środa, 4 listopada 2015

Promocje, napoje, książka i inne bzdurki

5 komentarzy:
 
Post o niczym.
Tak po prostu, bo nazbierało się ostatnio parę ciekawych rzeczy, nie tylko w mojej kuchni.




Na początek oczywiście trzeba wrzucić zdjęcie, na które załapał się kotek. Kotki nabijają wyświetlenia.

Rzecz, którą Miauczysław się zainteresował, to czystek. Piję go niemal codziennie od jakiegoś miesiąca, z myślą o jego wpływie na odporność i cerę.
Jeżeli chodzi o odporność, to na razie nie zauważyłam większej poprawy. Cera? Jest nieco lepiej. Twarz z wielkich krost zgromadzonych wyspowo przerzuciła się na malutkie krostki rozsiane rzadziej w okolicach brody i skroni.

 Niezbyt to smaczne, ale już się przyzwyczaiłam.





Słodki prezent. Jeżeli mignęły Wam te masłoorzechowe Oreo u mnie na blogu, Fejsiku czy Instagramie, to już wiecie, że je uwielbiam. Nie mam jednak na nie teraz ochoty, bo ledwie parę dni temu skusiłam się na czekoladę Peanut Butter Wawelu i mam na razie dość tego typu słodyczy. Odłożyłam do szafki, może wykorzystam do jakiegoś ciasta na wypasie.





Z serii "bo promocja była"- w Carrefourze w zeszłym tygodniu mleko Koko było za 6,99 zł, oba rodzaje. Normalnie jest za 8-10 zł. Nic, tylko brać.





Kupiłam na spróbowanie kawę bezkofeinową. Smakuje jak zwyczajna. Fajna opcja, jak chce się wypić dla smaku, a nie na rozruch. MK Cafe, kupiona w osiedlowym supermarkecie- z mlekiem Koko, w najładniejszym kubku na świecie.




Pierwsze kasztany jadalne- upiekłam i zjadłam same, żeby zobaczyć co to za licho. Całkiem smaczne licho, ale samo za bardzo zapycha. Zrobię z nich pewnie jakiś słodki krem, na ostro też coś pokombinuję.




Nowe tofu, w dodatku nie wymagające przechowywania w lodówce. Twarde i zaskakująco smaczne. Jadłam różne rodzaje tofu przechowywanych w temperaturze pokojowej i zazwyczaj były drewniane. To jest naprawdę ok.




Chyba wspominałam o tym już na fanpejdżu- przerzuciłam się jakiś czas temu na sól himalajską. Używam jej też bardziej świadomie. Smak- normalna sól. Na razie nie jestem w stanie stwierdzić, czy ma jakiś wpływ na mniejsze zbieranie wody w organizmie, ale była tania, więc nie narzekam.




Lubię kremy Himalaya do twarzy. Kupiłam taki, oswajając się ze swoją przyszłą starością, aby zakonserwować brak zmarszczek zawczasu.




Boli mnie, że mam mało czasu na czytanie dla czystej przyjemności. Postanowiłam temu zaradzić i zawsze mieć jakąś książkę przy sobie, żeby uprzyjemniać sobie podróże komunikacją miejską. Na pierwszy ogień poszedł "Kosiarz" Pratchetta wypożyczony z BUWu. Stan egzemplarza świadczy o tym, że był mocno czytany. I w sumie nie ma czemu się dziwić.




Odebrałam dzisiaj dzbanek z filtrem. Wreszcie czysta kranówka do picia.




"Bo promocja była", znowu Carrefour. Tym razem owoce egzotyczne- sharonki, mango, awokado, kaktus, granat, bio banany- te ostatnie kosztowały 4,99 zł za kilogram. Jeszcze niedawno tyle kosztowały zwykłe. Spróbowałam jednego- rzeczywiście słodsze niż normalne. Z resztą poczekam, aż zupełnie stracą zielonkawy odcień.

5 komentarzy:

  1. Uwielbiam to mleko kokosowe <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem ciekawa smaku tych kasztanów, bo nigdy nie jadłam a wokół słychać o nich dużo. Czy są zapychające jak..masło orzechowe? Bardziej słodkie czy słone?

    OdpowiedzUsuń
  3. Kupilam ostatnio taki sam czystek - chciałam go dzisiaj napocząć, bo poprzedni wykończyłam i nie mogę nigdzie znaleźć :D
    Kasztany w tym roku też jadłam pierwszy raz i polubiłam je baaaaaaaardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!