wtorek, 31 maja 2016

Ostatni dzień postu. Fotomenu, odczucia, rezultaty.

11 komentarzy:
 
Na moim facebooku pisałam w zeszłym tygodniu o nagłym przerwaniu postu na jeden dzień z powodu wyjazdu. Moje niezorganizowanie i zachcianki na coś mącznego dały w efekcie jeden dzień, w którym jadłam kompletnie zwyczajnie. Czułam się jednak źle po tak nagłym zbombardowaniu mojego żołądka i następnego dnia wróciłam do diety.





Chciałam od zeszłego piątku włącznie na nowo przejść dwa tygodnie postu, jednak były to zbyt pochopne zamiary. Organizm się rozregulował. Byłam ciągle głodna, słaba i rozkojarzona, a sesja nie ma litości- nie mogłam tego tak po prostu przeczekać.
Z tego powodu dzisiaj minął mój ostatni dzień diety dr Ewy Dąbrowskiej- dzień 12, wyłączając ten felerny czwartek. Od jutra będę powoli wychodzić z diety, stopniowo dodając "zakazane"produkty.

Oto co dziś wylądowało na moim talerzu/w misce/ostatecznie w otworze gębowym.




1. Śniadanie- woda z sokiem z połowy cytryny i 2 spore jabłka.




2. Obiad- zupa z młodej kapusty: woda, ziele angielskie, liść laurowy, kminek, kozieradka, opalona cebula, marchew, seler, zewnętrzne liście młodej kapusty, czosnek, sól himalajska i majeranek. Zazwyczaj jeszcze dodawałam do postnej zupy kapuścianej pomidory i koperek, ale tym razem nie miałam ich pod ręką.
Zjadłam dwie takie miski.




3. Podwieczorek- truskawki. Co prawda dr Dąbrowska zaleca owoce jagodowe w ilościach dekoracyjnych, ale ja nie bardzo widzę uzasadnienia dla tej reguły. Truskawki są niskocukrowe, niskokaloryczne i są jednymi ze zdrowszych owoców w ogóle, więc nie ograniczałam ich sobie. Poza tym to moje ulubione owoce ever no i hej- 3,50 zł za kilogram i nie skorzystać?




4. Kolacja- sałatka. Szpinak, tarte młode buraczki i marchew (surowe oczywiście), rzodkiewki, sok z cytryny i sól himalajska. Zazwyczaj wieczorem jadałam właśnie takie sałatki z zielonymi liśćmi lub kapustę kiszoną.
Kot na przystawkę.


Co mogę powiedzieć po 12 dniach diety warzywno-owocowej?

Podejrzewam, że gdyby nie ten jeden dzień, który mi tylko namieszał, spokojnie pociągnęłabym post pełne dwa tygodnie i miałabym prawie same pozytywne odczucia.
Przed czwartkiem moje samopoczucie było świetne. Głód dokuczał tylko przez pierwsze dwa dni, a potem już organizm przyzwyczaił się, że dostaje mniej. Byłam energiczna w ciągu dnia i spałam jak suseł w nocy.

Potem nie było już tak różowo i stąd moja decyzja o wyjściu.

Efekty?
Przede wszystkim spadła waga, niestety w zbyt szybkim tempie. Miałam nadzieję, że organizm przestawi się na magazynowanie i będę chudnąć powoli, ale najwyraźniej dla organizmu był to szok.
Zaczynałam z wagą 75,4 kg, obecnie wynosi ona 70,7 kg. Jak na niecałe 2 tygodnie jest to bardzo dużo. Przypomnę, że mój wzrost to 178 cm. Ta zmiana ma głównie przełożenie na wymiary biustu, talii i bioder, chociaż odnotowałam również niewielki spadek centymetrów w udach.
Miałam nadzieję na poprawę cery, ale przez tak krótki czas przerwany jednym dniem nie zdążyłam niczego w tej materii ugrać. Jedyny plus- poznikały krostki na dekolcie, jednak te na czole i brodzie ciągle są widoczne.

Myślę, że jeszcze kiedyś wrócę do tego postu i przeprowadzę go jak należy, bogatsza o te doświadczenia. Na pewno nie skusi mnie wtedy nagłe wyjście z diety hardkorowym makaronem z tofu.

Moim planem na wyjście jest stopniowe włączanie zakazanych produktów. Zacznę od niewielkich ilości owoców innych niż jabłka i grejpfruty oraz ziemniaków. Do tego awokado i zmielone siemię lniane. Następnie produkty zbożowe, strączki, inne źródła zdrowych tłuszczów, na sam koniec bardziej przetworzone produkty- tofu, mleko sojowe itp. Nie wiem jak z kaloriami, będę jeść intuicyjnie.




W piątek zawitałam do Łodzi do MS2 w Manufakturze, aby zebrać ostatnie potrzebne materiały do mojej pracy licencjackiej. Przy okazji nie mogłam sobie odmówić zwykłego rozrywkowego szwendania się między dziełami sztuki współczesnej oraz... wizyty w łódzkim Rossmannie.





Rossmann w Manufakturze słynie z najlepszego zaopatrzenia w całej Polsce. To nie bajki. Byłam w niemieckich Rossmannach i cóż mogę rzec- łódzki nie odbiega od nich poziomem. Jedzenia odpowiedniego dla wegan jest kilka alejek i to nie tylko produktów enerBio. Batoniki, kiełbaski, tofu, milion past do chleba, superfoodów- można zwariować. Akurat miałam ograniczony budżet, do tego nie chciałam kupować rzeczy, których i tak nie mogłabym na razie jeść, zdecydowałam się więc na koper włoski z dodatkiem anyżu i kminku do picia.
Obkupię się następnym razem- 22 czerwca będę się tatuować w łódzkim Sigil Tattoo.

Ciekawi mnie, czy ktoś z Was miał podobne doświadczenia z nagłym wyjściem z tak mocno eliminacyjnej diety. Musieliście wychodzić stopniowo, czy wracaliście do normalnego jedzenia z dnia na dzień i wszystko było ok?


PS. Rabat!


11 komentarzy:

  1. Koniecznie muszę odwiedzić tego Rossmanna zatem! :))) Dodatkowo, naprawdę masz truskawki po 3,50 za kg? W Krakowie taka drożyzna :((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, 3,50-4 zł to regularna cena. Magia bazaru na Banacha. :)

      Usuń
    2. A nie są to truskawki tzw. poziomkowe? W Krakowie też ta odmiana kosztuje ok. 3,50 zł, tylko że on są mniejsze od tych normalnych, no i tańsze. Te zwykłe kosztują ok. 6/7 zł ;)

      Usuń
    3. Dawno nie widziałam truskawek za 6/7 zł. Maksymalna cena na targach to jakieś 5 zł. Być może są to poziomkowate, większość z nich rzeczywiście jest niewielka, ale są nadal pyszne

      Usuń
  2. Mam 170 cm i ważę 65 kg czyli jedynie 5 kg mniej od Ciebie zatem ważny polônio biorąc pod uwagę wzrost a wyglądasz jak elf w porównaniu do mnie. Ile to człowiekowi robi budowa.
    Pokażesz tatuaż?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już go będę miała to pokażę.

      Usuń
  3. Świetnie, że podzieliłaś się swoją relacją z diety na blogu. Interesowałam się nią już od jakiegoś czasu, ale zawsze miałam wrażenie, ze trzeba w niej jeść sporo posiłków w ciągu dnia. U Ciebie ,wygląda to prosto, szybko i smacznie :) Trochę szkoda, że nie zauważyłaś poprawy w kwestii cery. Przyznaję, ze to byłby najważniejszy powód do zdecydowania się na nią. Pozdrawiam. Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą cerą to prawdopodobnie po prostu kwestia za krótkiego postu i przerwy w środku. Są osoby, które robią post 42-dniowy, ale ja na samym początku obawiałam się tak długotrwałej diety.
      Coś tak jednak ruszyło, bo przynajmniej krosty na dekolcie poznikały. :)

      Usuń
    2. Ach, no i z tą prostotą- krążąc po Internecie można odnieść wrażenie, że to jedno wielkie cudowanie, ale ja się w to nie bawiłam, bo nie miałam ochoty ani czasu. Jadłam maksymalnie prosto. Najbardziej skomplikowana rzecz jaką robiłam to pieczone frytki z selera. :)

      Usuń
  4. Podana dieta ni wydaje się zbyt zdrowa dla organizmu. nie za dużo surowego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na dłuższą metę może być niezdrowa raczej ze względu na prawie zerową podaż tłuszczy, niewielkie ilości białka, kalorii, braki w pewnych mikroelementach itp. Surowe mi nie szkodzi, potrafię jeść cały dzień raw i jest mi z tym dobrze.
      Teraz wychodzę powoli z diety i czuję się super. Mam wrażenie, że ten post był dla mnie dobrą okazją do "zresetowania" organizmu.

      Usuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!