niedziela, 27 grudnia 2015

Poświątecznie- jedzenie, plany, co z tym sportem

5 komentarzy:
 
Już po świętach, ale wciąż dojadam resztki świątecznego jedzenia, w większości bardzo udanego. Nie ma tego dużo, nie szalałam z ilością. Moja rodzina je tradycyjnie, miała swoje potrawy niejadalne dla mnie, więc rodzice oraz brat mogli mnie wspierać w konsumpcji roślinnych dań w ograniczonym stopniu.




Pasztet pieczeniowy Jadłonomii- do tego oczywiście był też sos pieczeniowy. Pasztet był super, zupełnie inny od tych, które wcześniej jadłam lub robiłam. W sosie natomiast czegoś mi brakowało, ale jeszcze nie wiem czego- musiałabym pokombinować z proporcjami przypraw.




Znowu Jadłonomia, czyli boczniaki herbaciane. Czuć, że nawiązują do śledzi, ale przede wszystkim mają swój własny, oryginalny smak. Okazały się hitem i na pewno będą gościć w mojej kuchni w przyszłości.




Próby z wędliną seitanową MniuMniu- niestety nieudane. Trochę przyspieszyłam cały proces i chyba nie wyszło to na korzyść, bo konsystencja pozostawia wiele do życzenia. Następnym razem zrobię ją według wszelkich prawideł. 




Gar bigosu- brzydki, ale pyszny.




Pierwszy zwijany makowiec w moim życiu, znowu z Jadłonomii. Wyszedł idealny i ze wszystkich ciast zniknął najszybciej. Na przyszłość tylko postaram się, aby wychodził mniej płaski, bo rozrósł się na boki zamiast do góry.

Były też domowe pierogi, barszcz, nawet moja mama porwała się na wypiek wegańskiego keksu- niestety te dobroci nie załapały się na zdjęcia.

A jak Wasze wegańskie jedzenie na święta? Udało Wam się pozytywnie zaskoczyć rodzinę? A może nie obchodzicie i jedliście zupełnie normalnie?
Ja zawsze lubię ten raz w roku przygotować coś, czego zwykle nie jem, bo nie mam ochoty/czasu.


Co w planach?
Powoli wychodzę ze stanu świątecznego relaksu, ponieważ czeka mnie ogrom nauki do sesji zimowej. Wypadałoby też ruszyć bardziej do przodu z pracą licencjacką.

Nie zamierzam jednak zaniedbywać pasji niezwiązanych ze studiami. 

Sukcesywnie dbam o swoje czytelnictwo- obecnie na tapecie są "Wolni Ciutludzie" Pratchetta. Po zakończeniu cyklów o Śmierci i Tiffany Obolałej mam zamiar zapoznać się z twórczością Dukaja.
Długo unikałam czytania książek dla przyjemności podczas roku akademickiego, bo wydawało mi się, że jest to zbyt angażująca umysłowo rozrywka po nauce, ale wszystko zależy od nastawienia. Zbyt wiele jest fantastycznej literatury, żeby odkładać jej odkrywanie na później, bo może nie starczyć czasu. Prezent w postaci czytnika e-booków z pewnością mi to ułatwi.

Poza tym wracam też powoli do śpiewania. Znalazłam zespół muzyczny, z którym być może nawiążę dłuższą współpracę- to motywuje do wyrabiania na nowo techniki.

Jednym z moich celów na ten rok jest też poświęcanie większej uwagi blogowi. Przez moje niezorganizowanie umyka mi sporo pomysłów na dobre jedzenie czy ogólne przemyślenia o weganizmie.

Część z Was być może zauważyła, że ostatnio nie piszę nic o moim amatorskim uprawianiu sportu. Działo się tak dlatego, że musiałam na jakiś czas z niego zrezygnować. Listopad był dla mnie okresem rekonwalescencji po zabiegu chirurgicznym, w grudniu zaś konwencjonalnie się przeziębiłam po demonstracji antyfutrzarskiej Vivy, na której występowałam w futrze ociekającym krwią- niestety pod spodem byłam ubrana dość cienko, a dzień nie należał do najcieplejszych.



Źródło zdjęcia: klik , autor: A. Gac.

Moja kondycja jest więc zerowa, ponadto czuję po ubraniach, że figura odczuła ten brak ruchu przez dłuższy czas.
Powoli więc wracam do regularnych ćwiczeń- na razie są to treningi obwodowe przeplatane jogą. Od stycznia chcę wrócić do biegania i ćwiczeń z wolnymi ciężarami.
Pole dance na razie poszedł w odstawkę ze względu na finanse, ale mam nadzieję do niego wrócić jeszcze w nadchodzącym roku. Tęsknię za rurką.

Jeszcze się zastanawiam nad zajęciami z jogi lub innymi sportowymi w nadchodzącym roku (Fire Workout? Kettle?)- są finansowo bardziej osiągalne niż rurka, a na pewno ćwiczenia pod okiem profesjonalisty wiele by mi pomogły.

Od czasu akcji na Dzień bez Futra gdzieś tam powoli zaczyna się też moja przygoda z bardziej intensywnym aktywizmem i z fundacją Viva, ale na razie ćśśś...

Nie zdążyłam Wam złożyć życzeń świątecznych, za to teraz już życzę szampańskiego Sylwestra i szczęśliwego roku 2016. I nie strzelajcie w Sylwestra, bo tak robią tylko ćwoki.

5 komentarzy:

  1. Pasztet pieczeniowy Jadłonomii to jak narazie mój ulubiony pasztet, a robiłam ich już sporo. :)
    Nie wiedziałam, że śpiewasz. :> Ja też marzę o rurce, ale póki co wkręciłam się w twerk i na pewno z niego szybko nie zrezygnuję.
    Za czasów studiów robiłam tak, że w ciągu roku czytałam dla przyjemności, latem znacznie więcej, a na czas sesji to odkładałam i to był chyba najlepszy sposób bez strat dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja w tym roku miałam pierwsze wegańskie święta i było bardzo smacznie :) Twoje potrawy wyglądają zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
  3. przepyszne świąteczne dania, u mnie druga wegańska Wigilia w tym roku :) seleryba była, barszcz z uszkami, pierogi z kapustą i grzybami, makówki, pasztet… wszystko co uwielbiam, a ten wyjątkowy smak przybiera właśnie pod koniec grudnia :)
    dużo planów u Ciebie, ja już wróciłam z powrotem i czas na naukę, bo w styczniu czekają testy…

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten pasztet wygląda bosko! Powodzenia w realizacji planów :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O, nie wiedziałem, że śpiewasz, trochę mnie to zaskoczyło xd
    Co do świąt - było zaskakująco przyjemnie, potrawy spoczi, na stole nie było nawet mięsa (no, prócz ryb) i całość ogólnie na plus.
    I gratuluję mocno włączenia się w aktywizm prozwierzęcy!

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!