sobota, 24 października 2015

Te ciastka miały w założeniach nawiązywać do popularnego batona z karmelem, fistaszkami i czekoladą.

Nawiązują, ale są oczywiście inne- zdrowsze, dla mnie też smaczniejsze, bo przez lata odzwyczaiłam się od słodyczy składających się z dużych ilości cukru, syropu glukozowo-fruktozowego i utwardzonych tłuszczy.

Zresztą, jak coś, co ma w sobie daktyle i masło orzechowe może nie smakować? ☺

Inspiracja przyszła, kiedy przedstawicielka Shape It podesłała mi plik z przepisami, do których można wykorzystać białko groszkowe Green Love (recenzja tutaj).
Luźno zasugerowałam się jednym z nich, aby stworzyć snickersowe ciastka.

Zasadniczo białko z groszku lepiej spożywać bez obróbki termicznej, ale bardzo fajnie sprawdza się też w wypiekach. Razem ze skrobią dobrze wiąże ciasto z mąki, w której nie ma zbyt wiele (lub wcale) glutenu.

Może nie jest to wypiek z gatunku mało kalorycznych, ale nie ma sensu zbytnio się tym przejmować, dopóki dostarczamy sobie wraz z przyjemnością dla podniebienia wielu cennych wartości odżywczych.

Pozwól sobie na chwilę relaksu, usiądź na moment przy kawie/herbacie i zjedz ciastko.
Ciastka są dobre. Zwłaszcza takie.♥




środa, 21 października 2015

Książka Jane McCartney wpadła mi w ręce dość dawno, w zasadzie w podobnym czasie, co zrecenzowane z poślizgiem "Przepisy Mistrzów".
Traktuje ona o problemie jedzenie emocjonalnego, czy też kompulsywnego, które wśród zaburzeń odżywiania jest wciąż trochę spychane na margines jako mało poważny problem. Nie chcę uogólniać, jednak osobiście odnoszę takie wrażenie, gdy rozmawiam na ten temat z innymi ludźmi.





środa, 14 października 2015

Uwielbiam witariańskie ciasta na bazie bakalii. Są sycące i pyszne, dają dużo energii, mają jednak pewną wadę- zazwyczaj cena za wszystkie składniki przyprawia o zawrót głowy. Kupowanie dużych ilości nerkowców, migdałów, pekanów czy orzechów włoskich nie jest przyjazne studenckiej kieszeni. Z tego powodu w mojej głowie urodził się pomysł na obniżenie kosztów produkcji tego typu deseru.

Użyłam tutaj najtańszych suszonych owoców- daktyli oraz rodzynek. Z tłuszczowych produktów użyłam również tego, co najmniej daje po kieszeni- siemienia i wiórków kokosowych na spód oraz pestek słonecznika jako bazy do warstwy "serowej".

Słonecznik jest tanim jak barszcz, niedocenianym polskim superfoodem- warto go włączyć do codziennej diety ze względu na wysoką zawartość witaminy E.

Jedyny droższy składnik, jakiego tu użyłam, to olej kokosowy, ale nie ma go tu dużo. Poza tym wychodzi dużo taniej, jeśli kupicie go w litrowym słoiku- mnie taki starcza na rok użytkowania (można go z powodzeniem pominąć w poszczególnych warstwach, jeśli bardzo nie chcecie go używać- w przepisie wytłumaczę co dać zamiast). Wydawać by się mogło, że do droższych komponentów należą też mango i granat, jednak warto pamiętać, że mamy teraz sezon na egzotyczne owoce i na bazarach można dostać je już za 2-3 złote za sztukę.

Z racji użycia szarego słonecznika ciasto nie ma tak nieskazitelnego koloru jak nerkownik czy migdalnik, ale smakiem absolutnie nie ustępuje- jest godną alternatywą.

Uwaga, bomba kaloryczna! ☺




Składniki na małą tortownicę (średnica 22 cm)

Spód
  • 150 g suszonych daktyli
  • 15o g rodzynek
  • 4 łyżki zmielonego siemienia lnianego
  • ok. 85 g wiórków kokosowych zmielonych na mączkę
Masa serowo-mangowa
  • 300 g słonecznika
  • ok. 440 g miąższu dojrzałego mango
  • sok i skórka z jednej małej sparzonej cytryny
  • sok i skórka z jednej małej sparzonej limonki
  • 4-6 łyżek ksylitolu lub cukru
  • po sporej szczypcie kardamonu i kurkumy
  • 215 g wiórków kokosowych zmielonych na mączkę
  • 4 lekko czubate łyżki surowego, pachnącego oleju kokosowego

Wierzch
  • polewa czekoladowa- ok. 75 g suszonych daktyli, woda, mały plasterek imbiru, spora szczypta chili, 3 czubate łyżki kakao, 2-3 łyżki surowego pachnącego oleju kokosowego
  • pestki granatu




Pestki słonecznika na masę serową moczymy co najmniej przez 8 godzin.

Daktyle i rodzynki na spód moczymy w ciepłej wodzie, aż trochę zmiękną- nie mogą się zamienić w kompletną ciapę! Po odsączeniu miksujemy je na gładką masę i dodajemy do niej siemię oraz mączkę kokosową, zagniatamy na zwarte "ciasto". Masą wykładamy spód tortownicy posmarowanej odrobiną oleju kokosowego i wstawiamy do zamrażarki.

Pestki słonecznika płuczemy na sitku. Miksujemy na gładką masę razem z miąższem mango, sokiem i skórką cytryny oraz limonki, ksylitolem/cukrem, kardamonem i kurkumą (ewentualnie z ziarenkami wydłubanymi z laski wanilii). Dodajemy mączkę kokosową i rozpuszczony w kąpieli wodnej olej kokosowy*.

Tak przygotowaną masę wykładamy do formy, wyrównujemy powierzchnię i wstawiamy z powrotem do zamrażarki na ok. 4 godziny.

Aby przygotować polewę umieszczamy daktyle w rondelku, dodajemy plasterek imbiru podzielony na mniejsze kawałeczki i zalewamy wodą do poziomu suszonych owoców. Wstawiamy na mały gaz, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy chwilę, aż daktyle mocno zmiękną i trochę się rozpadną. Dodajemy kakao, chili i olej kokosowy**, miksujemy na gładką masę.
Lekko przestudzoną polewę nakładamy na wierzch ciasta i ozdabiamy pestkami granatu.

Ciasto wstawiamy do lodówki na całą noc.

Smacznego!

*jeżeli nie chcesz dodawać oleju kokosowego do masy serowej, dodaj więcej mączki kokosowej- 100 g powinno wystarczyć, masa wtedy ma się zrobić bardzo gęsta
** w polewie olej kokosowy można zastąpić odpowiadającą wagowo ilością gorzkiej czekolady; jeśli obawiasz się, że polewa będzie zbyt kakaowa, zmniejsz odrobinę ilość kakao i wody











czwartek, 8 października 2015

Ser z ziemniaka i marchewki obiegł już wzdłuż i wszerz wegańsko-kulinarną strefę Internetu.
Pierwszy raz zrobiłam go według jakiegoś zagranicznego przepisu i moja reakcja sprowadzała się do "meeeh". Był niezły, ale bez szału. Nie od razu, ale ułożył mi się w głowie plan, jak podkręcić jego smak.

Moim zdaniem ten twór absolutnie nie smakuje jak tradycyjny ser. 
Jest naprawdę boski w smaku, ale jako autonomiczny, roślinny produkt. Trzeba tylko pamiętać o kilku kluczowych aspektach.

1. Płatki drożdżowe- wiadomo, bez tego się nie obejdzie. Warto zainwestować w lepszej jakości nieaktywne drożdże. Te z Evergreena są najtańsze, ale moim zdaniem jednak za słabe w smaku. Swoje kupiłam w Żółtym Cesarzu, świetne bywają też w Kuchniach Świata.
2. Cebulę lepiej przypalić nad palnikiem. Doda głębi.
3. Zamiast oleju lepiej użyć namoczonych orzechów lub pestek, najlepiej nerkowców. Dodają znacznie więcej walorów smakowych niż olej.
4.Wędzonka! Użyj wędzonej papryki albo wędzonej soli (ale lepiej papryki).

Gotowi? No to blendery w dłoń!



poniedziałek, 5 października 2015

Już dość dawno temu otrzymałam egzemplarz recenzencki tej książki, niestety wiele zobowiązań i wypadków uniemożliwiło mi jej gruntowną lekturę w oparciu o którą mogłabym napisać rzetelną recenzję. Dziś nastał ten dzień, w którym wreszcie jestem w stanie napisać o niej parę słów.

„Nowoczesne zasady odżywiania: Przepisy Mistrzów” to książka kucharska autorstwa Leanne Campbell, córki znanego w wegańskim środowisku doktora T. Colina Campbella, autora takich publikacji jak „Nowoczesne zasady odżywiania”, „Ukryta prawda” czy „Niskowęglowodanowe oszustwo”.



sobota, 3 października 2015

Nawiązałam jakiś czas temu współpracę z Shape It- sklepem z artykułami dla aktywnych kobiet (chociaż faceci moim zdaniem też mogliby spokojnie z nich skorzystać).

Nie jest to sklep stricte wegański, ale znalazł się tam jeden produkt kierowany do weganek, a mianowicie białko z groszku Green Love. Z chęcią zgodziłam się na przetestowanie go, zwłaszcza, że próbowałam już białka grochowego The Protein Works i byłam ciekawa tego, jakie będą różnice.