sobota, 28 marca 2015

Długo kazałam Wam czekać na to ciasto, wiem. Biję się w pierś.
Jest to wariacja na temat słynnego już chyba jaglanego brownie słodzonego daktylami.

Tutaj dodatkowym słodzidłem i spoiwem jest puree z pieczonych batatów. Ten dodatek mniej się przebija w smaku niż banany, co może być dobrą opcją dla tych, którzy wolą bardziej neutralną słodycz.
Tym razem nie użyłam też oleju, ale brownie nie należy do mało tłustych. Nie mogłam się oprzeć, aby nie dodać słusznej ilości masła orzechowego do masy.
Do tego gorzka czekolada i czekoladowo-orzechowa polewa. Na bogato...

To idealne rozwiązanie dla tych, którzy chcą się zdrowo odżywiać, ale... są łasuchami. W tym cieście są same zdrowe rzeczy- gorzka czekolada, orzechy, kasza jaglana, suszone owoce. Przy tym jest słodkie, tłuste i kaloryczne, jak na brownie przystało. Jeden kawałek syci porządnie i dodaje energii.

Z mojej strony mogę dodać tyle, że to najlepsze ciasto, jakie ostatnio miałam przyjemność jeść. Jeżeli smakowało Wam moje poprzednie brownie, to w przypadku tego również się nie zawiedziecie.





sobota, 21 marca 2015

Ostatnio na fanpage'u Vegan Workout odbył się konkurs- trzeba było wrzucić swoje zdjęcie w ich koszulce, a do wygrania było białko z grochu marki The Protein Works. Szczęście mi sprzyjało! Kilogram białeczka powędrował do mnie (za co jeszcze raz ogromnie dziękuję!). Nie mogłam więc nie skorzystać z okazji, aby podzielić się wrażeniami.



sobota, 14 marca 2015

Pierwszy raz spróbowałam słodkich ziemniaków na początku swoich studiów. Pamiętam, że przy tych kilku okazjach kręciłam z nich właściwie tylko zupy kremy. Smak mnie zachwycił, ale zapomniałam o nich później na jakiś czas- cena niestety odstraszała.

 Teraz zakochałam się w nich na nowo. Można je kupić taniej i łatwiej dzięki temu, że wprowadził je do oferty popularny dyskont z owadem w logo i nazwie!
Spodziewajcie się więc trochę więcej przepisów z tym przepysznym warzywem w roli głównej w najbliższym czasie.

Na pierwszy ogień pójdzie zupa- sentymentalnie.





czwartek, 12 marca 2015

Już dość dawno natknęłam się na tego typu przepis u Mad Tea Party. Trochę pozmieniałam ze względu na zawartość lodówki i własne upodobania. Efekt mnie dosłownie zachwycił. I to przy tak małym nakładzie pracy! Dziwne, że dopiero teraz zdecydowałam się na to, żeby podać pomysł dalej.

Tak naprawdę możecie użyć dowolnego ulubionego makaronu czy zielonych warzyw. Z ziołami też można kombinować. Nie polecam jednak rezygnować z jogurtu sojowego, płatków drożdżowych i czosnku- to one przede wszystkim podkręcają tu smak.

Zapewniam, że zakochacie się w tym przepisie. Jest prosty, a przygotowanie dania trwa tyle, ile gotowanie makaronu i warzyw. W 10-15 minut otrzymacie kremowe, makaronowe cudo. Eh, węglowodany. ♥






poniedziałek, 9 marca 2015

Jogę ćwiczę mniej lub bardziej regularnie od czasów licealnych.
Być może przez tę wątpliwą regularność dopiero teraz zaczęłam robić jakieś postępy. 

Pole dance sprawił, że większą wagę przykładam do asan. Traktuję oczywiście jogę jako autonomiczny, cudowny sport, ale nie ukrywam, że liczę na pozytywny wpływ praktyki na moje rurkowanie. ☺






Nie praktykuję żadnego konkretnego stylu. Sama dobieram sobie sekwencje asan. Opieram się na płytach DVD, z którymi miałam okazję ćwiczyć, doświadczeniach ze szkoły jogi oraz filmikach i artykułach z internetu.

Z góry przepraszam za "profesjonalne" kadry i mało fotogeniczne tło w postaci zagraconego studenckiego pokoju.

Ale do rzeczy- co udało mi się zrobić?

piątek, 6 marca 2015

Długo nie mogłam się polubić z jarmużem na surowo. Pakowałam go tylko do smoothies, żeby nie musieć gryźć jego twardych włókien. Stosunkowo niedawno rozsmakowałam się w sałatkach z jego udziałem.

Przede wszystkim warto wybierać młody jarmuż, który ma mocno poskręcane listki i cienkie żyłki. Jeżeli takiego nie znajdziecie, wystarczy uważnie obierać liście z twardych nerwów i porwać lub posiekać je na malutkie kawałki.

Jarmuż lubi się z przeróżnymi owocami, od jabłka, przez mango, aż po cytrusy. Ważny jest też sos, który wszystko sklei. Postawiłam na awokado- sos na jego bazie jest kremowy i kleisty, nie trzeba dodawać oleju czy oliwy.

Łączą się tutaj smaki ostry, słony, słodki i kwaśny. Zdecydowanie nie jest to jedna z tych sałatek, którym można zarzucić mdły smak.





poniedziałek, 2 marca 2015

Brak czasu mnie dobija, mimo to staram się przynajmniej raz w tygodniu znaleźć czas na leniwe śniadanie. Jest mi to potrzebne dla zachowania równowagi psychicznej.

Cóż mogę napisać o tej porannej zapiekance? Jest pyszna, odżywcza, ma w sobie mnóstwo dobrych rzeczy. 
Może na zdjęciu nie wygląda szczególnie estetycznie, ale cóż- nie miałam dobrego naczynia do zapieczenia takiej ilości składników.

Nie przejmujcie się tym, jak wygląda, po prostu sobie ją zróbcie. To dobry sposób, aby odświeżyć sobie trochę smak komosy. Wcześniej na okrągło jadłam ją w sałatkach, ale na słodko też daje radę!