wtorek, 12 maja 2015

Włoska pomidorowa z batatami i "serkiem" z tofu

4 komentarze:
 
Zupa jest idealnym daniem zabieganej studentki. Wystarczy mieć wystarczającą różnorodność warzyw w lodówce, jakąś wkładkę węglowodanową lub białkową typu kasza, ryż, ziemniaki, strąk czy tofu, ewentualnie inne dodatki. Pokroić, wrzucić do garnka, zalać wodą, ugotować, dosmaczyć. Już. Proste, szybkie i sycące. Czego chcieć więcej?

W okresie skrajnego obciążenia robotą jestem monotonna do bólu i cały czas męczę te zupy. Staram się jednak codziennie robić inne, żeby się nimi nie znudzić.
Odkąd nastało batatowe szaleństwo za sprawą znanego dyskontu, taką konfigurację powtarzałam co najmniej kilka razy, tak bardzo mi to smakowało.
Jak się okazuje, bataty dobrze sprawdzają się nie tylko pieczone, ale też gotowane w zupie. I to nie w byle jakiej, bo pomidorowej z dodatkiem ziół i czosnku. Mieszanka smaku słodkiego, kwaśnego i ostrego- musicie tego spróbować!

Jako zwieńczenie efektu wykorzystałam BIO tofu z pomidorami i bazylią marki Polsoja. Dostałam ów produkt w paczce od firmy, za co serdecznie dziękuję.
Przy okazji różnych przepisów będę dla was recenzować poszczególne rodzaje.

Tofu z pomidorami i bazylią niestety lekko mnie rozczarowało. Spodziewałam się czegoś bardziej w rodzaju tofu smakowego- takiego już gotowego do położenia na kanapkę czy do sałatki, którego nie trzeba nijak doprawiać. Okazało się ono jednak być po prostu tofu naturalnym z niewielkim dodatkiem ziół i pomidorów.
Może być to oczywiście zaleta, bo tofu nadal pozostaje neutralne i możemy zdecydować, co z nim dalej zrobimy. Samo w sobie jest prawie bez smaku, dodatki są ledwo wyczuwalne. Ma też, dla mnie nieprzyjemną, chrzęszczącą konsystencję, jest bardzo zwarte.
W moim odczuciu najlepiej smakuje na ciepło, wtedy konsystencja staje się przyjemniejsza dla podniebienia i dodatki są mocniej wyczuwalne. Na zimno- tylko po porządnym doprawieniu. W tym przypadku potraktowałam je sokiem z cytryny, solą, pieprzem i płatkami drożdżowymi.







Składniki na 1-2 porcje (1 duża obiadowa lub 2 małe jako pierwsze danie)
  • 500-600ml wody
  • duży liść laurowy
  • 3 ziarna ziela angielskiego
  • średni kawałek pora (biała część)
  • mała cebula, obrana i opalona nad palnikiem
  • 1 średni korzeń pietruszki
  • 2 średnie marchewki
  • 2 spore łodygi selera naciowego
  • 2 średni batat (300-350g)
  • 3 łyżki czerwonej soczewicy (opcjonalnie, fajnie zagęszcza)
  • duży ząbek czosnku
  • 2 małe gałązki świeżego rozmarynu
  • zioła prowansalskie
  • sól, pieprz
  • 200ml passaty
  • 1/2 kostki tofu z pomidorami i bazylią (125g) + sól, pieprz, solidna porcja soku z cytryny i 2 łyżeczki płatków drożdżowych

W garnku zagotowujemy wodę z liściem laurowym i zielem angielskim. Pora kroimy na średniej grubości krążki, cebulkę na ćwiartki, pietruszkę i marchew na średniej grubości plastry. Wrzucamy do zagotowanej wody i zmniejszamy gaz. Gotujemy 10 minut na małym ogniu. Dorzucamy pokrojony grubo seler naciowy, pokrojonego w grubą kostkę obranego batata i opłukaną soczewicę. Gotujemy kolejne 15 minut. Po tym czasie warzywa powinny być już miękkie. Dodajemy wtedy rozgnieciony czosnek, igiełki rozmarynu (mogą być lekko posiekane, dadzą więcej smaku zupie), zioła prowansalskie, sól, pieprz i passatę. Mieszamy i gotujemy jeszcze 5 minut, aby smaki się połączyły.
Tofu rozgniatamy widelcem razem z solą, pieprzem, sokiem z cytryny i płatkami drożdżowymi na papkę.
Gorącą zupę podajemy z tak powstałym "serkiem" na wierzchu.
Smacznego!






4 komentarze:

  1. Tego tofu jeszcze nie próbowałam, ale zupa z nim wygląda nieźle :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja w ogóle tofu jeszcze nie próbowałam i zresztą ten przepis to dla mnie zupełnie nieznana odsłona pomidorowej, chociaż też lubię kombinować ze smakiem. Np. ostatnio próbowałam ze szczyptą cynamonu... ciekawy i nietypowy smak, zupełnie zmienia charakter pomidorówki :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. coś wspaniałego i pod względem wizualnym, ale zapewne również smakowym!

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajna zupka, właśnie zastanawiam się nad obiadem na jutro dla siebie, ale nie mam pietruszki ani marchwi (chyba). W sumie, i bez tego by wyszła. Co do tofu - jadłam to z ziołami i z Twojego opisu wygląda na to, że mam te same zastrzeżenia. Jest to do przejścia, ale zdecydowanie nie za taką cenę.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!