piątek, 22 maja 2015

Jedyny słuszny weganizm. Moda na high carb, fat shaming i inne dywagacje.

18 komentarzy:
 
Jedyny słuszny weganizm. Idealny dla schudnięcia. Idealny dla zdrowia. Uniwersalny, dla wszystkich.
Czy coś takiego w ogóle istnieje? Moim zdaniem nie.







Ostatnimi czasy zaczęłam zgłębiać wegańskie zakamarki serwisu YouTube. Dotarło do mnie, jak modna stała się dieta Raw Till 4, jak wiele dziewczyn kręci materiały o pochłanianiu ogromnych ilości owoców i o tym, jak świetnie się czują. Wysoko węglowodanowy weganizm zdecydowanie ma obecnie swoje 5 minut sławy, nawet jeżeli nie zajmuje pierwszego miejsca wśród najchętniej stosowanych diet odchudzających/poprawiających stan zdrowia w ogóle.


Nie zrozumcie mnie źle, nie demonizuję tej diety. Jeżeli ją stosujesz i czujesz się rzeczywiście lepiej, podoba ci się spożywanie dużych ilości kalorii z owoców, masz mnóstwo energii, trzymasz zdrową wagę- super, fajnie, że znalazłaś/znalazłeś dietę, która okazała się być dla ciebie optymalna.

A co z ludźmi, którzy czują się na takiej diecie źle? Wypadają im włosy, łamią się paznokcie, psuje się cera? Mają problemy z cyklem miesiączkowym? Wyniki badań lecą na łeb na szyję?

…przybierają na wadze?

Napotykam często komentarze w stylu: „Zatem musisz robić coś źle, nie wiem, pewnie jesz pizzę po kątach, tylko nie chcesz się przyznać”. Oczywiście, jest taka możliwość, ale podejrzewam, że skrycie jedzące pizzę dziewczę doskonale wiedziałoby, że ona może być powodem tycia i nie prosiłoby o pomoc w Internecie zatajając ten fakt. Może ta dieta po prostu nie jest dla niej dobra?

Ogólnie znanym jest pewien fakt: ludzie są różni. Nie mamy identycznie funkcjonujących organizmów.

Podam swój przykład. Kiedyś odchudzałam się bardzo restrykcyjnie. Jako głównego „winowajcę” w swojej diecie postrzegałam tłuszcz i dążyłam do całkowitej eliminacji tegoż. Efektem była waga niebezpiecznie bliska dolnej granicy normy i problemy natury ginekologicznej. Powrót do całkowitego zdrowia zajął mi 4 lata i nie było to wcale pewne, czy walka zakończy się sukcesem. Wnioski? Drastyczne obcinanie tłuszczu w diecie nie wpływa na mnie dobrze.

Dieta wysokotłuszczowa też się u mnie nie sprawdziła. Najgorzej się czuję po daniach z wysoką zawartością przetworzonego tłuszczu- olej, margaryna, zwłaszcza po obróbce termicznej. Wtedy bezpośrednio po posiłku czuję się po prostu zbyt ociężała i ospała. Zdecydowanie lepiej przyjmuję pestki, orzechy i awokado. Jednak nawet jeżeli jem tylko tego typu źródła tłuszczów, nie mogę z nimi przesadzić- obserwuję wtedy narastające problemy z trądzikiem.

Staram się więc trzymać tłuszcze na poziomie ok 20% dziennego spożycia kalorii i tak jest mi najlepiej.

Inny przykład to białko. Czuję się lepiej, jak jest go trochę więcej, niż 10% w całym zapotrzebowaniu kalorycznym. Nie chodzi tu o białkową obsesję związaną z moją aktywnością fizyczną (która wcale nie jest jakaś ponadprzeciętna), ale raczej o poczucie sytości. Uwielbiam wypić wielkie, zielone smoothie z rana, ale szybko robię się po nim głodna. Już niewielki dodatek np. protein konopnych sprawia, że takie smoothie trzyma mnie spokojnie 3-4 godziny.

To, że ja czuję się lepiej spożywając nieco więcej tłuszczu i białka, niż przy proporcjach 80/10/10 nie znaczy oczywiście, że ty też będziesz.

Jest mnóstwo osób, które twierdzą, że czują się świetnie na wysoko węglowodanowym weganizmie/surowym weganizmie/Raw Till 4. Kim jestem, aby to kwestionować?

Weźmy np. taką Shojin. Dziewczyna żywi się tylko surowymi owocami, warzywami i kiełkami. Suplementuje też B12. Z tego, co czytałam, w jej diecie nie pojawiają się żadne pestki, orzechy czy awokado. Dla wielu z nas zapewne jest to dość ekstremalne, ktoś mógłby też zwrócić uwagę na to, że dziewczę jest szczuplutkie, ale sama zainteresowana z powodzeniem uprawia różne rodzaje aktywności ruchowej, wyniki badań ma w normie (kiedyś chwaliła się nimi na łamach bloga), nawet miałam przyjemność widzieć ją kilka razy na żywo i zamienić parę zdań- nie zrobiła na mnie wrażenia "niedożywionego zombie", wręcz przeciwnie.

Inne przykłady to np. parę polskich youtuberek- Mayathebee, Nat Stan czy też VegMarti.
Ta pierwsza dość długo była na Raw Till 4 i straciła całkiem sporo na wadze. Obecnie je po prostu wegańsko, przeważają u niej węglowodany. Jeździ regularnie na rowerze i ćwiczy siłowo. Widać po niej, że promienieje i ma mnóstwo energii, jest bardzo rozsądna w swoich wypowiedziach i podkreślała wielokrotnie, że RT4 nie każdemu musi służyć. Mimo wszystko wciąż zdarzają się ludzie, którzy wytkną jej np. brak kaloryfera na brzuchu, jakby przez jego nieobecność wszystko, co przekazuje, miało być już nieważne.

Właśnie, to kolejny problem- czy naprawdę to, jak wyglądamy jest najważniejsze? Jeżeli dziewczyna nie ma widocznych mięśni, zredukowanego procentu tkanki tłuszczowej do minimum, to już nie ma prawa czuć się „fit”? Serio?

Często nie da się ocenić po wyglądzie osoby, czy jej ciało jest rzeczywiście sprawne. Mięśnie mogą nie być tak bardzo widoczne, gdy np. procent tkanki tłuszczowej jest nieco wyższy. Dobrym przykładem jest tutaj Swayze Foster, czyli Unnatural Vegan. Dziewczyna wygląda… normalnie. Ma tendencję do gromadzenia się tkanki tłuszczowej w okolicach brzucha. Nie przeszkadza jej to jednak w cieszeniu się ćwiczeniami siłowymi i dobrym zdrowiem. Zbaczając nieco z tematu, bardzo polecam jej kanał na YouTube o tematyce głównie wegańsko-żywnościowej, filmiki są rzeczowe i oparte o solidne źródła.


Swayze o swoim ciele i zjawisku fat shamingu



U mnie jest podobnie- najsilniejsze mam nogi, ale nie widać tego po mnie za bardzo, ponieważ jest to moja najbardziej otłuszczona partia ciała. Dla kontrastu mam ramiona, które bardzo szybko po zwiększeniu dawki ruchu stały się bardziej umięśnione, ale w dalszym ciągu nie pozwalają mi zrobić więcej niż kilka klasycznych pompek albo podciągnąć się na drążku więcej niż raz. Dlaczego? Bo jestem tak zbudowana, że od pasa w górę jestem dość szczupła i tkanka tłuszczowa raczej tam nie gości (tak, cycków też nie mam).

Ludzie mają różną budowę i naprawdę nie musimy wszyscy dążyć do totalnego odtłuszczenia *tu wstaw jakąś część ciała*.

Nie śledzę słynnej Freelee the Banana Girl (twórczyni modnego RT4), ale niedawno wpadłam na jej filmik dissujący Cassey Ho z Blogilates (kanał fitnessowy na YouTube) i jej brak płaskiego brzucha- to mnie pchnęło do zapoznania się z jej innymi wypowiedziami. Cassey bardzo często dostawała komentarze odnośnie swojej figury, która miała ją dyskredytować jako trenerkę. Poniżej jej odpowiedź w formie filmiku.





Spotkałam się z opiniami, że Freelee zrobiła bardzo wiele dla promocji weganizmu. Być może wiele dziewczyn dzięki niej rzeczywiście pierwszy raz się z weganizmem zetknęło szukając sposobu na schudnięcie i zostało przy nim na dłużej ze względu na zwierzęta. Moim zdaniem zachowanie Freelee jednak bardziej weganizmowi szkodzi, niż pomaga. Myślę, że zrozumiecie o co mi chodzi, jeśli obejrzycie poniższe filmiki.


"Dlaczego jestem od ciebie lepsza?"


Nie-weganie nie zasługują na życie?



Puenta? Nie dajmy się zwariować. Róbmy to, co uważamy za słuszne i dobre. To, co przyczyni się do naszego szczęścia i dobrego samopoczucia. Dla jednej osoby może to być szejk z kilograma bananów i morderczy trening absów, dla innej czekolada z masłem orzechowym i spacer po parku. 





18 komentarzy:

  1. Super!idealnie to ujełaś, każdy jest inny i każdy musi znaleźć swój sposób a nie wzorowac się na kims....

    OdpowiedzUsuń
  2. ale z drugiej strony... to, że komuś nie służy high carb nie oznacza, że ta dieta jest zła ;)
    ja inspiruję się głównie McDougallem, ostatnio czytam Fuhrmana i jestem świeżo po obejrzeniu "PlanEat", to wszystko motywuje i inspiruje do coraz lepszej i zdrowszej diety, ale nie oszukujmy się, solone czipsy też czasem wpadną ;)

    to co mnie najbardziej boli ostatnio to to, że rawtill4 została rozreklamowane jako dieta odchudzająca, przyciąga dziewczyny, ale niestety nie wszystkie schudną a to może skutecznie zniechęcić je do weganizmu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również uważam, że ta dieta nie jest zła. Owszem, jem trochę więcej białka i tłuszczu, ale to węglowodany są tymi makroskładnikami, których w zasadzie nie ograniczam.
      I owszem, to bolesne, kiedy dziewczyna przechodzi na takie RT4, po czym po dwóch tygodniach stwierdza, że źle jej na tej diecie i że weganizm jest niezdrowy... Albo tyje i wtedy jest "weganizm tuczy, bo trzeba jeść tyle owoców". Eh.

      Usuń
  3. Z tematyki wegańskiej na yt oglądam tylko Maję, Sebastania, czasem Nat Stan i Emily z BiteSizeVegan (uwielbiam ten kanał <3). Freelee oglądać nie mam nawet zamiaru, wystarczyły mi tylko 2-3 filmiki, bo nie uważam, że pokazywanie się nader często w majtkach ledwo zasłaniających miejsca intymne miałoby być rozsądne czy merytorycznie zasadne. Ale jednak wypromowała weganizm, a dokładniej dietę wegańską. To akurat jest dobre, bo wiele osób wykluczyło dzięki temu produkty odzwierzęce z diety. Ale nie przeczę, że w tym co przekazuje na filmach ta sfera weganizmu jest mocno ograniczona.
    Chyba głównym takim "punktem zapalnym" tego całego RT4 był punkt pod tytułem "nieograniczone kalorie" (nie wiem, jak teraz, nie interesuję się tą dietą). Może to spowodowało, że wszyscy, którzy postanowili spróbować (czyli tak naprawdę większość z zaburzeniami odżywiania lub po nich), po prostu rzucili się na wszelkie jedzenie jedząc nawet niekiedy 30-40 bananów dziennie. A dostarczanie sobie dużych ilości kalorii ponad zapotrzebowanie ani nie jest dobre dla sylwetki, ani nawet zdrowe. No i często kompletnie zapominają o warzywach, ale to już inny temat.
    Kiedyś w moim jadłospisie pewnie też było na oko około 20% tłuszczów, ale świetnie czuję się też przy trochę niższym procencie. Ale to wcale nie znaczy, że każdy będzie czuć się tak zajefajnie. Mimo wszystko trzeba też umieć odróżnić dietę niskotłuszczową od beztłuszczowej, bo pewna ilość tłuszczu jest jednak przydatna i potrzebna dla organizmu, więc nie powinno się go ograniczać do zera bezwzględnego ;)
    Wygląd powinien być wynikiem naszego stylu życia, a nie dążeniem samym w sobie. Jak coś ma być już takim dążeniem, to lepiej żeby to było zdrowie :-]

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobry wpis, uwielbiam Swayze tak poza tym ;-) i Tarah z 40below Fruity, świetny kanał - polecam. I masz rację, nie ma idealnej diety dla każdego .Jedyne co mnie przeraża to szał na diety wysokobiałkowe, które po prostu mega szkodzą, zarówno w wydaniu mięsożernym jak i wegańskim. Niska waga i super figura to nie wszystko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, to jest niepokojące. Sama za czasów mojego odchudzania (i jeszcze długo potem) pilnowałam, żeby nie zjeść więcej niż 2 owoce dziennie, bo owoce to cukier i tuczą. Zajadałam się za to odtłuszczonymi jogurtami, twarożkami itp.

      Usuń
    2. dieta wegańska wysokobiałkowa? No way... Sory, ale nawet jedząc cały dzień ciecierzycę nie ma szans, no chyba, że je się jej kilka kilogramów dziennie.

      Wiesz, bardzo szanuję i chciałabym przejść na dietę wegańską, ale niestety, nie najadam się i tyję od nadmiaru jedzenia roślinnego (strączki, orzechy) :((( Gdyby nie hiperinsulinizm, może najadałabym się 50g ciecierzycy z łyżką orzechów i sałatą, ale niestety, jest źle.

      Ktoś mnie nawet kiedyś zwyzywał za to, że nie umiem mięsa zastąpić roślinami.
      Mięsa jem niewiele, zwykle drób eko i do tego jaja. Nabiału nie jem.

      Ale kawałkiem mięsa gotowanego najadam się na dłużej, niż kwadrans, a ciecierzycę jak zrobię to jem i jem i trzeba mnie odrywać jak od orzeszków :/
      Do tego jestem bezglutenowa, więc teoretycznie próbowałam najzdrowszej możliwej wersji wegańskiej i nie wyszło...

      Miałam już 3 podejścia.

      Czy ta dieta w ogóle nadaje się dla osób z chorobami autoimmunologicznymi, zburzeniami gospodarki cukrowej/insulinowej, skoro leczy się je dietą paleo? (paleo nie zakłada jedzenia dużych ilości mięsa, to raczej dieta warzywna połączona z dużą ilością tłuszczów, w tym zwierzęcych, mięso zaleca się w niewielkich ilościach i to najtłustsze, zaleca się również jedzenie podrobów, co mnie osobiście obrzydza i ta dieta mi też nie wychodzi).

      Naoglądałam się filmików wegan i mam ochotę na 4te podejście, ale jestem pełna obaw.

      Na razie przestałam jeść codziennie mięso. Więcej owoców, małymi krokami.

      Jak skończą się eko jaja, przestanę je jeść na śniadanie i zobaczymy jak się to wszystko potoczy.

      Bardzo Wam zazdroszczę dobrego samopoczucia i dobrego życia.

      Usuń
    3. Współczuję problemów i podziwiam determinację.
      Z tego co czytałam w kilku źródłach, to weganizm nie jest chyba najlepszym rozwiązaniem przy autoimmuno. Trudno mi się wypowiadać, bo nie mam wiedzy na ten temat, trudno mi nawet coś podlinkować- być może Damian Parol pisał coś na ten temat, polecam tego pana Twojej uwadze ze względu na rzetelność w podawaniu informacji i ogólną etykę badawczą. Może warto się do niego zgłosić, zdaje się, że udziela porad dietetycznych.

      Trudno mi cokolwiek doradzić- może tylko tyle, żebyś obserwowała swoje ciało, swoje reakcje i nie starała się robić niczego na siłę. Ograniczanie produktów odzwierzęcych to również dobra rzecz względem nienakręcania przemysłu opartego na eksploatacji zwierząt.

      Trzymaj się, życzę wszystkiego dobrego

      Usuń
  5. Super tekst, bardzo dobre podejście.
    Jak na kogoś to dobrze działa to fajnie, ale u niektórych to przeradza się w jakieś obsesje, naganiają do jedzenia raw, high carb, wystrzegania się tłuszczu, cukru jak ognia. Na jednych to będzie miało dobry wpływ, zainteresują się weganizmem, ale np u mnie, osoby, która też miała podobne do Twoich problemy (niska waga i tego konsekwencje) ta cała nagonka wywoływała jedynie wyrzuty sumienia, jakieś niezdrowe myśli (bo jestem z tych osób, które dnia bez garści orzechów czy solidnej porcji masła orzechowego sobie nie wyobrażają)...Tak, czasem jeszcze źle się z tym czuję, ale powoli nabieram dystansu i staram się robić tak,żebym to ja się czuła dobrze, nawet jak oznacza to spożywanie takiej ilości tłuszczu dziennie jaka freelee starczy na tydzień i nieuprawianiu żadnych sportów poza okazyjną jogą wieczorami. ;) Każdy jest inny, to trzeba pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne opisanie tematu! Sama oglądam filmiki na YouTube i poza ciekawymi informacjami znajduje też takie propagujące HCLF. Zaczęłam się tak odżywiać i na początku było ok, ale potem ostro wyjadałam masło orzechowe itp. bo nie czułam się syta. Oczywiście masła orzechowego jadłam za tym napadem sporo, więc było mi niedobrze. Następnego ranka chciałam zacząć od nowa, ale natrafiałam na błędne koło. Uznałam, że zacznę jeść wegańsko/intuicyjnie. Mam ochotę na arbuza na śniadanie? Jem! Mam ochotę na naleśniki z masłem orzechowym i bananem? Jem. Dieta optymalna składająca się głównie z węglowodanów, w dużej mierze tych pochodzących ze skrobi jest dla mnie najlepsza. Do tego tłuszcze z orzechów i awokado, bo po olejach też się źle czuje.
    Nie ma jednej idealnej diety - całkowicie się z tym zgadzam. Po, co masz tkwić w czym, czego nie lubisz? To po prostu kolejna "dieta cud", która doprowadzi do niczego dobrego, tylko do uczucia beznadziejności i smutku.
    Nie przepadam za Freelee, bo tak, jak piszesz, bardziej zraża i zniechęca. Weganie powinni raczej interesować, zaciekawiać i być przykładem w miarę porządnego zachowania. Miłość nie tylko dla zwierząt, ale i dla innego człowieka. Oni też są żywymi istotami, prawda? Ona tylko zachowuje się jak polityk - zwraca na siebie uwagę, poprzez wojnę na obelgi. Dla mnie to żałosne.
    Oczywiście to fajne, że są w sieci osoby, które przedstawiają dietę HCLF innym - ktoś zagubiony może na nią natrafić i a nuż znajdzie coś dla siebie. Ale niestety te same osoby mówią, że ta dieta jest tą najwłaściwszą. I wówczas, jak piszesz, u kogoś się może nie sprawdzić. I wtedy tylko pojawią się myśli, że ktoś robi coś źle/jest beznadziejny/nigdy nie schudnę i traci wiarę. Umiar jest kluczem do wszystkiego ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny wpis! Bardzo się cieszę, że weganizm staje się popularny także od tej drugiej strony czyli zdrowia. Jednak przez myślenie czarno-białe ludzie mogą szybko się poddawać, nie chudną lub coś innego się im nie udaje i już się poddają na wstępie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rewelacyjny wpis, chyba jeden z najlepszych, jakie w ogóle przeczytałam na wegańskich blogach. I jakże ogromnie przemiłe zaskoczenie, że o mnie tu wspomniałaś ;)
    Odnośnie samego wpisu - co do Freelee mam bardzo podobne odczucia. Od dawna nie śledzę jakichkolwiek jej poczynań, bo odniosłam wrażenie, że od X lat ona powtarza non stop jedno i to samo (także w książce "Go Fruit Yourself") i jedyne co ma do przekazania to paradowanie z fajnie wyrzeźbionym i odtłuszczonym brzuchem. Jeżeli komuś pomaga jej działalność to oczywiście ja nie mam nic przeciwko, ale sama fanką nie zostanę.
    Ludzie na grupach (czy też prywatnie) pytają często o jadłospisy, rady, zapotrzebowanie, składniki.. ..i tu zawsze się nasuwa: każdy organizm jest inny. Trzeba samemu doświadczać, obserwować, uczyć się, bo nie ma tu uniwersalnej drogi dla każdego.

    ..i więcej takich wpisów z takimi własnymi, inspirującymi i mądrymi przemyśleniami proszę! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak zobaczyłam Shojin to byłam pewna że ma bulimię, ma dziwnie opuchniętą twarz- ślinianki, ale ponoć taka uroda.

    OdpowiedzUsuń
  10. Podoba mi się to co napisałaś!takie trzeźwe podejście jest najlepsze.

    OdpowiedzUsuń
  11. i jeszcze jedno- też pooglądałam tą Freelee i faktycznie, jest bardzo agresywną osobą. Czyli jej dieta niekoniecznie dobrze wpływa na mózg i samopoczucie, skoro wygłasza takie osądy i takie opinie na temat innych osób.

    Jej dieta ok- niech będzie, ale jeśli mam rezygnować z czegoś na rzecz bananów, za którymi raz przepadam a raz nie i napychać się nimi każdego dnia, bo ma mi to zagwarantować super ciało- no nie, nie, nie... Uwielbiam kakao i chcę je spożywać (oczywiście na mleku roślinnym), uwielbiam awokado, uwielbiam grejpfruty, różne wegańskie potrawy, proste potrawy, które sama przyrządzam, choć na razie jem również mięso.

    Nie lubię i źle znoszę narzucanie posiłków, pór posiłków- nigdy jeszcze u mnie nie sprawdziły się żadne sugerowane pory, nie sprawdziły się sugerowane potrawy- muszą wyjść z mojej inicjatywy i ochoty ale oczywiście inspiruję się przepisami Waszymi i nie tylko.

    Każdy musi znaleźć swoją drogę a Wasze i inne blogi mogą być inspiracją, zdrową inspiracją, bez nacisków i bez agresji- tak właśnie wyobrażam sobie społeczność wegan- bez agresji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, agresja do niczego nas nie doprowadzi.

      Usuń
  12. Mam nadzieje ze wiesz ze Blogilates przyznała sie w końcu do zaburzeń odżywania tj. Głodzenia sie aby osiągnąć dobra sylwetkę , Freelee przynajmniej mówi nam aby jeść jak najwiecej sie da nieprzetworzonych owoców na śniadanie i lunch , s pózniej normalne ( bez zbędnego tłuszczu oleju ) pokarmy . Przynajmniej żołądek otrzymuje bardzo dużo jedzenia objętościowo .

    OdpowiedzUsuń
  13. Od jakiegoś czasu obserwuję, co dzieje się na youtubie i dochodzę to takich samych wniosków, jak Ty. Nie przyjmujmy, każdej diety jako niezaprzeczalnie idealnej dla nas. U mnie HCLF kompletnie się nie sprawdza, o czym zresztą napisałam w jednym z moich postów na temat tłuszczu w diecie roślinnej. Odniosłam się do filmiku Unnatural Vegan, która świetnie podsumowuje ten temat w swoim filmiku.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!