niedziela, 22 maja 2016

Dieta dr Ewy Dąbrowskiej- po co to robię? Fotomenu.

9 komentarzy:
 
Osoby, które nie wiedzą za bardzo czym jest dieta dr Ewy Dąbrowskiej i w jakim celu się ją stosuje odsyłam tutaj i tutaj.

W bardzo dużym skrócie, jest to dieta warzywno-owocowa, mająca na celu wspomóc pozbycie się z organizmu niepotrzebnych złogów i nieść szereg korzyści zdrowotnych. Wolno jeść praktycznie wszystkie warzywa poza ziemniakami, batatami czy innymi wysokoskrobiowymi oraz jeść jabłka, grejpfruty i cytryny, ewentualnie owoce jagodowe. Poza tym dozwolone są przyprawy ziołowe, niewielkie ilości soli oraz ziołowe i owocowe herbatki.




Po co właściwie się na to zdecydowałam?
Po pierwsze: nigdy nie stosowałam tego typu postu i jestem ciekawa, jak zareaguje mój organizm.
Po drugie: TRĄDZIK. Z moją skórą ostatnio dzieją się cuda-niewidy i już naprawdę mało co pomaga. Mam nadzieję na poprawę skórnej sytuacji.
Po trzecie: nieregularne odżywianie i wzrost wagi. Niby nic strasznego i wystarczyłoby po prostu zacząć jeść normalnie, ale z psychicznego punktu widzenia nie jest takie proste. Pracę w Vege Kiosku wspominam bardzo ciepło, ale niewątpliwą wadą był zbyt łatwy dostęp do mącznego, tłustego jedzenia, przez co zapominałam o konsumpcji jarzyn czy owoców. W efekcie większość moich spodni zrobiła się po prostu niewygodna, a nie mam zamiaru teraz wydawać kokosów na wymianę garderoby. Dieta warzywno-owocowa pomaga mi się wyregulować i nastawić na regularne jedzenie kolorowych posiłków.

Zaczęłam w czwartek i mam zamiar wytrwać dwa tygodnie. Nie traktuję tego jednak jako diety mającej mi zapewnić spadek wagi do docelowej. Wychodzić będę przez tydzień, powoli dodając do menu "zakazane" owoce i warzywa, następnie kasze, strączki, pestki. Potem będę już prowadzić zwykłą dietę redukcyjną z całym bogactwem nisko przetworzonych produktów roślinnych i niewielkim dodatkiem takich produktów jak tofu czy niesłodzone mleko roślinne.

Apeluję też, żebyście zastanowili się dobrze, zanim zdecydujecie się na podobny post. Być może wcale nie jest Wam potrzebny, a w wielu przypadkach można sobie nim zaszkodzić. Ja ostatnio traktowałam swój organizm naprawdę skandalicznie, a takie sprzątanie dobrze mu zrobi.

Główną inspiracją do podjęcia wyzwania był dla mnie ten wpis Darii Łukowskiej oraz pozytywne doświadczenia mojej współlokatorki, którą z tego miejsca pozdrawiam. ☺

Poniżej moje menu z dzisiaj.




1. Śniadanie- woda z sokiem z cytryny, grejpfrut, jabłko. Codziennie jem z rana praktycznie to samo.




2. Obiad- gotowany na parze pęczek botwiny  z sokiem z cytryny, szczyptą soli, pieprzem i dymką, pieczony bez tłuszczu seler, sos pomidorowo-czosnkowy (z koncentratu i passaty- mały fail z mojej strony, bo podobno nie można).




3. Podwieczorek- jabłko. Po tej przegryzce przetruchtałam spokojnym tempem jakieś 4 km z hakiem.




4. Kolacja- główka cykorii, garść jarmużu, tarta marchew, jabłko, ogórek, kiełki pora, sól kala namak, pieprz, sok z cytryny, koperek.


Do picia sporo wody, pokrzywa, pewnie wpadnie jeszcze napar z imbiru.

Jak widać jem sporo objętościowo, ale nie jest to dla mnie problemem, bo jestem przyzwyczajona do sporych ilości jarzyn w diecie.

Obecnie mija mój czwarty dzień. Głód dokuczał mi w zasadzie tylko dnia drugiego, teraz już go nie czuję. Mam sporo energii i śpię jak suseł. Waga pokazuje 2,4 kg mniej i przekłada się to również na obwody, ale pewnie w większości zszedł nadmiar wody.

Jeżeli macie już jakieś doświadczenia z podobną dietą lub dopiero się nad nią zastanawiacie i macie wątpliwości, chętnie poczytam o tym w komentarzach.
Przy okazji przypominam o poprzednim poście, w którym pisałam o produktach od Sensilab.
Śpieszę donieść, że szpinakowi czytelnicy mają rabat 15% na produkty marki Sensilab i Healthie po wpisaniu kodu SZPINAK115. Warto skorzystać, bo jest sporo ciekawych superfoods, którymi można wzbogacić codzienne menu.



9 komentarzy:

  1. Planuję ją na jesień tego roku:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A gdzie zdjęcia kotów?
    N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, będą przy najbliższej okazji :D

      Usuń
  3. Trochę mi ślinka pociekła, bo lubie takie surowiaste rzeczy... ale chyba oszalałabym z głodu.

    Wiem, że objętościowo jest tego dużo- ale prowadziłam zblizony eksperyment, wyglądałam dobrze (widac było poprawę stanu skóry), czułam się dobrze, tylko cąły czas mi "winda" jechała w żołądku :/ Max 1,5 godziny po opucowaniu wielkiej michy surówy i głodna - żebym siedziała w domku to ok, ale w pracy nie mogę tak często paszczą mielić.

    Zapycham się kaszą i czasami z rana jajkami(ja akurat nie wegan, a jajo trzyma)

    Trzymam kciuki za powodzenie i będę obserwowac efekty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie reakcja była taka, że głód dokuczał może przez pierwsze dwa dni, ale żołądek bardzo szybko przyzwyczaił się, że dostaje mniej i już mi to kompletnie nie przeszkadza. :) Teraz głód wrócił, ale to dlatego, że przerwałam zbyt nagle post na jeden dzień. Powrót do niego jest trudniejszy, bo znowu jestem głodna i śpiąca, ale o tym więcej w następnym poście na blogu.

      Usuń
  4. Na tradzik szczerze polecam CZYSTEK. Dzieki niemu pozbylam sie strasznego, ale podkreslam, strasznego tradziku na plecach. Pije 4 szklanki dziennie od 2 miesiecy:)
    S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piłam, ale reakcja była u mnie odwrotna, wyskakiwało jeszcze więcej krostek. Podobno to częsty efekt, który po dłuższym czasie picie przechodzi, ale ja nie miałam cierpliwości.

      Usuń
  5. Tak,dokladnie tak bylo w moim przypadku tez,ale trzeba zacisnac zeby:)

    OdpowiedzUsuń
  6. smacznie brzmi kolacja- chętnie bym taka wchłonęła ;)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!