sobota, 30 stycznia 2016

Wegańskie zakupy w Sensilab

Brak komentarzy:
 
Zakupy jedzeniowe cieszą mnie chyba najbardziej ze wszystkich. Wolę ciekawe produkty spożywcze niż nowe ubrania czy kosmetyki. Chyba tylko kupowanie książek daje mi porównywalną satysfakcję.

Ostatnio zrobiłam małe zakupy w Sensilab, sklepie powiązanym z Shape It, który już znacie, jeżeli czytaliście moją recenzję białka z groszku i przepisy z jego użyciem (by the way, mam jeszcze w zanadrzu na nie parę pomysłów, a wy nadal macie rabat 15% po wpisaniu hasła SZPINAK115). 

Znalazło się tam trochę zdrowych słodyczy oraz superfoods.




Surowe kuleczki z daktyli, żurawiny i kakao. Wszystko eko. Tylko tyle i aż tyle. Całość super się komponuje, w środku mamy chrupiące kawałeczki całych ziaren kakaowca.

Daktyle, figi, mak błękitny. Smaczne, ale dość... zwyczajne. Nie ujęły mnie tak bardzo jak kulki z żurawiną i kakao.

Lifebary to surowe batony podobnego typu, co Raw Bite czy te produkowane przez Zmiany Zmiany.
Zielony Lifebar zawiera daktyle, migdały, orzechy brazylijskie, chia, pistacje, pekany, pastę migdałową, sezam, kokos, sok z młodego jęczmienia w proszku, olej kokosowy i proszek waniliowy.
Skład jak widać jest bogaty, a smak cudowny. Baton jest słodki, ale nie do przesady, a w środku znajdują się też większe kawałki orzechów, które przyjemnie chrupią. Może tylko ciemnozielony kolor nie jest jakiś super zachęcający, ale nie można mieć wszystkiego.

Ten był jeszcze lepszy! Składa się tylko z daktyli, wiśni, nerkowców i migdałów. Tak samo można się tu wgryźć w większe kawałki orzechów, a do tego kwaśne wiśnie fajnie równoważą słodycz daktyli.
Ten baton wygrywa też w rankingu słodyczy z tej paczki.

Do tego ceny Lifebarów są całkiem możliwe, bo kosztują 5,60 za sztukę. Surowe batony potrafią kosztować znacznie więcej. Do nich z pewnością będę wracać, chociaż Rawnello również nie pogardzę, gdy najdzie mnie ochota na słodycze tego typu, a nie będzie mi się chciało toczyć bakaliowych kulek samodzielnie.




Podobno zdrowszy niż zwykły cukier. Stosuję zasadę ograniczonego zaufania do przetworzonych środków słodzących, z pewnością jednak taki cukier jest mniej niezdrowy od zwykłego buraczanego czy trzcinowego. Powstaje poprzez suszenie nektaru z kwiatów palmy kokosowej. Ma niższy indeks glikemiczny niż zwykły cukier i zawiera witaminę C, wapń, żelazo, fosfor, miedź, magnez oraz cynk. 
Ma bardzo fajny smak- lekko karmelowy i nie jest mocno słodki. Dla mnie strzał w dziesiątkę. Fajnie sprawdza się w napojach, puddingach i owsiankach. Okazał się też świetną posypką do ciastek.

5. Sok z jagód acai w proszku
Etykietka na opakowaniu twierdzi, że ma silne działanie antyoksydacyjne. Zalecana dzienna dawka to jedynie pół łyżeczki- przy takiej ilości trudno poczuć jakikolwiek smak, gdy dodaje się to np. do koktajlu. Używałam tego proszku również jako posypki do owsianki. Smak- jagodowy. Całkiem ok.

Nie jadam go regularnie, ale lubię raz na jakiś czas kupić dla urozmaicenia. Lubię lekko słonecznikowy smak tych ziarenek, fajnie sprawdzają się przede wszystkim w sałatkach i ogólnie daniach na słono.


Z tego typu rzeczy myślę też o spróbowaniu Maca w proszku oraz zielonej herbaty Matcha. Jeżeli jedliście te produkty, to będę wdzięczna za sugestie, do czego najlepiej ich użyć na początek?



Muzyka na sobotę (polecam zwrócić uwagę na tekst)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!