środa, 21 października 2015

"Przestań się przejadać"- recenzja. I trochę prywaty.

6 komentarzy:
 
Książka Jane McCartney wpadła mi w ręce dość dawno, w zasadzie w podobnym czasie, co zrecenzowane z poślizgiem "Przepisy Mistrzów".
Traktuje ona o problemie jedzenie emocjonalnego, czy też kompulsywnego, które wśród zaburzeń odżywiania jest wciąż trochę spychane na margines jako mało poważny problem. Nie chcę uogólniać, jednak osobiście odnoszę takie wrażenie, gdy rozmawiam na ten temat z innymi ludźmi.







Publikacja ta ma być w teorii przewodnikiem dla jedzącego emocjonalnie, odpowiednikiem indywidualnej sesji terapeutycznej, która ma pomóc w zerwaniu z tym szkodliwym nawykiem. Każdy rozdział zawiera proste ćwiczenia, które angażują umysł w walkę z dotychczasowymi schematami myślowymi. Dodatkowo opatrzone są one studiami przypadków konkretnych osób, których jedzenie emocjonalne wiąże się z innymi wydarzeniami z życia, innym do nich nastawieniem.

Może zacznę od zalet- książka pisana jest dość prostym językiem. Mimo, że są w niej tłumaczone przeróżne psychologiczne zawiłości dotyczące mechanizmów zachodzących w głowie osoby jedzącej kompulsywnie, czytelnik nie powinien mieć problemów ze zrozumieniem, na czym to wszystko się opiera.
Poszczególne "sesje" są wyraźnie od siebie oddzielone, autorka zaleca aktywne ich odbywanie w pewnych odstępach czasu, co jest rozsądne z perspektywy kogoś, kto ma problem z pozbieraniem swoich emocji do kupy i oddzieleniem ich od nawyku podjadania.
No i najważniejsze- ćwiczenia i przykłady osób, które je "wspólnie z nami" wykonują. Można czytać ogólniki, ale same w sobie niewiele dają. Ćwiczenia są w moim odczuciu naprawdę sprytnie skonstruowane i angażują czytelnika, pomagają dotrzeć do źródła poszczególnych problemów i lepiej zrozumieć samego siebie.

Co jednak zgrzyta? Pierwsze i najważniejsze- mam wrażenie, że autorka albo wyjątkowo płytko podchodzi do problemu, albo celuje w jak najszerszą grupę odbiorców.
Poprawa własnej samooceny, zmniejszenie niepotrzebnego samokrytycyzmu, zmiana nastawienia do siebie i świata, zdrowsze relacje z samym sobą i jedzeniem- to korzyści płynące z zerwania z jedzeniem emocjonalnym nie tak ważne dla autorki jak to, że WRESZCIE SCHUDNIESZ. Takie wartości jak zdrowie psychiczne i fizyczne- pewnie, są według książki ważnymi aspektami, ale przede wszystkim powinieneś/powinnaś się rozprawić z tym nawykiem, bo przeszkadza on w utracie kilogramów.
Jeżeli ktoś ma poważne problemy z oddzieleniem emocji od jedzenia, to moim zdaniem przeczytanie jednej książki nie wystarczy- i tutaj zwracam honor autorce, która szczerze o tym pisze. Z pewnością jednak lektura ta może pomóc uświadomić sobie istnienie problemu jako takiego i ustalić, jakie mogą być jego źródła.

Na końcu książki znajduje się 28-dniowy plan żywieniowy , który powinien w założeniach być stosowany równolegle z pracą nad swoją psychiką, dzięki czemu czytelnik ma tracić na wadze. Moim zdaniem skonstruowany jest on fatalnie (no i nie jest wegański, pływa wręcz w nabiale), ale dla osoby żywiącej się tonami śmieciowego jedzenia i tak będzie lepszą opcją niż dotychczasowe menu.





Czy mogę tę książkę polecić?
Myślę, że warto ją przeczytać. Osobie, która nie ma wielkich problemów z jedzeniem emocjonalnym być może da radę pomóc w uporaniu się z problemem na własną rękę. Może też być uzupełnieniem indywidualnej terapii, pomagającym w samodzielnej pracy nad sobą.
Warto jednak mądrze z niej korzystać, podejść do niej z dystansem, pamiętać, iż nie jest to magiczny lek na kompulsywne objadanie się... Zastanowić się najpierw trzy razy, czy aby na pewno stracenie na wadze w obliczu tego rodzaju problemów jest najwyższym priorytetem.



Z jedzeniem emocjonalnym problem miałam w zasadzie od zawsze.
Do dzisiaj na przytłoczenie negatywnymi emocjami zdarza mi się reagować nieuzasadnioną z punktu widzenia potrzeb fizjologicznych konsumpcją.
Z czysto subiektywnego punktu widzenia mogę powiedzieć, że książka ta pomogła mi lepiej zrozumieć, jakie jest źródło moich nawyków. Staram się o uważniejszą autorefleksję, a to pomaga mi oddzielić emocje od jedzenia.

Niestety, nie wyeliminujemy wszystkich negatywnych zdarzeń z naszego życia. Radzenie sobie z nimi w inny sposób niż uciekanie w objadanie się na pewno zaprocentuje w przyszłości.

Staram się obecnie powoli tracić na wadze, jednak właśnie między moimi priorytetami a wartościami promowanymi w książce McCartney jest rozdźwięk, o którym pisałam wcześniej- owszem, przybrałam na wadze reagując jedzeniem w zbyt dużych ilościach na problemy, ale nadal nie mam nadwagi. Walczę przede wszystkim o równowagę wewnętrzną, złapanie balansu.

I musicie wiedzieć, że bardzo długo wstydziłam się przed samą sobą przyznać do tego, że jadam czasem kompulsywnie.

Nie ma sensu oszukiwać samych siebie, bo tylko my sami na tym tracimy.

6 komentarzy:

  1. Często się zastanawiam czy jem dlatego, że jestem głodna czy żeby po prostu poprawić sobie humor. W większości przypadków towarzyszą mi smaki - smak na słodkie, smak na słone... Zachcianka na czipsy skoro prawdziwy głód podpowiadałby mi zjedzenie czegokolwiek - nawet surowych marchewek.

    Czytałam ostatnio "beztroskie jedzenie" Briana Wansik'a. Podobna tematyka. Mnóstwo badań dotyczących tego, kiedy się przejadamy i jak działa nasz organizm (jemy oczami). Polecam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, pewnie sięgnę. Jedzenie pod wpływem negatywnych emocji nie jest jedynym powodem dla którego człowiek się przejada pewnie. Są po prostu osoby, które są uzależnione od składników śmieciowego jedzenia- cukier, sól, tłuszcz, to wszystko działa na nas i sprawia, że chcemy więcej. Ja akurat nie mam problemu ze słonym czy słodkim, za to smażone żarcie (poza frytami i wszystkim co z ziemniaka), masło orzechowe, tahini mogę jeść pasjami.

      Usuń
  2. Ja mam podobnie. Jak tylko napocznę słoik z masłem orzechowym czy tahini to zawsze go zjadam do końca. Po prostu nie umiem się powstrzymać. A najgorzej jak wymieszam je z czymś słodkim. Wtedy dopada mnie wilczy głód a później wyrzuty sumienia. Często następnego dnia piję tylko ciepłą wodę z cytryną albo jem warzywne zupy krem na oczyszczenie. Za każdym razem mówię sobie, że to ostatni raz a jednak po jakimś czasie robię to samo. Dodam jeszcze, że ja akurat mam dużą niedowagę spowodowaną za małą ilością spożywanych pokarmów i być może mój organizm tak reaguje aby dostarczyć sobie kalorii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem możliwe, że powód jest taki, jak piszesz.
      Jedzenie emocjonalne często wygląda jednak w ten sposób, że nawet nie czujesz ochoty na jedzenie, ale jest jakiś taki wewnętrzny przymus, masz gdzieś to, że ciało mówi: "nie chcę już".

      Usuń
  3. Jedzenie kompulsywne, fakt, jest strasznie marginalizowane, nie tylko Ty to odczułaś chyba. Szczególnie, jeśli chodzi o osoby jedzące kompulsywnie, a nie będące bardzo okrągłymi okazami. Udawanie, że nie ma niczego na rzeczy, bo "nie jesteś gruby/a, to możesz sobie pozwalać"... I mnie zdarzyło się zaliczyć kompulsa (co też należy umieć odróżniać od zwykłego "jestem głodny/a") :/ Jednak to właśnie ta równowaga wewnętrzna jest najważniejsza.

    OdpowiedzUsuń
  4. No właśnie, tylko jak zachować tą równowagę ? Może macie jakieś sposoby ?

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!