szybciej dostają mocnych łap, ale kobietom jest z tym ciężko. U mnie ramiona też są najsłabsze, cienki bolek ze mnie.

      Usuń
  5. Oj "nadambitność" znam zbyt dobrze.. Bywa zaletą ale czasem potrafi nieźle poutrudniać życie ;/

    Ale z tym notesem to dobry pomysł, może też wypróbuję.. Chociaż mi pisanie takich rzeczy się niestety zawsze dość szybko nudziło ;/

    OdpowiedzUsuń
  6. też praktykowałam prowadzenie dzienniczka :) niestety ostatnio już nic na mnie nie działa :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie lepiej, może potrzeba ci właściwego momentu, jakiegoś bodźca :)

      Usuń
  7. Odręczne prowadzenie dziennika wydaje mi się dosyć ambitne przy dzisiejszym prowadzeniu wszelkich zapisków na komputerze czy innym sprzęcie ;)
    Ja Ci przyznam, że zainspirowana Twoimi treningami jogi z Endomondo, w końcu załapałam się na zajęcia (zwane "Power Joga"), które były u mnie na siłowni. Ojejej! Chyba jednak wolę pozostać przy bieżni i treningu siłowym n__n
    A tak w kontekście jogi i pole dance - dużo Ci brakuje do zrobienia szpagatu? Może go już dawno umiesz albo ćwiczysz, żeby kiedyś wykonać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam Cię zainspirować :D A co konkretnie ci się nie podobało? Dużo zależy od zajęć, może trafiłaś na kiepskie :)
      Nie umiem jeszcze szpagatu. W zasadzie ćwiczę pod kątem tej pozycji od około miesiąca, na rurce poznałam fajne ćwiczenia przygotowawcze. Jeszcze sporo mi brakuje, ale jest progres :)

      Usuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!