O blogu i o mnie

Moja przygoda kulinarna zaczęła się w wieku 14 lat, kiedy postanowiłam stracić na wadze i zmienić swoje przyzwyczajenia. Nie było to robione w rozsądny sposób, ale wtedy właśnie zauważyłam, jaką świetną zabawą jest łączenie smaków. Nieoczekiwanie wciągnął mnie świat bulgoczących garnków, wypełniony najróżniejszymi aromatami, od cynamonu, przez drożdże, aż po szkloną na oliwie cebulkę. Z czasem przestałam jedynie kopiować czyjeś pomysły z sieci, zaczęłam komponować moje własne, autorskie przepisy lub czerpać z dorobku innych kucharzy w sposób twórczy. Jakiś czas udzielałam się na portalach kulinarnych, ale atmosfera wyścigu szczurów jaka tam panowała nie do końca mi odpowiadała. Zdecydowałam się więc na własny zakątek w sieci.

Około Wielkanocy 2012 zdecydowałam się zrezygnować z mięsa, za wyjątkiem ryb. Były to powody czystko organoleptyczne, dość egoistyczne. Potem zapisałam się do programu "Zostań wege na 30 dni", który dostarczył mi bardzo wiele cennych informacji na temat wegetarianizmu, traktowania zwierząt hodowanych na rzeź. To sprawiło, że odrzuciłam również ryby ze swojego jadłospisu. Z czasem zgłębiłam dokładniej temat wybierania serów i jaj tak, żeby nie przyczyniać się do cierpienia zwierząt... Okazało się to praktycznie niemożliwym. 
Jak łatwo można było zauważyć patrząc na przepisy z mojego poprzedniego bloga (Kulinarne igraszki Kikimory, już nieistniejące), zawsze uwielbiałam sery, jogurty, mleko, omlety. Oczyma wyobraźni widząc krowę pozbawianą swego dziecka, które wywożone jest do rzeźni lub starą, wyeksploatowaną kurę lądującą w rosole- nie potrafiłabym tych produktów dłużej jeść. Stawałyby mi w gardle, a ja, niczym Lady Makbet, widziałabym krew na swoich dłoniach.

Oto więc jestem- macha do Was Marta, Kikimora lub Szpinakowa Wróżka- jakkolwiek wolicie mnie nazywać. Weganka.
Gotujące dziewczę. Słucha ciężkich brzmień i klasyki, biega, ćwiczy jogę, czyta fantastykę i literaturę romantyczną. Rysuje, próbuje malować i robić przyzwoite zdjęcia, marzy o życiu związanym ze sztuką. Śpiewa pod prysznicem i jak odkurza. Kocha spać.
To właśnie ja, w telegraficznym skrócie.

Zawsze miałam ciągoty do wegańskiej kuchni. Upieczenie muffinek bez jajek czy zrobienie pysznego makaronu z tofu nie jest dla mnie niczym trudnym, ale wielu rzeczy wciąż się uczę. Mam nadzieję, że ciekawym dla Was będzie obserwować moje poczynania.

Chcę też dać z siebie nieco więcej niż tylko przepisy na wegańskie potrawy: możecie spodziewać się też recenzji ciekawych wegańskich książek, produktów i knajp, relacji z wegańskich wydarzeń, podróży, zapisków o sporcie, zdrowym stylu życia i wiele więcej.
Miłej lektury, wpadaj do mnie czasem!


fot. Martyna
 

Tu mnie jeszcze znajdziesz




13 komentarzy:

  1. super! trzymam kciuki i bardzo sie cieszę z Twojej przygody z wegetarianizmem a teraz weganizmem <3
    Weganizm to na prawdę pyszna sprawa , farajda z gotowania, która z czasem przemienia się wręcz w psychozę maniakalną i człowiek tylko by jadł gotował, kombinował i cieszył się z własnego wyboru:)
    życzę powodzenia jesteśmy w blogowym kontakcie i smacznego i w ogóle nananananaaa :) <3
    5!

    OdpowiedzUsuń
  2. No no, w przeciągu 3 miesięcy zamienić mięsożerność na weganizm to dość odważna sprawa. Życzę wszystkiego dobrego w nowym wcieleniu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Na zdjęciu to Ty? :)
    Też ciężkobrzmienna jestem, z odchyłem ku weganizmowi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak tu u Ciebie fajnie. Ja dopiero od niedawna zaczynam przygodę z wegetarianizmem, a juz tez kusi mnie weganizm. Prowadzę bloga, który jest moim natchnieniem i jakby książka kucharską.
    Pozdrawiam i zamierzam tu wpadać co jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz świetną ksywę. Nasza kotka ma na imię Kikimora i żeby było zabawniej podobnie jej patrzy z oczu jak Tobie na tym zdjęciu. ;) Lubi też wędzone tofu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, że jest co raz więcej takich fajnych ludzi jak Ty. Na pewno będę zaglądać. Powoli małymi krokami przechodzę na Veganizm, jesteś moja inspiracją:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawa strona, z pewnością i ja się zakwalifikuję do grona czytelników, szukających u Ciebie inspiracji.

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kolejny ciekawy wegański blog, pełen dobrych przepisów :) Gratuluję! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć Kikimora,

    Ciekawy blog ku chwale wegańskiej idei :)

    Pozdrawiam
    Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wiem, gdzie zapytac, wiem pytam w tym dziale :) Mam takie pytanie odnosnie witaminy B12. Skoro weganizm jest uwazany za ultymatywny sposob odzywiania i przez niektorych uznawanym za jedyny odpowiedni dla czlowieka jako gatunku ssaka, to dlaczego on powinien suplementowac sztuczna witamine B12 w tabletkach, bo jest ona tak bardzo potrzebna ludzkiemu organizmowi, a moze on jej sobie dostarczyc jedynie przez jedzenie miesa? Jakos to dla mnie sie wyklucza. Bo po co mam jesc tabletki, jak moge raz na tydzien zjesc mieso. I nie chodzi mi tu o mieso supermarketowe, ale od masarza badz rzeznika mojego zaufania. Prosze mnie zle nie zrozumiec. Lubie zdrowe odzywiani. Szanuje ludzi, ktorzy z powodow etycznych nie jedza miesa, jednak patrzac juz czystko przez pryzmat zdrowia mojego, to jednak jakos wole zjesc mieso niz sztuczna tabletke...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. B12 to witamina produkowana przez bakterie. Pod względem zdrowotnym jeżeli mam zjeść mięso pełne ciężkostrawnego zwierzęcego białka, cholesterolu, hormonów i innych niefajnych rzeczy, które ma w sobie też B12 albo tabletkę- to chyba jednak wolę to drugie. W suplementach nie ma nic złego, takie B12 w tabletce wystarczy wziąć w trakcie posiłku, żeby zagrało z innymi składnikami odżywczymi, wtedy lepiej się przyjmie. Zresztą, jadamy mnóstwo rzeczy, które są "nienaturalne"- przetwarzamy żywność nawet w ten sposób, że ją gotujemy, co nie znaczy, że są to produkty dla nas mniej zdrowe. A jeżeli ktoś się obawia o swoją wątrobę, to jest też B12 w kroplach albo rozpuszczalna na języku.

      Usuń
    2. Dziekuje za odpowiedz.Jak juz wspominalam, kwestia etyczna jest dla mnie zrozumiala, ale co do kwestii zdrowia. to wole sie trzymac z dala od wszelkich form lekow czy supelmentow, ile sie da. Jestem zwolennikiem myslenia "wszystko w umiarze i balansie" i nie popadania w ekstrema, czym jednak weganizm w jakims stopniu dla mnie jest. Rozumiem tez inne powody i szanuje je, jednak ja chyba pozostane w wywazonym dla mnie srodku. Nie jem miesa czesto i "byle jakiego" i staram sie przygotowywac wszystkie dania sama. Raz jeszcze dziekuje za odpowiedz i zycze powodzenia, aby obrana droga byla dalej tak odpowiednia, jak do tej pory. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń

Jeżeli nie masz konta w bloggerze, podpisz się imieniem lub ksywą. Będzie mi bardzo miło wiedzieć z kim rozmawiam. :)
Miłego dnia!