środa, 17 lutego 2016

Ostatni tydzień był szalony- trzy miasta, w większości odległe od mojego miejsca zamieszkania i poza Krakowem- nieszczególnie przyjazne roślinożercom.





Wyjechałam ze względu na moją pracę licencjacką- piszę o motywie kobiety w dziełach Władysława Hasiora.

Pierwszy w planie był Gorzów Wielkopolski. Całą noc z poniedziałku na wtorek w zeszłym tygodniu spędziłam w pociągu, aby się tam znaleźć. W tamtejszym Miejskim Ośrodku Sztuki znajduje się poświęcona Hasiorowi galeria.



Galeria




Moja ulubiona praca stamtąd: "Opiekunka Gromowładna".

Nie szukałam tam nawet specjalnie knajpki, w której mogłabym się pożywić. Jadłam prosto, korzystałam z hostelowej kuchni.



Kawa po ciężkiej nocy w PKP


Wyjazdowy standard- razowy kuskus, mieszanka mrożonych warzyw, fasola z puszki, pestki.

Nawet w tak polowych warunkach można sobie bardzo łatwo poradzić- wystarczą odpowiednie zakupy. Mrożone warzywa, kuskus/błyskawiczne płatki owsiane/makaron ryżowy, które wymagają jedynie zalania wrzątkiem, puszkowane strączki, pestki, orzechy, suszone owoce, gotowe mieszanki sałat- już umyte. Bezproblemowe składniki, które zapewnią minimum czasu spędzonego w kuchni, minimum poświęconej energii (mniej do krojenia, zmywania itp.), a w rezultacie dostajemy jedzenie smaczne, wegańskie i całkiem zdrowe.

Następny w kolejce był Kraków. Odwiedziłam tam MOCAK.



Ciekawostki z wystawy poświęconej współczesnym artystom z Krakowa


Hostel #Lwowska26.

Poza oglądaniem ekspozycji i przekopywaniem archiwaliów znalazłam chwilę na spacer z Justyną z Happy.Healthy.Vegan, która okazała się świetną przewodniczką po wegańskim Krakowie i super rozmówczynią.
Odwiedziłyśmy razem Novą Krovę oraz Soya Cafe. Kolejnego dnia wskoczyłam jeszcze sama do Vegabu. Szaleństwo.

W Novej Krovie jadłam krem z pomidorów z grzankami oraz burgera serowego z sosem tatarskim.



Krem (zdjęcie zrobiła Justyna- ja byłam zbyt zmęczona i leniwa, żeby wyciągnąć telefon) był przyzwoity- dobrze doprawiony, mocno czosnkowy, lekko słodki.

Burger też przypadł mi do gustu. Jeśli się nie mylę, w bułce był panierowany Violife. Trzeba po prostu lubić wegański ser, żeby coś takiego posmakowało. Bułka była świeża, chrupiąca, a sos tatarski mistrzowski- jak maminy. Minusem był plastikowy, blady plaster pomidora- ja pomyślałabym o bardziej sezonowych dodatkach.

W Soya Cafe jadłam tofurnik snickers od Zielonego Talerza- ten sam, co na zdjęciu poniżej (wciąż tak samo boski) i wypiłam idealne latte na mleku sojowym. Polecam bardzo to miejsce, jest przytulnie i spokojnie.



Vegab wspominam równie ciepło- miła obsługa i porządna tortilla z dobrym wegańskim "mięsem"- idealna opcja, gdy najdzie ochota na roślinny fast food.

Ze smutkiem opuszczałam Kraków, ale czekała mnie jeszcze wizyta w Zakopanem.


W Zakopanem był gwóźdź programu-Galeria Władysława Hasiora.




Krupówki za dnia


Krupówki nocą

Poza Galerią i Krupówkami zwiedziłam też Muzeum Stylu Zakopiańskiego w Willi Koliba.


Współczesny smaczek z muzeum

Trochę irytował natłok turystów, hałas, swąd palonych kiełbas i oscypków- ale i tak cieszyłam się, że mogłam tam być. W hostelu miałam ciekawe, międzynarodowe towarzystwo, przypomniałam sobie jak to jest, kiedy skrzypi śnieg pod butami i pooglądałam góry- chociaż z daleka.



Chociaż nie był to wyjazd wypoczynkowy, to czuję się nieco zresetowana i gotowa do dalszych wyzwań.
To będzie ciężki semestr, ale nie poddajemy się!


PS. Dziś Dzień Władcy Świata aka Kota. Czyli dzień jak każdy inny.

niedziela, 7 lutego 2016

Pomysł na ten placek zrodził się przypadkiem. Chciałam zjeść coś słodkiego, a la śniadaniowego, ale skończyło mi się mleko roślinne.

Postawiłam na placek z dodatkiem białka z groszku Green Love, które miało zatuszować brak mleka.

Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.
Już niewielki dodatek białka nie tylko wzbogacił smak, ale również nadał plackowi bardzo fajnej konsystencji. Kiedy mogę, robię go na mleku sojowym zakwaszonym octem (rośnie jeszcze lepiej), ale można je na luzie podmienić na wodę.

Odradzam używanie białej mąki w tym przepisie- łatwiej wtedy o gumową konsystencję.




Składniki na porcję

  • 2/3 szklanki mleka sojowego niesłodzonego
  • łyżeczka octu jabłkowego
  • 2/3 szklanki mąki graham orkiszowej lub pszennej
  • 1/2 miarki białka z groszku Green Love (ok. 11 g; można zamienić na sojowe, musi być drobno zmielone i gładkie)
  • 2 łyżeczki cukru kokosowego (lub innego środka słodzącego)
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • wanilia (u mnie saszetka waniliowa do dosmaczania szejków; jeżeli nie tolerujecie takich rzeczy to może to być naturalny ekstrakt waniliowy lub ziarenka wydłubane z 1/2 laski wanilii)
  • szczypta soli


Mleko sojowe mieszamy z octem i odstawiamy, aż oddzieli się "twaróg". Ja swoje wstawiłam na noc do lodówki. Do rana zrobiło się gęste jak zsiadłe mleko.
W misce mieszamy wszystkie suche składniki. Dodajemy zakwaszone mleko i mieszamy tylko do momentu, aż masa będzie jednolita. W razie potrzeby dolewamy jeszcze odrobinę płynu lub dosypujemy mąki. Masa powinna mieć gęstość ciasta na pancakes.
Rozgrzewamy suchą, ceramiczną/teflonową patelnię średniej wielkości. Skręcamy gaz i wylewamy ciasto, rozprowadzając je dodatkowo równomiernie łyżką (jeżeli macie dobrą patelnię, ciasto nie powinno przywrzeć nawet bez użycia oleju).
Odwracamy na drugą stronę, gdy ciasto wyraźnie zetnie się na brzegach. Smażymy jeszcze 2-3 minuty i podajemy od razu z ulubionymi dodatkami.
Polecam masło orzechowe i owoce.
Smacznego!




W tle moje lektury do pracy licencjackiej...




Miłej niedzieli


PS. Rabat!