środa, 30 września 2015

Weganizm a feminizm

9 komentarzy:
 
"Czy wszystkie weganki to feministki?"- zapytał kolega z uśmieszkiem politowania, kiedy powiedziałam, że nie musi nieść wszystkich moich bagaży, bo ja też mam dwie ręce.

Tak, jestem weganką i feministką. Ba, moim zdaniem, jeżeli jest się weganinem ze względu na zwierzęta, a wcześniej kwestie równości płci nie były w obszarze bezpośredniego zainteresowania- feminizm to naturalna konsekwencja. Nie zawsze oczywiście musi tak być. Jeżeli więc jesteś weganinem/weganką, ale bronisz się przed przyczepieniem Ci "łatki" feministy/feministki- może warto przemyśleć sprawę jeszcze raz?




Przed podjęciem decyzji o przejściu na weganizm nie interesowałam się zbytnio feminizmem, a już na pewno nie nazwałabym siebie samej feministką. Miałam dość stereotypowe skojarzenia z krzyczącymi, manifestującymi na każdym kroku swą nienawiść do mężczyzn frustratkami. Jednocześnie czułam pod skórą, że coś jest nie tak z tym traktowaniem kobiet i mężczyzn przez pryzmat płci. Z tym, co komu w związku z byciem kobietą czy mężczyzną "wypada". Myśli te jednak nie dochodziły do głosu, zostawały upchnięte gdzieś z tyłu głowy.

Moje przejście na weganizm stało się trochę przez przypadek. Odstawiłam mięso poza rybami, "bo to fajne", za tym poszło przeglądanie forów dla wegetarian i zgarnięcie dawki wiedzy, wobec której- jak się okazało- nie potrafiłam przejść obojętnie.
Stopniowo mój umysł coraz bardziej się otwierał. 
Przecież nie jest sprawiedliwym to, że kochamy psy, koty czy konie, a wykorzystujemy świnie, krowy, kury.
Dlaczego więc niesprawiedliwe traktowanie ludzi (ludzie to też zwierzęta!) miałoby być marginalizowane?

Być może z jakiegoś powodu nie chcesz być utożsamiany/a z feminizmem. Może masz takie wyobrażenie na temat feministek, jak ja dawniej, bo np. jakaś feministka była dla Ciebie czy kogoś znajomego niemiła i kompletnie nie dało się z nią dyskutować.
Hej, podobnie jest z weganami! Bywają ludzie, którzy każdą swoją komórką zniechęcają całe otoczenie do siebie i, tym samym, do idei weganizmu.
I to jest Twoja szansa- na dawanie dobrego przykładu!
"Hej, jestem feministką/weganką. Nie będę Ci od razu rzucać w twarz swoimi poglądami, ale jeżeli chcesz, możemy o nich spokojnie i kulturalnie podyskutować bez toczenia jadu."
Serio, da się tak. W ten sposób można naprawdę pomóc w tworzeniu dobrego wizerunku feministycznej czy też wegańskiej socjety. Tych krzyczących też warto spokojnie edukować, że nie tędy droga w nawracaniu innych na swoje idee.

Spotkałam się też z argumentem typu: "Równe, sprawiedliwe traktowanie kobiet i facetów- ok, słuszna sprawa, ale nie zgadzam się ze wszystkim, co głoszą feministki, dlatego ja nią nie jestem".
Może to niezbyt odkrywcze, ale chyba niektórzy zdają się o tym zapominać: nie ma jednego feminizmu. Jest milion definicji, sposobów interpretacji i rozkładania akcentów na konkretne aspekty takie jak mniej lub bardziej radykalne sposoby wprowadzania zmian w społeczeństwie, przyczyny i zakres nierówności między płciami, co właściwie znaczy bycie kobietą czy mężczyzną i wiele, wiele innych.
Tak długo, jak uważasz, że traktowanie kobiet gorzej ze względu na sam fakt bycia kobietą nie jest fair- spokojnie możesz wciągnąć do swoich poglądów idee feminizmu. Kwestie co jak należy zmieniać są dyskusyjne. To, że w czymś się z kimś nie zgadzasz, nie przekreśla idei jako całości.

Odnoszę też wrażenie, już abstrahując od kwestii weganizmu, że w przypadku kobiet takie odcinanie się od feminizmu ma podłoże związane z niską samooceną i potrzebą akceptacji ze strony płci męskiej. Tylko, przepraszam, po cholerę Ci dziewczyno uznanie Cię za fajną przez gnojka, który ma się za pana wszechświata ze względu na posiadanie penisa, a Ciebie będzie traktował jako swoją ozdobę?
Może brzmi to ostro, ale naprawdę jest mnóstwo facetów w naszym środowisku, którzy mają takie przeświadczenie, nawet jeżeli nie werbalizują tego tak dosłownie. I, co gorsza, mnóstwo kobiet, które się na to godzą.

Temat kobiet odcinających się od feminizmu w ciekawy sposób podjęła Mortycja na swoim blogu- klik.
Warto też przeczytać znacznie bardziej rozwiniętą i uporządkowaną niż mój nocny brainfart refleksję Pawła Opydo na blogu Zombie Samurai- klik.

Tym akcentem zostawiam Cię z tematem do przemyślenia. Bo przemyśleć go warto, jeżeli jesteś po drugiej stronie barykady.

***


Jeżeli podobają się Wam tego typu przemyślenia mniej lub bardziej związane z weganizmem, dajcie znać.
Tak się składa, że czasem myślę, więc może się pojawiać tego więcej.





9 komentarzy:

  1. Pamiętam, kiedy zaczęłaś prowadzić bloga – nawet nie był wtedy wegetariański. Potem zniknęło mięso, potem niepostrzeżenie stał się wegański. Naprawdę dobrze to pamiętam, nawet posty z czasów, kiedy szykowałaś się na studia.

    I teraz kiedy czytam u Ciebie o feminizmie oraz weganizmie jestem pod takim wrażeniem, że chciałam po prostu Ci pogratulować. Wyrosłaś na wspaniałą kobietę Mała! <3

    XXX
    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, miód na moje serducho! (wegański, rzecz jasna :D)

      Usuń
  2. calkiem fajny artykuł. Ja kiedys tez odcinałam sie od feminizmu, na szczescie sie doedukowałam i teraz otwarcie mówie ze jestem feministką. Polecam na YT Ted talk "We should all be feminists", bardzo otwiera oczy, a przy okazji świetnie definiuje feminizm.
    Pisz więcej w takim stylu :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobry tekst! W Polsce niestety bycie feministą/tką to coś dziwnego i ludzie kompletnie tego nie kumają. O czym świadczy poziom dyskusji - podziwiam Pawła Opydo, że chce mu się w taki łopatologiczny sposób tłumaczyć o co chodzi;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak bardzo irytującpodnoszenia tematów światopoglądowych na blogach w większości kulinarnych. I decydowanie za mnie kim powinnam być, co myśleć bo jak można nie być feministką skoro jesteś weganką?
    Widzę ogromną różnicę w byciu przeciwko zabijaniu, torturowaniu i zjadaniu innych żywych istot, a feminizmem. Wiem, że nie każdy feminizm to internetowe oszołomki, ale i tak nic z tego do mnie nie przemówi bo to doszukiwanie się nieistniejących problemów. Znam swoją wartość, wiem, że w wielu dziedzinach kobiety są lepsze, a w innych lepsi są mężczyźni i każdy z nas jest inny. Ja nazywam to normalnością, a nie feminizmem.
    Jestem weganką, ale o poglądach zupełnie innych niż większość okropnie lewicujących wegan i bardzo chciałabym żeby nie wrzucano wszystkich do jednego worka. Przez takie skojarzenia bardzo ogranicza się możliwość popularyzacji weganizmu wśród różnych środowisk, nie tylko wielkomiejskich hipsterów / hipisów oszołomów. Serio. A przedewszystkim, w dzisiejszym świecie rosną w siłę dużo gorsze zagrożenia i problemy niż kwestie feministyczne czy, niestety, przemysł mięsny.
    Nie chcę dyskutować bo i nie umiem, zostawiam tylko inny punkt widzenia, który opisałam raczej chujowo i używając słabych skrótów myślowych, ale to tak na szybko. Lubię Twojego bloga odwiedzać od czasu do czasu, nie miałam na celu atakowanie Ciebie, to taka ogólna frustracja kurczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od jakiegoś czasu odchodzę powoli od czysto kulinarnego profilu tego bloga. Weganizm to dla mnie światopogląd i zamierzam w związku z tym pisać czasem o różnych jego aspektach.
      Uważam, że to nie jest doszukiwanie się nieistniejących problemów. Tak długo, jak np. powszechne jest przerzucanie winy na ofiarę gwałtu czy przemocy, kobiety są dyskryminowane ze względu na macierzyństwo, płaci im się mniej za tę samą pracę, wychowywani jesteśmy w przeświadczeniu, że pewne rzeczy, które uchodzą facetowi, są niewybaczalne w wykonaniu kobiety- mamy problem. Nie mówiąc już o tym, co się dzieje w innych krajach poza Europą.
      I zwracanie uwagi na ten problem nie musi wcale wiązać się z "okropnym lewicowaniem".
      Dzięki za wyrażenie swojego zdania, nie frustruj się. :)

      Usuń
  5. Szczerze mówiąc, nie rozumiem kobiet, które negują czy zwalczają feminizm, to trochę tak jakby zwalczać część samej siebie. Z drugiej strony - co jest trudne do wyjaśnienia - męczą mnie etykietki.Wszędzie - na blogach, instagramowych bio, forach...te ciągłe tłumaczenia dlaczego wierzę w to a nie w co innego. Czy naprawdę musimy się definiować na każdym kroku? Jestem M......A dopiero potem feministką, weganizującą wegetarianką, brunetką czy blondynką, jabłkiem czy gruszką :) Sernik

    OdpowiedzUsuń
  6. "Uważam, że to nie jest doszukiwanie się nieistniejących problemów. Tak długo, jak np. powszechne jest przerzucanie winy na ofiarę gwałtu czy przemocy, kobiety są dyskryminowane ze względu na macierzyństwo, płaci im się mniej za tę samą pracę, wychowywani jesteśmy w przeświadczeniu, że pewne rzeczy, które uchodzą facetowi, są niewybaczalne w wykonaniu kobiety- mamy problem. Nie mówiąc już o tym, co się dzieje w innych krajach poza Europą." - a dlaczego te problemy (o ile wszystkie z nich są prawdziwe) mają być nazywane problemami feminizmu (czyt. tylko kobiet), a nie po prostu kwestiami sprawiedliwego i równego traktowania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Feminizm nie dotyczy tylko kobiet, facetów również

      Usuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!